Piątka Filmosfery - najlepsze filmy Ryana Goslinga
Sylwia Gorgoń | 27 dni temuŹródło: Filmosfera
Kilka dni temu miał swoją premierę „Pierwszy człowiek” Damiena Chazelle’a. Dla niektórych kolejny wspólny film reżysera i aktora Ryana Goslinga jest najlepszym obrazem mijającego roku, dla innych wielkim rozczarowaniem. Aby zdecydować kto ma rację, wystarczy wybrać się do kina. A my w związku z nową rolą Ryana Goslinga, przedstawiamy pięć najlepszych filmów z jego udziałem.

1. „Fanatyk” (2001), reż. Henry Bean
„Fanatyk” to jeden z tych filmów, które pamięta się jeszcze długo po obejrzeniu. Historia młodego chłopaka, Żyda, który sprzeciwia się własnemu pochodzeniu i religii, by stać się antysemitą i członkiem neofaszystowskich organizacji. Film kontrowersyjny, bezkompromisowy i inspirowany prawdziwymi wydarzeniami, a jak wiadomo, to życie pisze najlepsze scenariusze. Gdy Ryan Gosling wcielił się w głównego bohatera „Fanatyka”, miał zaledwie 21 lat. Z niełatwą do zagrania rolą Danny’ego Balinta – bohatera niejednoznacznego, przechodzącego wewnętrzną przemianę – Ryan Gosling poradził sobie śpiewająco. Wypadł bardzo realistycznie, dzięki czemu złożona psychika bohatera ani przez chwilę nie wydaje się nam przekłamana. Już wtedy, w 2001 roku widać było niebywały talent Goslinga, i choć w kolejnych latach aktor zagrał jeszcze wiele wyśmienitych ról, ta w „Fanatyku” nadal należy do najlepszych w jego karierze. Katarzyna Piechuta

2. „Miłość Larsa” (2007), reż. Craig Gillespie
Najmniej znany film kanadyjskiego aktora w zestawieniu. Niemniej w naszej opinii tak samo dobry jak kasowe hity w których zagrał Ryan Gosling. Historia Larsa Lindstroma to kameralny komediodramat, który jednocześni bawi i wzrusza do łez. Lars jest zagubiony i samotny w realnej rzeczywistości. Wszystko ma się zmienić, gdy znajduje sobie idealną dziewczynę. Plastikową lalkę o imieniu Bianca. Jego rodzina i całe miasteczko podejmuje nieoczywistą walkę, aby pomóc Larsowi. Jeśli ktoś po zapoznaniu się z zarysem fabuły, myśli że to film sprośny i wyuzdany to bardzo się myli. „Miłość Larsa” to piękna, rozczulająca historia o samotności, miłości, solidarności i tolerancji. Ryan Gosling z kilkoma dodatkowymi kilogramami kreśli jedną ze swoich najlepszych, niebanalnych ról.  Scena, gdy Lars śpiewa Biance „L.O.V.E” Nata Kinga Cole’a jest majstersztykiem aktorskim w wykonaniu Goslinga. Niemniejszym jak jego muzyczny projekt „Dead Man’s Shoes”. Sylwia Gorgoń

3. „Blue Valentine” (2010), reż. Derek Clanfrance
„Blue Valentine” to intymny portret małżeństwa malarza (Ryan Gosling) i pielęgniarki (Michelle Williams), pokazany z jego blaskami i cieniami. Historię tej dwójki oglądamy jak przez dziurkę od klucza, obserwując wszystkie trudne momenty i stopniowe psucie się relacji między małżonkami, równocześnie podglądając ich w czasach młodości, gdy ich miłość zdawała się usuwać spod nóg wszystkie przeszkody. Zarówno Ryan Gosling, jak i Michelle Williams stworzyli w „Blue Valentine” fantastyczne kreacje i w dużej mierze to dlatego film Dereka Clanfrance’a ogląda się jednym tchem, pomimo iż nie należy do kategorii lekkich i przyjemnych. „Blue Valentine” to kameralny, pełen emocji i skłaniający do refleksji film, z którym zdecydowanie warto się zapoznać. Katarzyna Piechuta

4. „Drive” (2011), reż. Nicolas Winding Refn
Najprawdopodobniej najważniejszy film dla Nicolasa Windinga Refna i Ryana Goslinga. Refn dzięki historii o bezimiennym kierowcy, który zakochuje się w swojej sąsiadce Irene (Carey Mulligan) wszedł do elity najlepszych współczesnych reżyserów. Ryan Gosling  kreując enigmatycznego jeźdźca stworzył rolę wybitną. Oszczędność środków artystycznego wyrazu wymieszana z lirycznym brutalizmem, powoduje, że tajemnicza, nieokreślona kreacja Goslinga fascynuje widza. Warto nadmienić, że „Drive” może pochwalić się jedną z najlepszych ścieżek muzycznych w historii kinematografii. „Real Hero”, „Under Your Spell” czy „Nightcall” to już utwory kultowe, jak sam film i sama kreacja Ryana Goslinga. Sylwia Gorgoń

5. „La La Land” (2016), reż. Damien Chazelle

Choć formalnie „La La Land” zalicza się do musicali, to jednak obraz Damiena Chazelle’a oferuje nam znacznie więcej, niż wpadające w ucho melodie i miłe dla oka popisy taneczne. To przede wszystkim piękna historia miłosna dwóch artystycznych dusz, początkującej aktorki (Emma Stone) i muzyka jazzowego (Ryan Gosling), którzy pod wpływem rodzącego się między nimi uczucia nabierają odwagi, by realizować swoje marzenia. Damien Chazelle zaserwował nam tę historię w niebanalny sposób: stworzył musical oddający ducha złotej ery Hollywood, wypełniony kolorowymi strojami i scenografią, przeplatanymi z obrazami klimatycznych klubów jazzowych w starym, dobrym stylu. I tak oto powstało „La La Land” – nowoczesny musical, czerpiący to, co najlepsze z klasyki gatunku, ale podany w nowoczesnym wydaniu. Ryan Gosling i Emma Stone wprost idealnie pasują do odgrywanych przez siebie postaci – aż trudno wyobrazić sobie w tych rolach kogokolwiek innego. Nieoczywista, acz wyśmienita rola na koncie Ryana Goslinga. Katarzyna Piechuta