duża fotografia filmu Italian Race
Miniatura plakatu filmu Italian Race

Italian Race

Veloce come il vento

2016 | Włochy | Dramat, Obyczajowy | 118 min

Dramat goni dramat

Ewa Balana | 01-02-2018
Film na pierwszy rzut oko robi wrażenie, jakby był nakręcony w latach 90., przypomina też trochę produkcję telewizyjną. Powstał na podstawie prawdziwej historii włoskiego kierowcy rajdowego Carlo Capone. Ten swoje największe sukcesy osiągał w latach 80. Akcja filmu rozgrywa się zapewne kilka lat później, wygląda na to, że właśnie w latach 90. Jest to opowieść o rodzinie De Martino, od przynajmniej dwóch pokoleń związanych z rajdami samochodowymi.

Na początku oglądamy scenę wyścigu, słychać też modlitwę do Boga z off-u. Bohaterką jest siedemnastoletnia Giulia – amatorski kierowca za kierownicą Porsche. To ona ściga się w pierwszych scenach, a pilotuje ją jej ojciec. Rozgrywka kończy się tragicznie, ojciec umiera na zawał, a młoda dziewczyna staje przed ogromnym wyzwaniem. Okazuje się, że ojciec zastawił dom pod pożyczkę u lokalnego bossa, robiącego interesy na wyścigach. Giulia musi walczyć o dom, o opiekę nad najmłodszym bratem. Tymczasem pojawia się dawno niewidziany starszy brat, którego przybycie oznacza problemy.

Na historię zmagań młodej dziewczyny z losem nakładają się prawie od początku inne wątki: morderczego treningu, który ma doprowadzić ją do zwycięstwa i historia syna marnotrawnego, niegdyś wielkiego rajdowca – „Ballerino”, który się stoczył na dno i dostaje od losu drugą szansę. W efekcie dochodzi do rozbełtania fabuły, rozmydlenia się wątków. Film powstał w oparciu o biografię realnej postaci. W jej życiu było sporo dramatów, jednak, jak to w życiu, rozciągały się w czasie. W filmie, z uwagi na ograniczenie czasowe, pojawiają się jak przysłowiowe „grzyby po deszczu”. Odnosi się wrażenie, że dramat goni dramat, że nic pozytywnego się nie może wydarzyć. Przez to film jest pełen powagi, choć widoczne są próby przełamania tego ogólnego wrażenia.

Dramatyczne wątki pojawiają się przede wszystkim za sprawą najstarszego brata, który ma widać we krwi wplątywanie się w niebezpieczne historie. Rola Lorisa zagrana została bardzo barwnie, ale i „wiadrami”. Ogólne wrażenie jest takie, że za duża jest w filmie doza tragedii związana z tą postacią. Jego zachowania bywają histeryczne, jak choćby w scenie pogrzebu ojca, ale już scena z wypadem wraz z dziećmi na basen może rozbawić. Loris jest kolorową postacią i nie można mu zarzucić braku swoistego uroku. Opowieść o drodze Giulii do mistrzostwa jest konwencjonalna, mało oryginalna. Sekwencje scen pokazujących treningi fizyczne pod okiem brata przeplatają się ze scenami jazdy w różnych warunkach i scenami kolejnych wyścigów, w których dziewczyna jest coraz lepsza i odnosi kolejne sukcesy. Ten wątek razi trochę naiwnością, a teksty, które padają podczas szkolenia, zawierają sporo banałów. Opowieść o drugiej szansie, jaką daje los Lorisowi, jest równie schematyczna. Po zakończeniu zobaczymy zaś zdjęcia archiwalne prawdziwych postaci, na których wzorowali się aktorzy. To ostatnio często wykorzystywany element w filmach.

Do atutów filmu zaliczyć można naprawdę dobrą ścieżkę dźwiękową, której autorem jest Andrea Farri. Jest to muzyka ilustracyjna, czasami wzniosła, nostalgiczna, sentymentalna, podkreślająca powagę sytuacji, innym razem liryczna i delikatna, w którą wkomponowany jest rap, rock i pop. Pozytywne wrażenie robią zdjęcia, szczególnie te ukazujące sceny wyścigów, jak i górskie pejzaże będące ich tłem. Na uwagę zasługuje również kreacja aktorska Matildy De Angelis, która zagrała główną bohaterkę Giulię. Młoda aktorka zaśpiewała również piosenkę „Seventeen”, jeden z utworów ścieżki dźwiękowej filmu.
Reżyseria
Dystrybutor
Spectator
Premiera
15-12-2017 (Polska)
07-04-2016 (Świat)
3,0
Ocena filmu
głosów: 1
Twoja ocena
chcę zobaczyć
0 osób chce go zobaczyć
dodaj do ulubionych
0 osób lubi ten film
obserwuj
0 osób obserwuje ten tytuł
dodaj do filmoteki
0 osób ma ten film u siebie

dodaj komentarz

Możesz pisać komentarze ze swojego konta - zalogować się?

redakcja strony

Duster
Radosław Sztaba