duża fotografia filmu Kler
Miniatura plakatu filmu Kler

Kler

2018 | Polska | Dramat, Obyczajowy | 133 min

Nieudane katharsis, czyli Smarzowski à la Vega

Podstawowym problemem, który nasuwa się jeszcze przed seansem "Kleru", jest oddzielenie wagi tematu od jego realizacji, czyli artystycznych właściwości filmu. W przypadku zagadnień społecznych jest to zawsze trudne – tym bardziej, jeśli chodzi o kwestie bolesne i kontrowersyjne, słabo reprezentowane przez sztukę. Film dotykający takiego tabu może mieć moc katharsis, może rozpocząć dyskusję, uwrażliwić, przewartościować. Od twórcy, który ma odwagę wypuścić się na te niebezpieczne wody, powinno wymagać się więcej: subtelności, humanizmu, intuicji. Niestety, jak pokazuje najnowszy film Wojciecha Smarzowskiego, wymaga się niestety niewiele: entuzjazm może wywołać sam fakt podjęcia trudnego tematu, który przysłoni rzeczywistą wartość obrazu.

Tytuł filmu Smarzowskiego, sugeruje, że oto będziemy mieli do czynienia z dziełem totalnym – wnikliwą analizą polskiego duchowieństwa na poziomie instytucjonalnym i jednostkowym, kulturowym i psychologicznym. Tymczasem "Kler" przypomina raczej tabloid – pełen kiepskich zdjęć, szokujących opowieści i pornografii cierpienia. Dolegliwością, która filmowi doskwiera najbardziej jest brak pomysłu na sportretowanie niewątpliwych grzechów Kościoła, a co za tym idzie – brak porządnego scenariusza.

Przewodnikami po zepsutym świecie polskiego kleru jest trzech księży, uosabiających trzy odmienne choroby trawiące duchowieństwo. Pracujący z młodzieżą ksiądz Kukuła (Arkadiusz Jakubik) okazuje się być pedofilem. Ksiądz Lisowski (Jakub Braciak) to zapalony karierowicz i intrygant, uparcie pnący się po szczeblach kościelnej hierarchii. Ksiądz Trybus (Robert Więckiewicz) popada w coraz większy alkoholizm romansując przy tym z plebanijną gospodynią Hanką (Joanna Kulig). Galerię degeneratów wzbogaca jeszcze bucowaty, owładnięty żądzą pieniądza biskup Mordowicz (Janusz Gajos), grupa cynicznych księży wspomagających go w akumulacji majątku i tuszowaniu kolejnych afer czy sadystyczne zakonnice prowadzące sierociniec rodem z horroru.

"Kler" to w większości zbiór słabo powiązanych scenek z życia poszczególnych księży, toczących codzienne boje z kościelną hierarchią i własnymi demonami. Gwałtowny, rwany montaż uniemożliwia skonstruowanie spójnej opowieści o bohaterach, nie pozwala zrekonstruować ich psychologii, wczuć się w sytuację społeczną, która jest areną ich poczynań. Nie pozwala też w pełni rozwinąć skrzydeł aktorom, choć ich kreacje są niewątpliwie najjaśniejszymi punktami filmu – Smarzowski zgromadził na planie wybitnych artystów, wręcz stworzonych do wcielania się w skonfliktowane, wieloaspektowe postaci. 

Nawet podchodząc do filmu z pozycji antyklerykalizmu, naiwnością jest traktować "Kler" jako realistyczny obraz grupy społecznej. Smarzowski kreśli portret polskiego Kościoła i polskości tak grubą kreską, że ociera się wręcz o prymitywność, a na pewno o karykaturę. Jak chciwy arcybiskup – to gruby i czerwony, jak faszyzujący nacjonaliści – to łysi skinheadzi, jak ustawiający przetargi biznesmeni – to niemalże gangsterzy. Subtelność rodem z Disneya, gdzie zło zawsze ma brzydką zieloną twarz starej czarownicy. Smarzowski nie pokusił się o zajrzenie pod powierzchnię problemów duchowieństwa, nie zechciał ukazać skomplikowanych, często opartych na hipokryzji i naskórkowej wierze relacji Kościół-wierni. Zadziwia też pominięcie kwestii księży skonfliktowanych z episkopatem – nie dlatego, że mogliby ocieplić wizerunek instytucji, ale dlatego, że wprowadziliby tak potrzebny fabule konflikt i zniuansowanie. Film nie radzi sobie przy tym z punktowaniem dużej ilości zarzutów pod względem duchownych. Przedstawiające je sceny często wyglądają na wciśnięte na siłę, wprowadzone tylko po to, by odhaczyć kolejną pozycję na liście “przestępstwa księży”. 

Są zresztą w filmie obrazy tak absurdalne, że trudno ich autorstwo przypisać doświadczonemu twórcy. Nacjonaliści kopiący krakowskiego lajkonika, parafianie “z widłami” goniący za podejrzanym o pedofilię księdzem czy kuriozalne zakończenie historii Kukuły sprawiają wrażenie wyrwanych z filmów Patryka Vegi. Smarzowski, tak jak Vega, w swoich diagnozach nie docieka źródeł problemów, nie różnicuje – epatuje obrazami rodem z pierwszych stron brukowców przedstawiając je jako prawdę objawioną. Są w "Klerze" sceny mocne i chwytające za gardło, ale paradoksalnie nie te, w których dokonują się największe akty przemocy. Film najlepiej sprawdza się, gdy porzuca swój demaskatorsko-skandalizujący ton i koncentruje się na czysto ludzkim wymiarze grzechu, bólu i zwątpienia.

Nie powala też wizualna strona "Kleru". O ile można zrozumieć jej wyjściowe założenie estetyczne – brzydota obrazu jako analogia do brzydoty moralnej – o tyle operatorskie niedociągnięcia rażą, a wprowadzone ujęcia ze smartfonów są często pozbawione uzasadnienia fabularnego.

Pozostaje mieć nadzieję, że dzięki estetyce szoku i swojemu rozgłosowi film Smarzowskiego będzie kolejnym krokiem polskiego kina na drodze tematów niewygodnych i przemilczanych. Oby "Kler" zachęcił polskich filmowców do wychodzenia ze strefy komfortu i porzucania artystycznego eskapizmu. Być może dzięki temu za jakiś czas doczekamy się filmu, który z większą przenikliwością i kunsztem podejdzie do opowieści o Kościele.
4,0
Ocena filmu
głosów: 4
Twoja ocena
chcę zobaczyć
0 osób chce go zobaczyć
dodaj do ulubionych
0 osób lubi ten film
obserwuj
0 osób obserwuje ten tytuł
dodaj do filmoteki
0 osób ma ten film u siebie

dodaj komentarz

Możesz pisać komentarze ze swojego konta - zalogować się?

redakcja strony

Duster
Radosław Sztaba