duża fotografia filmu Climax
Miniatura plakatu filmu Climax

Climax

2018 | Francja | Dramat, Horror, Musical, Mystery | 95 min

Pozwólcie, że Was zgorszę

Katarzyna Ryba | 01-10-2018
Wychowanie widzów nie jest łatwym zadaniem. Każdy z nas bowiem różni się od pozostałych. Posiadamy odmienne cele i marzenia. Inaczej pojmujemy oraz odbieramy rzeczywistość. Postrzegamy i interpretujemy rzeczy, osoby czy zachowania na tysiące indywidualnych sposób. Co więc dzieje się, kiedy nasza percepcja zostaje zamknięta w klaustrofobicznej klatce, a nam pozwolono jedynie wybrać kolor krat? Przystosujemy się czy raczej rozpoczniemy bunt?

W twórczości Gaspara Noé nie istnieją półśrodki. Przeciwnicy i zwolennicy reżysera nieustannie przekrzykują się w swoich racjach, od lat nie znajdując żadnego kompromisu. Nie bez powodu ten złoty środek wydaje się nieosiągalny. Noé zyskał miano reżysera szokującego swoją kontrowersją, brutalnego w bezpośredniości przekazu. Nie wszystkim odpowiada specyficzny styl argentyńsko-francuskiego reżysera. To jednak bez znaczenia, kiedy grono wiernych fanów wypełnia sale kinowe na przedpremierowych pokazach, wznosi westchnienia pełne zachwytu oraz donośnie wiwatuje po zakończonym pokazie. To dla nich tworzy Noé, dla swojej „prywatnej publiki”. Dokładnie tej samej, którą wychował na „Enter the Void”, którą poddał próbie podczas seansu „Love”, a którą obecnie karmi „Climaxem”. Z tą widownią może zrobić wszystko, zgorszyć ich do granic wytrzymałości, a oni i tak pozostaną „jego”.       
 
Tak jak poprzednie filmy reżysera „Climax” to dzieło brudne i niesmaczne. Wizualny fetyszyzm wypływa z każdego kadru oraz dźwięku. Nie ma tutaj miejsca na jakiekolwiek poczucie komfortu. Noé nie dopuści, żeby do umysłu widza wkradł się spokój. Zresztą, w ten sam sposób traktuje on bohaterów swojego utworu. Nieustannie błądzą oni pomiędzy własnymi lękami. Prowadzą ciągłą ucieczkę, przemieszczają się, krążą po zamkniętej przestani prywatnej klatki, a my razem z nimi. Śledzimy ich każdy krok, ich próby walki oraz poniesione porażki. Zahipnotyzowani wpatrujemy się, kiedy po raz kolejny upadają, czerpiąc chorą satysfakcję z osiągniętego przez nas poczucia wyższości. Noé bowiem spłycił swoich bohaterów. Pozwolił widzom poczuć się lepszymi, gardzić postaciami, które odsłaniają słabości ludzkiej natury.

Narkotykowy trip toczący tą historię jak choroba to zaledwie górna warstwa, przykrywka dla climaxowych postaci i ich emocji. Tłamszone wewnątrz uczucia wypływają, rozlewają się i zalewają wszystko wokół. Na ekranie raz za razem następują momenty konfrontacji pomiędzy bohaterami. Słuchamy ich historii, a następnie podążamy dalej, ku nowej sensacji, nieustannie pragnąc więcej i więcej. Bezwolnie próbujemy zaspokoić rodzącą się chorą rządzę. W ten sposób trwamy w tym ponadnaturalnym świecie i nie chcemy z niego wychodzić. Noé świetnie wybrał temat swojego dzieła. Styl reżysera wtapia się idealnie w zakrapianą alkoholem, mającą miejsce na surrealistycznym odludziu szaloną imprezę młodych tancerzy.   

Film ten można uwielbiać lub zmieszać z błotem. Jedni będą krzyczeć na temat jego geniuszu, inni – gardzić jego brudną seksualnością. Decyzją widza jest to czy pragnie on zostać wciągniętym w prowadzoną przez Noé grę, czy nie. Czy jest gotowy na zamknięcie w klatce, a następnie wspólne malowanie jej krat od wewnątrz. Pod względem produkcyjnym temu dziełu nie można nic zarzucić. Wizualnie i muzycznie „Climax” wzbił się na twórcze wyżyny. Fabuła natomiast na zawsze pozostanie kwestią sporną. Jedno wiem na pewno, moją klatkę pomalowaliśmy z Noé na krwistą czerwień.

6,0
Ocena filmu
głosów: 1
Twoja ocena
chcę zobaczyć
0 osób chce go zobaczyć
dodaj do ulubionych
0 osób lubi ten film
obserwuj
0 osób obserwuje ten tytuł
dodaj do filmoteki
0 osób ma ten film u siebie

dodaj komentarz

Możesz pisać komentarze ze swojego konta - zalogować się?

redakcja strony

Duster