duża fotografia filmu Lion. Droga do domu
Miniatura plakatu filmu Lion. Droga do domu

Lion. Droga do domu

Lion

2016 | Wielka Brytania, Australia, USA | Obyczajowy | 129 min

Długa i kręta droga do domu [recenzja DVD]

Czasem po przeczytaniu opisu danego filmu zapala mi się w głowie lampka z napisem „nominacje do Oscara”. Podobne odczucia miałam po zapoznaniu się z opisem filmu „Lion. Droga do domu” zainspirowanego prawdziwą historią Saroo Brierleya. Opowieść o mężczyźnie, który jako pięcioletni chłopiec zgubił się na ulicach Kalkuty wiele kilometrów od domu, a po latach postanawia odnaleźć utraconą rodzinę, poruszyła media i ludzi na świecie. Nie pomyliłam się i film Gartha Davisa otrzymał nominacje do Oscara i to aż w 6 kategoriach, jednak w żadnej z nich nie zwyciężając. Historia rzeczywiście niezwykła, lecz pomimo chęci nie udało mi się zobaczyć filmu w kinie, sprawdzić, czy dobrze wypadł na ekranie i samemu wyrobić sobie zdanie o słuszności nominowania go do nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej. Okazja przypomnienia sobie o tym często porównywanym do „Slumdoga. Milionera z ulicy” obrazie nadarzyła się podczas jego premiery na DVD. Seans za mną, a to, co mogę powiedzieć o nominacjach do Oscara to to, że kilka z nich uważam za bardzo zasłużone, szczególnie nominację dla Greiga Frasera za zdjęcia. Natomiast sam „Lion. Droga do domu” zaprezentował się jako pozbawiony przerysowania film opowiadający niesamowitą, lecz prawdziwą historię o wielkiej miłości i sile rodzinnych więzi, których moc pozwoli dokonać niemożliwego.

Saroo poznajemy jako pięcioletniego chłopca (wówczas nazywał się Sheru Munshi Khan) żyjącego w bardzo ubogiej rodzinie w Indiach. Jego samotnie wychowująca dzieci matka codziennie ciężko pracuje, aby utrzymać dom. Pomaga jej w tym starszy syn Guddu, który ima się różnych zajęć, by odciążyć rodzicielkę i zdobyć pieniądze na jedzenie. Pewnego wieczoru małemu Saroo udaje się namówić starszego brata, aby zabrał go ze sobą do pracy. Chłopcy wyruszają w podróż za zarobkiem, jednak rozdzielają się na oddalonej od ich rodzinnej wioski stacji w Burhanpur. Pięciolatek zasypia na peronie, a gdy po przebudzeniu nie może znaleźć brata, wchodzi do pustego pociągu, który wywozi go tysiące kilometrów od domu. Zagubiony, nieznający swego nazwiska i adresu trafia do sierocińca, gdzie pewnego dnia jego los ulega zmianie za sprawą australijskiego małżeństwa Sue (Nicole Kidman) i Johna (David Wenham) Brierley'ów, którzy go adoptują. Saroo wyprowadza się razem z Brierleyami do Tasmanii, jednak dręczony wspomnieniami o swoim prawdziwym pochodzeniu po 25 latach wyrusza na poszukiwania utraconej przed laty rodziny.

„Lion. Droga do domu” w odróżnieniu od „Slumdog. Milioner z ulicy” nie otrzymał Oscara w kategorii najlepszy film, choć gorszym obrazem od tego Danny’ego Boyle’a nie jest. Davis stworzył film, który wielu może nazwać typowym wyciskaczem łez, jednak dla mnie jest to produkcja pozbawiona zbytecznego tragizmu i nadęcia opowiadająca prawdziwą historię w nieprzerysowany sposób. Łzy owszem wyciska, lecz to, co zapada w pamięci po obejrzeniu to nie naciągana opowiastka a emocjonalnie przedstawiona na ekranie historia, która w swej prostocie porusza najbardziej. Podczas seansu otrzymujemy pozbawioną pościgów i zbędnych ozdobników powolnie przedstawioną historię o potrzebie i poszukiwaniach własnej tożsamości oraz wewnętrznej sile człowieka objawiającej się w najbardziej beznadziejnych sytuacjach.

