Miniatura plakatu filmu Blair Witch

Blair Witch

2016 | USA | Horror | 90 min

Niepotrzebny comeback [recenzja DVD]

Osiemnaście lat temu światową premierę miał jeden z najbardziej popularnych i głośnych horrorów „Blair Witch Project” w reżyserii Daniela Myricka i Eduardo Sáncheza. Niskobudżetowy film o trójce studentów, którzy, aby nakręcić dokument o legendarnej wiedźmie z Blair, wyruszają do lasu w okolice Burkittsville w stanie Maryland i giną bez śladu, szybko stał się światowym fenomenem, przyczyniając się do wzrostu popularności horrorów w konwencji found footage. To właśnie po sukcesie filmu Sáncheza i Myricka, horrory stylizowane na amatorskie nagrania zyskały rzesze fanów na całym świecie, a fala popularności przyniosła kolejne dobre tego typu produkcje jak seria „Paranormal Activity” czy „V/H/S”. Dzięki wykorzystaniu tej pozornie prostej, a zarazem relatywnie taniej formy filmowej, twórcom „Blair Witch Project” udało się stworzyć jeszcze bardziej przerażający obraz. W filmie czające się na studentów zło nie ma jednoznacznie widocznej postaci, a widz styka się za to z emocjami bohaterów, tym co widzą i słyszą lub może tylko tym, co kreuje ich wyobraźnia podsycana strachem i frustracją. Ta subtelna, pozbawiona konkretnego obrazu przeciwnika groza, uzbrojona w niedopowiedzenia i niejednoznaczny koniec potęgowała strach, pobudzając wyobraźnie odbiorców. Dopełniającym grozę elementem było to, że rzekomo historia wydarzyła się naprawdę, kasety są prawdziwe, a bohaterowie występujący w materiale nazywali się nawet tak samo, jak aktorzy ich odgrywający. Po latach w dobie ogólnodostępnego internetu oczywiście wiadomo, że był to zabieg, mający na celu podkręcenie strachu; bohaterowie z pierwszej odsłony filmu żyją i mają się dobrze, a jeden z nich nawet zagrał w 2008 roku w polsko-amerykańskiej koprodukcji „Mała wielka miłość”. „Blair Witch Project” doczekał się niezbyt udanego i luźno związanego z pierwszą częścią sequela z 2000 roku „Księga cieni: Blair Witch 2”. Teraz koszmar wiedźmy z Blair powraca w nowym, bezpośrednio nawiązującym do pierwszej części, filmie „Blair Witch”, tym razem w reżyserii Adama Wingarda („Gość”, „V/H/S”). Choć czy w dobie internetu kontynuacja filmu bazującego głównie na wyobraźni i wierze w prawdziwość tej historii ma szanse powtórzyć sukces, tworząc nową legendę grozy? 

Minęło dwadzieścia lat od zaginięcia trójki studentów kręcących film dokumentalny o legendarnej wiedźmie żyjącej w lasach Black Hills. Jedną z zaginionych przed laty osób była Heather, siostra Jamesa (James Allen McCune), który chcąc rozwikłać tajemnice jej zniknięcia, wraz z trójką przyjaciół wyrusza do nawiedzonego lasu. Do grupy dołącza dwoje lokalnych przewodników Lane (Wes Robinson) i Talia (Valorie Curry), którzy oferują im swą pomoc i doświadczenie w podróży po nawiedzonym lesie. Pozytywne nastawienie poszukiwaczy znika wraz z nastąpieniem nocy, pod osłoną której wśród mrocznych i starych drzew czai się niebezpieczeństwo. James i reszta jego towarzyszy zaczynają zdawać sobie sprawę, że legenda o straszącej w lesie wiedźmie wcale nie była tylko wymysłem i właśnie staje się dla nich prawdą, która może kosztować ich wszystkich życie.

„Blair Witch” w reżyserii Adama Wingarda jest kolejnym przykładem, że czasem lepiej nie brać się za kontynuacje filmów uwielbianych i kultowych, bo łatwo można się na nich sparzyć i przekombinować. Do produkcji reżysera „Gościa” podchodzi się z lekką rezerwą, ale i nadzieją na otrzymanie czegoś podobnego, a może nawet równie dobrego, jak poprzednik. Niestety „Blair Witch” nie udźwignął ciężaru zmierzenia się z pierwszą kultową częścią, a moje nadzieje jako jej fanki już w po połowie filmu ulotniły się niczym powietrze z przebitego balonu.

