Miniatura plakatu filmu Labirynt

Labirynt

Labyrinth

1986 | USA, Wielka Brytania | Przygodowy, Familijny, Fantasy, Muzyczny | 101 min

Wędrując po świecie snów

Lata osiemdziesiąte były mocnym punktem na mapie czasowej rozwoju fantasy. Do rozkwitu gatunku przyczynił się zakochany w sennych marzeniach i fantasmagorycznych, odrealnionych wizjach Terry Gilliam, który stworzył wówczas futurystyczną utopię „Brazil” oraz utrzymane w podobnym duchu „Przygody barona Munchausena”. W podobnym okresie powstała także „Legenda” Ridleya Scotta, gdzie jedną ze swoich pierwszych poważnych ról zagrał Tom Cruise. Dla wczesnego etapu kariery Jennifer Connelly istotnym momentem był natomiast „Labirynt”, w którym w jedną z głównych ról wcielił się nie kto inny jak gwiazda glam rocka (i nie tylko), David Bowie.

Connelly gra w nim zbuntowaną przeciwko macosze i zaniedbującym ją ojcu nastolatkę Sarę, której głównym zajęciem jest, ku jej rozpaczy, opieka nad młodszym, płaczliwym braciszkiem. Biorąc pod uwagę głównego adresata filmu – młodzież – w punkcie wyjścia, jest to znakomity dobór postaci, bohaterki, z którą gros widzów będzie mogło się identyfikować. Sarę cechuje bujna wyobraźnia i umiłowanie wszystkiego, co teatralne. Dziewczyna w wolnych chwilach oddaje się recytowaniu fraz sztuki, w której – w pewien przedziwny sposób – już wkrótce wystąpi. Któregoś wieczora, pozostawiona po raz kolejny przez opiekunów, wypowiada zaklęcie, które sprawia, że jej brat znika w magicznym świecie goblinów i innych dziwacznych stworzeń. Mimo wcześniejszej niechęci do najmłodszego członka rodziny, przerażona siostra postanawia udać się mu na ratunek. Dzięki sprytowi, zacięciu i determinacji powiedzie jej się w rozszyfrowywaniu zasad, rządzących nieprzyjaznym światem Króla Goblinów. Tylko czy osiągnie to najistotniejsze i zrozumie istotę popełnionego przez siebie błędu?

W „Labiryncie” występuje zaledwie pięciu aktorów, co automatycznie powoduje wyjątkowo silną koncentrację na tych kilku nieanimowanych jednostkach z krwi i kości, które widzimy na ekranie. Bowie jako Król Goblinów jest Bowie'em znanym ze sceny: niesamowicie charyzmatycznym prowokatorem, zdolnym do wyrażania całej gamy emocji przy minimalnym wysiłku. Muzyk dokonuje pełnej identyfikacji z rolą, a inkorporacja cech z nim kojarzonych do kreacji czarnego (a jednak przecież wcale nie tak jednoznacznie złego) bohatera jest spójna, tym samym obserwujemy płynnie skonstruowaną postać filmową. Jennifer Connelly, choć nie wywiązuje się ze swojego zadania tak dobrze, jak jej starszy towarzysz, wychodzi zeń obronną ręką. Sarah nie jest ideałem, wzorcem do naśladowania: to skażona wadami typowymi dla młodzieńczego wieku dziewczyna, której bolączki zrozumieją wszyscy ci, wciąż pamiętający o latach spędzonych na potyczkach słownych z rodzicami. Widz będzie jej kibicować, pomimo okazjonalnej antypatyczności.

Oczywiście rzeczywista siła obrazu tkwi w rozwiązaniach scenograficznych. Chociaż od realizacji filmu minęło prawie trzydzieści lat, nie odnosi się wrażenia, by zaproponowane tu efekty, były wyjątkowo przestarzałe. Przeciwnie, całość wydaje się przemyślana i zrealizowana ze smakiem. Tam, gdzie „Legenda” mogła razić, „Labirynt” urzeka prostotą i klarownością wizji. W świecie przedstawionym czasem czyha bezpieczeństwo, lecz zwykle jest on przyjaznym środowiskiem realizacji skrywanych fantazji bohaterki, być może swoistym odbiciem wnętrza jej duszy, czego świetny przykład zaobserwować można w finalnej sekwencji w pałacu, podczas której schody Eschera z plakatu w sypialni dziewczynki przeniesione zostają do bieżącego miejsca akcji. Rzeczone schody są ponadto dobrą metaforą labiryntu, ponieważ ich znaczenie dla bytu w ogóle jest podobne – prowadzą bowiem donikąd. To, że główna bohaterka błądzi właśnie w labiryncie, nie może być zwyczajnie przypadkowe. Choć dla najmłodszych zabieg ten może nie być tak czytelny, jest on symbolem poszukiwania sensu egzystencji, pomimo wszelkich przeciwności spotykanych po drodze. Zachętą do pokonywania przeszkód jest obietnica ewentualnej nagrody.

Reżyser filmu, Jim Henson, zapisał się na kartach historii świata artystycznego przede wszystkim jako lalkarz i na ten niebywały talent w ożywianiu ekranowych stworów należy zwrócić uwagę. Są tu istoty, które budzą ogromną sympatię (olbrzymi Ludo), są i takie, których dobra natura wydaje się dyskusyjna. Najistotniejsze jednak, że każde stworzenie, które zagości na ekranie, jest wyraziste, charakterystyczne, wnosi coś do rozwijającej się fabuły. Całość ma wymiar podobny do przypowieści lub bajki, opatrzona jest wszak jasnym do wydedukowania morałem. 

Nad oprawą muzyczną czuwał sam David Bowie, możemy więc spodziewać się charakterystycznej dla niego melorecytacji fraz i silnych inspiracji elektroniką. Ścieżka dźwiękowa to bez wątpienia jedna z największych zalet filmu. 

Choć na polskim podwórku „Labirynt” jest filmem nieco zapomnianym lub po prostu mniej znanym, a kojarzony przede wszystkim ze względu na udział sławnego muzyka, uważam, że to jedno z tych sztandarowych dzieł kina przygodowego/fantasy (obok klasycznego już „Goonies”), które powinno być znane, bo nie zestarzało się ani odrobinę. Warto na jego przykładzie przetestować, w jakiej kondycji jest nasze wewnętrzne dziecko. 
3,0
Ocena filmu
głosów: 1
Twoja ocena
chcę zobaczyć
0 osób chce go zobaczyć
dodaj do ulubionych
0 osób lubi ten film
obserwuj
0 osób obserwuje ten tytuł
dodaj do filmoteki
0 osób ma ten film u siebie

dodaj komentarz

Możesz pisać komentarze ze swojego konta - zalogować się?

redakcja strony

vaultdweller
swomma