Film Gartha Davisa składa się jakby z dwóch części na nierównym poziomie. Pierwsza przedstawia życie małego Saroo z jego indyjską rodziną oraz wydarzenia i niebezpieczeństwa, z jakimi musiał zmierzyć się chłopiec zagubiony w Kalkucie aż do momentu adopcji. Ta część szczególnie uderza w emocje widza i to właściwie ona tworzy klimat filmu. Przedstawiony obraz biednych i brudnych Indii oraz tego, jak mały bohater samodzielnie radzi sobie w tym ciężkim świecie, gdzie niebezpieczeństwa czyhają tuż za rogiem, często odziane w postać pozornie miłych i ciepłych ludzi, najbardziej wciąga podczas seansu. Sceny przedstawiające zmagania małego bohatera są najciekawsze i pozwalają widzom towarzyszyć zagubionemu Saroo w jego drodze, kibicując mu, a także stając się swego rodzaju towarzyszem jego podróży. Pierwsza część filmu w dużym stopniu swój sukces zawdzięcza Sunny’emu Pawarowi, który właściwie przeobraził się, a nie tylko odegrał Saroo. Dzięki małemu aktorowi ciężko jest nie kibicować bohaterowi i wraz z nim w emocjach przeżywać niebezpieczeństwa, które na niego czekają. Druga część filmu jest znacznie gorsza i nudniejsza. Przedstawia ona dorosłe życie Saroo, w którego wciela się znany ze „Slumdog. Milioner z ulicy” Dev Patel, świetny zresztą w obu rolach. Sceny z dorosłym Saroo, choć dobrze odegrane sprawiają wrażenie pozbawionych ducha, który towarzyszył nam podczas oglądania filmu na początku. Napięcie, jakie pojawia się w pierwszych scenach oraz wyczekiwanie jak na szpilkach rozwiązania opowieści opuszcza nas i zamienia się w zwykłą, pozbawioną większych emocji chęć poznania zakończenia. Druga połowa filmu mogła zawierać trochę więcej elementów podkręcających fabułę a przy tym i ciekawość widza. Twórcy jednak skupili się na powolnym przedstawieniu etapów poszukiwań prawdziwej rodziny przez Saroo, której odnalezienia bez znajomości nazwiska czy wioski, z jakiej pochodził, wydawało się niewykonalne, jednak dzięki nowoczesnym technologiom takim jak Google Earth okazało się możliwe.

Film przedstawia nie tylko wirtualną odyseję chłopca, który stara się odnaleźć swoje prawdziwe ja, zagubioną przeszłość i drogę do utęsknionego domu. To też obraz, który naświetla wiele problemów, z którymi musi borykać się społeczność Indii, jak choćby ogromna bieda, bezdomność wśród dzieci, pedofilia i co najgorsze zimna obojętność wielu dorosłych na krzywdy najmłodszych. Film dzięki historii małego zagubionego w Kalkucie Saroo ma możliwość poruszenia tych istotnych wątków i zwrócenie uwagi szerokiej publiczności na nie. Tę mało pozytywną i bolesną twarz Indii świetnie ukazują zdjęcia Greiga Frasera autora zdjęć do między innymi „Łotra 1. Gwiezdne Wojny — historie” czy „Królewny Śnieżki i Łowcy”.

Gratulacje należą się aktorom, którzy na tyle przekonująco odegrali swoje role, że łatwo uwierzyć jest w tę nieprawdopodobną historię. Zarówno pierwszo, jak i drugoplanowe role zostały powierzone odpowiednim aktorom, spośród których największe oklaski należą się debiutantowi Sunny’emu Pawarowi, który od pierwszych chwil na ekranie kradnie serca wielu widzów. Bardzo pozytywnym zaskoczeniem okazała się także rola Nicole Kidman, która ostatnio nie miała zbyt dobrej passy, jednak jako Sue Brierley pokazała, że czas jej świetnych kreacji aktorskich jeszcze nie dobiegł końca.

„Lion. Droga do domu” jest dramatem, który zauroczy niejednego widza swoją wyjątkową opowieścią i klimatem. Jest to pozbawiona nadęcia, dobrze odegrana i emocjonalna historia, która wydaje się tak nieprawdopodobna, jakby była opowieścią wymyśloną pod scenariusz hollywoodzkiej produkcji, a nie prawdziwymi wydarzeniami. Choć nad drugą połową twórcy mogli lepiej popracować, to ogólnie jest to piękny film, który z wielu widzów wyciśnie łzy wzruszenia i podniesie na duchu opowieścią o tym, aby nigdy się nie poddawać. Wzruszające kino z zapadającymi w pamięć zdjęciami i muzyką a w szczególności świetną promującą film piosenką „Never Give Up”, której autorką jest australijska piosenkarka Sia.

Płyta DVD pozbawiona dodatkowych materiałów zawiera film w wersji oryginalnej, z polskim lektorem lub napisami oraz zwiastun. Książeczka dołączona do płyty DVD zawiera obszerny i ciekawy opis tworzenia filmu oraz wypowiedzi twórców, z którymi warto zapoznać się tuż po seansie.

Recenzja powstała dzięki współpracy z Monolith Video — dystrybutorem filmu na DVD.



4,0
Ocena filmu
głosów: 1
Twoja ocena
chcę zobaczyć
0 osób chce go zobaczyć
dodaj do ulubionych
0 osób lubi ten film
obserwuj
0 osób obserwuje ten tytuł
dodaj do filmoteki
0 osób ma ten film u siebie

dodaj komentarz

Możesz pisać komentarze ze swojego konta - zalogować się?

redakcja strony

Radosław Sztaba
admin