Piątka Filmosfery - filmy inspirowane Dniem Świętego Patryka
Katarzyna Piechuta | 26 dni temuŹródło: Filmosfera
Dziś jest Dzień Świętego Patryka. Choć święto wywodzi się z Irlandii, to staje się coraz bardziej popularne na całym świecie. To jedno z najweselszych świąt, kojarzące się z radością i zabawą. Charakterystyczny dla Dnia Świętego Patryka jest oczywiście kolor zielony – dlatego to właśnie Irlandia i szeroko rozumiany kolor zielony stanowiły inspirację dla najnowszej Piątki Filmosfery.

1. „W imię ojca” (1993), reż. Jim Sheridan
Jim Sheridan to reżyser, którego filmy warto oglądać. „W imię ojca”, jeden z najlepszych jego obrazów, pokazuje w całej okazałości brutalność i niesprawiedliwość świata, w którym przyszło nam żyć. Ten przejmujący dramat został oparty na prawdziwych wydarzeniach, przez co jego wydźwięk jest jeszcze bardziej wstrząsający. Opowiada o przeżyciach Gerry’ego Conlona (Daniel Day-Lewis), dorastającego w Belfaście lat 70-tych, wstrząsanego raz po raz zamachami terrorystycznymi. Chłopak był drobnym złodziejaszkiem, w końcu jednak popadł w konflikt z IRA. Po przyjeździe do Anglii został oskarżony o udział w zamachu bombowym, za co sąd skazał go na dożywocie. Wraz z synem aresztowano i uwięziono także jego ojca, Giuseppe (Pete Postlethwaite). Zaczyna się walka o udowodnienie niewinności. Niewątpliwym atutem filmu „W imię ojca” są rewelacyjne wprost kreacje Daniela Day-Lewisa i Pete’a Postlethwaite’a. Możemy obserwować przemiany, jakie zachodzą w granych przez nich bohaterów, a także złożone relacje na linii ojciec-syn. Sheridanowi jak zwykle udało się oddać realizm wydarzeń – oglądając film nie sposób oprzeć się wrażeniu, że tak naprawdę każdy z nas może kiedyś paść ofiarą systemu i zostać niesłusznie skazany. Katarzyna Piechuta

2. „Shrek” (2001), reż. Andrew Adamson, Vicky Jenson
W kwietniu 2021 roku minie 20 (!) lat od premiery „Shreka”. Od tamtego momentu ten gatunek przeszedł długą drogę. Większość animacji spod ręki Pixara, Disneya czy właśnie studia DreamWorks zachwycała pomysłowością, dynamiką, intrygująca fabułą, wspaniałymi postaciami, niepowtarzalnym humorem i tym przysłowiowym „czymś”, co sprawiało, iż filmy animowane były kochane przez naszych milusińskich, ale także uwielbiane przez dorosłych. Animacja ewoluowała. Zmieniła się zarówno forma, jak i treść. Porzucono ołówek i kartkę na rzecz wygenerowanych komputerowo światów, zdynamizowano akcję, oparto fabułę na przygodzie i zabawie, postawiono na intertekstualność, cytaty z kultury masowej oraz przede wszystkim - odstawiono w kąt dotychczasowych bohaterów. Jednak pomimo wielu znakomitych tytułów, to właśnie „Shrek” to animacja kultowa. Przezabawna opowieść o tym, że piękno to rzecz względna. Historia zielonego ogra, jego przezabawnego druha Osła i nieustraszonej Księżniczki Fiony bawi, wzrusza i uczy tak samo dzisiaj, jak i 20 lat temu. Sylwia Nowak-Gorgoń

3. „Green Zone” (2010), reż. Paul Greengrass
„Green Zone” to film antywojenny, oparty na dokumentalnej książce „Imperial Life in the Emerald City” napisanej przez dziennikarza Rajiva Chandrasekarana. Akcja rozpoczyna się wiosną 2003 roku. Reżim Saddama Husajna zostaje obalony. Stany Zjednoczone wchodzą na irakijski teren z priorytetowymi zadaniami: szerzyć demokrację, uspokoić rewolucyjne nastroje i przede wszystkim znaleźć kryjówki składowania broni masowego rażenia – bezpośrednią przyczynę najazdu na wroga. Paul Greengrass uderza w myśl przewodnią polityki USA. Obnaża rządowy system manipulacji. Pokazuje, że nasza percepcja świata ukształtowana i przefiltrowana została przez system władzy i przekaz medialny. Jednak czy można im ufać? Czy znamy prawdę? Świat Zachodu oparty został na dychotomii. My i Oni. Dobrzy i Źli. Gdy świat jest czarno-biały, niby łatwiej stanąć po właściwej stronie, ale co zrobić, gdy dostrzeże się odcienie szarości? Sylwia Nowak-Gorgoń

