duża fotografia filmu T2 Trainspotting
Miniatura plakatu filmu T2 Trainspotting

T2 Trainspotting

2017 | Wielka Brytania | Dramat

Nostalgiczne spotkanie ze szkockimi szaleńcami

Sylwia Gorgoń | 06-09-2017
Gdy po wielu latach od premiery „Trainspotting”, jednego z najoryginalniejszych i nietuzinkowych filmów lat 90. XX wieku i nie tylko, ogłoszono, iż plany Danny’ego Boyla i Johna Hodge’a dotyczące kontynuacji ekranizacji prozy Irwina Welsha dojdą do realizacji, pojawił się strach o poziom artystyczny filmu i niewiara w sukces. Nigdy nie ukrywałam, że historia piątki szkockich ćpunów to dla mnie film totalny, który ukształtował mnie jako widza X muzy. Żaden wcześniejszy czy późniejszy film nie miał w sobie tyle czystej pulsującej energii. Żaden nie miał tak fenomenalnego zespołu aktorskiego, z którym chciało się potańczyć do dźwięków „Atomic” Sleepera. Żaden nie miał takiego soundtracku, który odtwarzany po 20 latach nadal zachwyca, zaskakuje i pozytywnie nakręcą. Zatem na usta cisnęło się pytanie: po co kontynuacja?

Po seansie odpowiedź wydaje się prosta. By spotkać się po latach ze swoimi dawnymi przyjaciółmi. I tak jak przed zwykłym spotkaniem, przy oglądaniu „Trainspotting 2” najpierw denerwujemy się tym czy znajdziemy z dawnymi znajomymi wspólny język, a potem bawimy się przednio, wspominając wspólnie te stare, szalone czasy. Boyle’owi udało się niemożliwe i na planie zebrał całą oryginalną obsadę. W ten sposób możemy się przekonać, że Ewan McGregor nadal ma to szaleńcze spojrzenie, Jonny Lee Miller nadal potrafi zagrać urzekającego drania, a Robert Carlyle w roli świra-psychopaty nie ma sobie równych. Oczywiście jest jeszcze Ewen Bremner, który swoją grą po prostu przyćmiewa wszystkich urzekającą gapowatością, ale także wielką mądrością życiową.

„Trainspotting 2” to film o tęsknocie za czasami młodości, która nie zawsze była idealna, ale rządziła się sporym szaleństwem, lekką naiwnością i wiarą na lepszą przyszłość. Dojrzali bohaterowie filmu Boyla żyją nostalgią za tamtymi czasami. We współczesności nie za bardzo mogą się odnaleźć. Spud, Sick Boy, Begbie obwiniają Rentona za ich niepowodzenia i zaprzepaszczoną przyszłość. On sam zaś mający wielką szansę na nowe życie, wraca do swojego rodzinnego domu i starych (nie)przyjaciół, bo to wymarzone życie, które wybrał z dala od swojej narkotykowej przeszłości, okazało się wielką bańką mydlaną.

Druga część już nie zaskakuje tak formą, jak pierwsza. Montaż czy kadrowanie nie są już tak szalone, ale mają nadal w sobie dużą dawkę energii. Wspaniale Boyle łączy archiwalne zdjęcia z pierwszej części ze współczesną historią swoich bohaterów. Jednocześnie ten uwydatniony most pomiędzy obydwiema częściami ukazuje, że „Trainspotting” anno domini 2017 to film, który nie może istnieć bez swojego kultowego poprzednika. Choć widz nieznający pierwszej części mógłby bawić się na seansie całkiem nieźle, to jednak byłby dla niego to tylko film o czwórce szkockich nieudaczników. Dobra zabawa na seansie to też zasługa znakomitej, energetycznej, ale nie pozbawionej nutki nostalgii ścieżki dźwiękowej oraz fantastycznego, wariackiego humoru (sceny spotkania Rentona i Begbiego po latach nie powstydziłaby się żadna trzymająca poziom komedia).

Dobrze przemyślany, znakomicie zagrany, porządnie nakręcony. Coś, co nie mogło się udać, okazało się całkiem udanym filmem. Polecam.
Reżyseria
Dystrybutor
United International Pictures Sp. z o.o.
Premiera
03-03-2017 (Polska)
17-03-2017 (Świat)
5,0
Ocena filmu
głosów: 1
Twoja ocena
chcę zobaczyć
0 osób chce go zobaczyć
dodaj do ulubionych
1 osób lubi ten film
obserwuj
0 osób obserwuje ten tytuł
dodaj do filmoteki
0 osób ma ten film u siebie

dodaj komentarz

Możesz pisać komentarze ze swojego konta - zalogować się?

redakcja strony

admin
Agnieszka Janczyk