Piątka Filmosfery - kandydaci na nowego Bonda
Katarzyna Piechuta | 19 dni temuŹródło: Filmosfera
Niedawno internet zalała informacja o kolejnym przesunięciu premiery najnowszego filmu o Jamesie Bondzie „Nie czas umierać”. Fani serii o słynnym Agencie Jej Królewskiej Mości musieli tę gorzką pigułkę przełknąć i nastawić się na czekanie do premiery kilka kolejnych miesięcy (planowana data premiery to 2 kwietnia 2021 roku). A czym możemy sobie umilić czas oczekiwania? Oczywiście typując, kto zostanie następcą Daniela Craiga i wcieli się w postać Agenta 007 w kolejnych odsłonach serii. Bo to, że czas Daniela Craiga jako Jamesa Bonda dobiega końca, wiemy już na pewno. A Wy kogo obstawiacie?

Wybór Idrisa Elby na nowego Jamesa Bonda mógłby zaskoczyć. Choć nazwisko Brytyjczyka pojawia się w prawie każdym zestawieniu aktorów, którzy mogliby zastąpić Daniela Craiga w roli Agenta 007. Na pewno odezwą się głosy, iż takowy wybór byłby podyktowany względami poprawności politycznej. Jednakże ci, którzy mieli styczność z takimi serialami jak „Prawo ulicy” czy „Luther” zdają sobie sprawę, że Elba w roli Bonda to wybór nieoczywisty, ale bardzo ciekawy. To bardzo dobry aktor. Mocno charyzmatyczny, zawłaszczający ekran dla siebie. Znakomicie wypada w rolach trudnych, gdzie bohater zmaga się z niebezpieczną rzeczywistością, ale także własnym „ja”. John Luther jest tego najlepszym przykładem. Oszczędna, a jednocześnie na wskroś silna kreacja policjanta-detektywa, który przypomina pokiereszowanego życiem superbohatera, może zachwycić. Niestety duży ekran nie oszczędza tego czarnoskórego aktora. Jego role w pełnometrażówkach są nijakie. Rola Bonda dałaby mu możliwość pokazania się szerszej widowni z dobrej strony w filmie fabularnym. Sylwia Nowak-Gorgoń

Choć już wcześniej Tom Hardy miał na koncie fantastyczne role filmowe, jego aktorska kariera nabrała większego rozpędu mniej więcej w ostatniej dekadzie. I od kiedy tak przyśpieszyła, to nie może się zatrzymać. I bardzo dobrze – bo Tom Hardy jest świetnym aktorem, który zawsze daje z siebie sto procent, tworząc kreacje wyraziste i bezkompromisowe. Tajemniczość i pewnego rodzaju nieprzystępność, jaką w sobie nosi, sprawia, że wyśmienicie sprawdza się w rolach czarnych charakterów. Gdyby to Tom Hardy został nowym Bondem, zapewne trochę tej swojej tajemniczości wniósłby do postaci. Wyobrażam sobie, że byłby takim perfekcyjnym profesjonalistą, na pierwszy rzut oka zimnym i niewzruszonym, ale tak naprawdę kryjącym we wnętrzu ogromne pokłady wrażliwości i, przede wszystkim, niezachwiany kręgosłup moralny. W dodatku angielską dżentelmeńskość Tom Hardy ma po prostu we krwi. Czyż to nie byłby idealny Agent 007? Katarzyna Piechuta 

Urok, charyzma i łobuzerskość Charliego Hunnama aż kipią z ekranu. Można zachodzić w głowę, dlaczego jeszcze Hollywood nie wykorzystało potencjału Hunnama, bo jest materiałem na gwiazdę pierwszego formatu. Kreowani przez niego bohaterowie, czyli niepokorni mężczyźni o szlachetnym sercu (Pete Dunham w „Green Street Hooligans” czy Jackson "Jax" Teller w serialu „Synowie Anarchii”) zwyczajnie kradną serca widzów. Obecnie świetnie idzie mu współpraca z Guy’em Ritchiem. „Król Artur: Legenda miecza” (2017) oraz „Dżentelmeni” (2019) to naprawdę udane filmy, gdzie Hunnam zachwyca swoim czarem, witalnością oraz humorem. Myślę, że jego interpretacja Bonda byłaby czymś na wskroś świeżym i nieoczywistym. A pewne sztywne ramy, w których ta kultowa postać popkultury się przemieszcza, zostałyby mocno nagięte. Odświeżyłoby i nadało nowej jakości serii. Sylwia Nowak-Gorgoń

Jeżeli nowym Bondem miałaby zostać kobieta (a w sumie czemu miałoby tak nie być?), to z całą pewnością powinna to być Kate Winslet. Mawia się, że królowa jest tylko jedna, i w filmowym świecie zapewne nadal jest nią Meryl Streep, ale niezależnie od „tytułów” trzeba przyznać, że Kate Winslet jest jedną z najlepszych aktorek swojego pokolenia i w ogóle jedną z najlepszych aktorek ostatniego ćwierćwiecza. Niebywała klasa, elegancja, charyzma, no i przepiękny brytyjski akcent – czyli w połączeniu z ogromnym talentem aktorskim i umiejętnością kreowania wyrazistych postaci wszystko to, co do roli Bonda jest potrzebne. Biorąc pod uwagę rosnące w ostatnich latach w siłę ruchy feministyczne, gorące dyskusje i postulaty dotyczące równouprawnienia kobiet w kinie, a także nagłaśnianie zamiatanych wcześniej pod dywan spraw poszkodowanych kobiet w przemyśle filmowym (#metoo), jak najbardziej zasadne wydaje się zakończenie epoki Bonda-mężczyzny i otwarcie nowego rozdziału, w którym to kobieta wcieliłaby się w postać najbardziej znanego agenta na świecie. Nie ma wątpliwości, że Kate Winslet byłaby w tej roli cudowna (jak zawsze), a ja dostrzegam w niej również potencjał na dodanie postaci nieco luzu i humoru. Katarzyna Piechuta

Michael Fassbender. Irlandczyk z niemieckimi korzeniami w swojej karierze wybiera postaci niejednoznaczne (Erik Lehnsherr/Magneto w „X-Men: Pierwsza klasa”, Connor w „Fish Tank” czy Brandon we „Wstydzie”). Kreuje bohaterów ze skazą na duszy. W ich umysłach toczy się odwieczna walka dobra ze złem w każdej sekundzie ich istnienia. Ni to herosi, ni to łajdacy. Jednak fascynują. Idealny Bond. James Bond. Fassbender bardzo płynnie porusza się pomiędzy filmami mainstreamowymi a niszowymi projektami. Od pewnego czasu jednak jego wybory nie zachwycają ani krytyków, ani widzów, choć nie można mu nigdy odmówić zaangażowania i talentu. Jego domniemany angaż do filmu o Agencie Jej Królewskiej Mości z licencją na zabijanie może być szansą na nowy początek. Bond Fassbendera byłby kontynuacją linii, którą twórcy wybrali już dla Daniela Craiga, gdzie brytyjski szpieg, pomimo czaru, luksusu i adrenaliny, to jednak bohater ze skazą na sercu, walczący z demonami przeszłości. Sylwia Nowak-Gorgoń