To, co można powiedzieć o filmie Wingarda to to, że wszystkiego w tej części jest więcej, a przy tym niestety ociera się to o przekombinowanie. Począwszy od bohaterów, których trójkę z pierwszej części zastąpiono tutaj szóstką, przez co ciężko nam polubić któregokolwiek z nich, utożsamić się czy zrozumieć jego postępowanie. Jak dla mnie na film, który trwa niespełna półtorej godziny, bohaterów jest zbyt dużo, co uniemożliwia dobrą ich kreację. Nietrudno się więc dziwić, że owocuje to tym, że przestajemy im kibicować oraz temu, żeby któryś z nich przeżył spotkanie z krwawą wiedźmą. Taka ilość postaci uniemożliwiła również zetknięcie się z fobiami i emocjami bohaterów tak, jak to było w pierwszej części, bo to właśnie niedopowiedzenia i nasza wyobraźnia pobudzona do działania budowała grozę i wyjątkowość tej odbieranej jako autentyczną historii. Kolejnymi elementami, które wcale nie były potrzebne, jest przesyt odjechanego sprzętu technicznego bohaterów (np. dron) oraz ukazanie samej sylwetki wiedźmy, która wprawdzie pojawia się na kilka chwil, jednak nie jest to jak dla mnie dobre posunięcie. Enigmatyczna wiedźma, która dotąd nie miała konkretnego kształtu, budząc przez tę niewiadomą jeszcze większy strach, w tej części została z tego obdarta, parokrotnie się ujawniając, a przy tym tracąc cały swój urok.

„Blair Witch” posiadał prawie stokrotnie większy budżet niż poprzednik, co łatwo zauważyć, bo film jest naprawdę porządnie zrobiony, a i wizualnie nie ma do czego się przyczepić; jedynie scenariusz mógłby być dużo lepiej dopracowany. Pierwsza część potwierdzała to, że pieniądze to nie wszystko, mniej znaczy więcej, a dobry pomysł i wykonanie wystarczą, aby zaskarbić sobie sympatię widzów i osiągnąć sukces, którego trójce, pomimo znacząco większemu kapitału, nie udało się osiągnąć. „Blair Witch” nie podtrzymuje poziomu jedynki, ale jako film nie ogląda się go źle. Podczas seansu można się przestraszyć, jednak trzeba pamiętać, żeby oglądać go w nocy, ciszy i najlepiej w samotności.

Choć „Blair Witch” to film niedoskonały, to dla mnie znaczącym jego plusem jest obsada, która tak jak ta sprzed lat bardzo dobrze odnalazła się w swych rolach, odgrywając strach, przerażenie oraz zdezorientowanie. Pozostaje tylko wierzyć, że choć produkcja jest bardzo średnia to młodym aktorom takim jak Callie Hernandez (Lisa), Wes Robinson (Lane) czy Corbin Reid (Ashley) pozwoli na wybicie się i zaistnienie w filmowym świecie.

Daniel Myrick i Eduard Sánchez zawiesili poprzeczkę bardzo wysoko. Oczekiwania były, zachwytów nie ma, a „Blair Witch” wprawdzie nie jest najgorszą rozrywką, jednak gdyby nie powstał ani kinematografia, ani fani „Blair Witch Project”, by na tym nie ucierpieli. Nie jest to dobra kontynuacja, lecz jako samodzielny film dla nowych, niezaznajomionych z pierwszą częścią widzów może nawet się obronić.

Wydanie DVD w formie bookletu zawiera ciekawy opis historii powstania filmu oraz zdjęcia. Na płycie oprócz filmu znajdziemy zapowiedzi nowości DVD i kinowych dystrybutora oraz zwiastun filmu.



Recenzja powstała dzięki współpracy z Monolith Video - dystrybutorem filmu na DVD.

2,0
Ocena filmu
głosów: 2
Twoja ocena
chcę zobaczyć
0 osób chce go zobaczyć
dodaj do ulubionych
0 osób lubi ten film
obserwuj
0 osób obserwuje ten tytuł
dodaj do filmoteki
0 osób ma ten film u siebie

dodaj komentarz

Możesz pisać komentarze ze swojego konta - zalogować się?

redakcja strony

Radosław Sztaba
Agnieszka Janczyk