4. „Oświadczyny po irlandzku” (2010), reż. Anand Tucker
„Oświadczyny po irlandzku” nie zaskakują pomysłowością. Reżyser filmu Anand Tucker stawia na ograne do granic możliwości schematy fabularne - typowa komedia romantyczna oparta na starym jak kino (a może jak świat) schemacie, że para, która bardzo się czubi, musi jeszcze bardziej się lubić. Ponadto, jeśli on i ona należą do dwóch całkiem odmiennych światów i różni ich wszystko, to końcem końców okaże się, że łączy ich tylko jedna rzecz, ale za to jaka - miłość. Ale o dziwo film tajlandzkiego reżysera nie razi szablonowością i na tle typowych komedii romantycznych made in Hollywood wypada bardzo korzystnie. Zasługa w tym zwłaszcza trójki głównych aktorów. Po pierwsze Amy Adams, jedna z największych osobowości aktorskich swojego pokolenia. Do każdego filmu, w którym występuje, wnosi niesztampowość i świeżość. Partneruje jej Matthew Goode w roli zranionego przez życie (czytaj kobietę) mężczyzny, który teraz ukrywa się przed ludźmi pod maską cynizmu. Zniewalający irlandzki akcent, nonszalancja i uszczypliwość sprawiają, że postaci Declana nie da się nie lubić. Nie mogę nie wspomnieć o najpiękniejszej i najbardziej chimerycznej aktorce „Oświadczyn po irlandzku”. A mianowicie o samej Irlandii, gdzie toczy się akcja filmu. Okazuje się, iż wybór tego kraju jako tła rodzącej się miłości był strzałem w dziesiątkę. Irlandia w obiektywie Newtona Thomasa Sigela, podobnie jak relacje postaci, raz jest piękna, słoneczna i zielona, a raz pochmurna, deszczowo-gradowa i zimna. Wraz z bohaterką podziwiamy niespokojne fale, uderzające o zapierające wdech w piersiach klify; spotykamy na błotnistej drodze stado krów; zwiedzamy ruiny zamku; bawimy się na prawdziwym irlandzkim weselu i to wszystko w takt irlandzkiej muzyki (Randy Edelman). „Oświadczyny po irlandzku” to naprawdę doskonała pozycja na niezobowiązujący wieczór. Sylwia Nowak-Gorgoń

5. „Odrobina chaosu” (2014), reż. Alan Rickman
Historia konkurujących ze sobą projektantów ogrodów o to, kto będzie mógł zaprojektować fontannę w Wersalu, to ciekawa i urocza zarazem opowieść przybliżająca nam nieco realia Francji pod rządami Ludwika XIV. W główne role projektantów ogrodów wcielili się Kate Winslet oraz Matthias Schoenaerts i stworzyli na ekranie wspaniały duet. W roli Ludwika XIV zaś możemy zobaczyć fenomenalnego jak zawsze Alana Rickmana, który jest odpowiedzialny również za reżyserię. Rickman nie miał dużego doświadczenia reżyserskiego – oprócz „Odrobiny chaosu” wyreżyserował jeszcze tylko jeden film – ale zdecydowanie można ten obraz uznać  za udane dzieło filmowe. Niewątpliwym atutem „Odrobiny chaosu” jest strona wizualna. W trakcie seansu możemy podziwiać wielkie ogrody, małe ogródki czy piękne, zielone tereny wiejskie. Warto więc zapoznać się z dziełem Alana Rickmana, nacieszyć oczy świetnymi zdjęciami i chłonąć z ekranu atmosferę spokoju, jaki dać może tylko podziwianie natury. Katarzyna Piechuta