duża fotografia filmu Król
Miniatura plakatu filmu Król

Król

The King

2019 | Wielka Brytania, Węgry, Australia | Biograficzny, Dramat, Historyczny, Romans, Wojenny | 140 min

Narodziny króla

Oparty o szekspirowskie sztuki „Król” to jeden z najbardziej wyczekiwanych filmów Netflixa w 2019 roku. Intrygujący zwiastun, świeże spojrzenie na pierwowzór i hollywoodzka obsada na czele z młodym Timothée Chalametem zdaje się przykładem „Romy” pewnie kroczyć po przyszłoroczne Oscary. Jaki finalnie okazał się „Król” Davida Michôda?

Głównym bohaterem jest uciekający od dworskich realiów i zamieszkujący wśród poddanych książę Hal. Krnąbrny i prowadzący hulaszny tryb życia młodzieniec staje przed koniecznością porzucenia dotychczasowych nawyków i przejęcia tronu Anglii po ojcu. Hal niewidzący się w roli władcy, mimo początkowej niechęci, przyjmuje swoje dziedzictwo stając się Henrykiem V. Zmiana stylu życia i przekonanie do siebie poddanych to jednak nie jedyne problemy nowego króla. Młodzieniec będzie musiał odnaleźć się w skomplikowanej i pełnej intryg polityce pałacowej, a także opanować wojenny chaos pozostawiony przez poprzednika.

Obraz Davida Michôda to po świetnej „Faworycie” oraz „Marii, królowej Szkotów” kolejny film opowiadający historię żyjącego przed laty monarchy. Tym razem mamy do czynienia z produkcją, której fabuła inspirowana jest życiem Henryka V kojarzonego z bitwą pod Azincourt lub ze sztukami Szekspira. Jeszcze przed premierą prezentowany na festiwalu w Wenecji „Król” przez wielu typowany był obok „Irlandczyka” Martina Scorsese na czarnego konia Netflixa w wyścigu po przyszłoroczne Oscary. Choć film Michôda oferuje dobrą rozrywkę, to ja jednak nie mam złudzeń, że praktycznie pozbawiona zaskakujących zwrotów akcji i chodliwego społecznie tematu produkcja z sukcesem zawalczy o nagrody w najważniejszych kategoriach.

Scenariusz, którego autorami jest reżyser oraz Joel Edgerton (wcielający się również w rolę Johna Falstaffa), został luźno oparty o sztuki „Henryk IV” oraz „Henryk V” i  głównie skupia się na przedstawieniu trudów z jakimi musi mierzyć się zasiadający na tronie władca. Twórcy bez pośpiechu budują portret psychologiczny bohatera, który stara się odnaleźć w dworskich intrygach i wojennym chaosie jaki pozostawił w kraju jego ojciec awanturnik. „Król” to przede wszystkim opowieść o Halu i o tym jak stara się on dźwignąć odpowiedzialność, która spoczęła na jego barkach. Widzimy jak z nieopierzonego i rozrywkowego młodzieńca staje się królem dążącym do naprawienia błędów popełnionych przez ojca a przy tym, co bardzo ludzkie, nie wystrzega się także swoich własnych. Podobnie jak w „Faworycie” Jorgosa Lantimosa mamy tu motyw otoczonego doradcami i jednocześnie osamotnionego władcy. Henryk wprawdzie nie tak szalony jak Królowa Anna to podobnie jak ona do końca nie wie kto z doradców jest mu wierny, a kto dąży do własnych celów manipulując nim. Podczas seansu Falstaff wypowiada do Henryka znamienne słowa „Król nie ma przyjaciół, tylko zwolenników i wrogów” - prawda zawarta w tym zdaniu towarzyszy bohaterowi i widzom przez cały seans.

Timothée Chalamet w roli borykającego się z trudami władzy i samotnością Henryka podtrzymuje swoją dobrą passę pokazując, że „Tamte dni, tamte noce” były dla niego zaledwie rozgrzewką. Chalametowi bardzo udanie partneruje Joel Edgerton, którego rozpity podstarzały rycerz Falstaff tworzy wraz z młodym Halem wyjątkową więź. Jasno przedstawiona ewolucja ich relacji od mentora i przyjaciela po poddanego uwydatnia na ekranie postępujące osamotnienie z jakim przychodzi borykać się królowi. Pośród zimnego i brudnego średniowiecznego klimatu pojawia się na szczęście element rozładowujący ciężki nastrój filmu w postaci rozwydrzonego i socjopatycznego Delfina Francji. Robert Pattinson wcielający się w Delfina zaskakuje i może dzięki tej świetnie odegranej i przepełnionej groteską kreacji, w końcu oddali od siebie łatkę wampira z sagi dla nastolatek. Pozytywne zaskoczenie i szczere oczarowanie rolą Pattinsona rodzi nadzieję, że nowy Batman w jego wykonaniu wypadnie lepiej niż przypuszczano.

Ogólnie przewidywalna fabuła poprowadzona jest w równym tempie bez większego pośpiechu czy zawirowań. Nie ma tu miejsca na pościgi, bijące po oczach efekty specjalne czy widowiskowe popisy bitewne wymuskanego protagonisty. Nie ma więc co nastawiać się na przekombinowane sceny batalistyczne rodem z „Król Artur: Legenda miecza” Guya Ritchiego. W „Królu” otrzymamy za to bardzo realistyczny obraz znamiennej bitwy pod Azincourt przepełnionej brudem, błotem i prawie wyczuwalnym fetorem martwych ciał. Ponadto film łączy w sobie świetne zdjęcia, dobre odwzorowanie epoki, genialne kostiumy oraz muzykę, która jak dla mnie jest jedną z lepszych pojawiających się ostatnio w filmach historycznych.   

„Król” nie spodoba się tym, którzy oczekują od filmu eksplozji, pościgów i wielkich zawirowań w fabule. Obraz przypadnie za to do gustu widom ceniącym sobie realistyczne odtworzenie epoki i historie z ludzkimi, dobrze wykreowanymi bohaterami. „Król” udowadnia, że Netflix potrafi zaoferować widzom porządnie wyprodukowany film historyczny, który niczym nie ustępuje tym kinowym.
4,0
Ocena filmu
głosów: 1
Twoja ocena
chcę zobaczyć
0 osób chce go zobaczyć
dodaj do ulubionych
0 osób lubi ten film
obserwuj
0 osób obserwuje ten tytuł
dodaj do filmoteki
0 osób ma ten film u siebie

dodaj komentarz

Możesz pisać komentarze ze swojego konta - zalogować się?

redakcja strony

Emilia Troszczyńska