Krzysztof Zanussi z Nagrodą Stowarzyszenia Filmowców Polskich
Ewa Balana | 2021-12-07Źródło: Informacja prasowa, fot. Borys Skrzyński
Irena Kosecka, Jerzy Armata, Andrzej Dudziński, Jerzy Karpiński, Rafał Marszałek, Tomasz Tarasin oraz Krzysztof Zanussi (Nagroda Specjalna) to laureaci tegorocznej edycji Nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Te specjalne wyróżnienia przyznawane są przez Zarząd Stowarzyszenia filmowcom, których praca przyczyniła się w wyjątkowy sposób do rozwoju polskiej kinematografii.

W 2021 roku Nagrody Stowarzyszenia Filmowców Polskich za wybitne osiągnięcia artystyczne i wkład w rozwój polskiej kinematografii otrzymali:

Irena Kosecka - Charakteryzatorka
Jej głównym zadaniem było podkreślanie piękna i tajemnicy zapisanej w ludzkiej twarzy. W trakcie czterech dekad kariery zawodowej kształtowała różne oblicza polskiego kina i telewizji.

Jerzy Armata - Dziennikarz filmowy, animator kultury filmowej
Miłośnik i znawca polskiego filmu animowanego. Publicysta blisko związany z Krakowskim Festiwalem Filmowym oraz Tarnowską Nagrodą Filmową. Inicjator wielu wydarzeń popularyzujących film. Wykładowca akademicki. Zaangażowany w działalność SFP.

Andrzej Dudziński - Artysta malarz, grafik i filmowiec
Zajmuje się ilustracją prasową, rysunkiem, karykaturą, plakatem filmowym i teatralnym, scenografią, fotografią i filmem. Nic, co wizualne, nie jest Andrzejowi Dudzińskiemu obce.

Jerzy Karpiński - Reżyser i montażysta filmów dokumentalnych
Oddany działacz środowiskowy, który łączy zamiłowanie do filmowych eksperymentów z pasją rejestratora otaczającej rzeczywistości.

Rafał Marszałek - Historyk filmu, krytyk filmowy
Doktor nauk humanistycznych, wykładowca akademicki. Autor licznych książek i tekstów o tematyce filmowej, wielokrotnie nagradzany za działalność krytyczną. Scenarzysta filmów dokumentalnych i nowelista. Dyplomata. Mistrz szachowy.

Tomasz Tarasin - Autor zdjęć filmowych
Operator ponad stu filmów fabularnych i dokumentalnych – kinowych i telewizyjnych, w tym seriali. Współpracował ze znanymi reżyserami, m.in. Andrzejem Barańskim, Antonim Krauzem czy Zbigniewem Kuźmińskim. Należy do SFP oraz PSC.

Krzysztof Zanussi - Reżyser, scenarzysta, producent, a także pedagog, publicysta i filozof
Ma na swym koncie osiemdziesiąt filmów, różnorodnych rodzajowo, gatunkowo i metrażowo, od amatorskich etiud, poprzez krótkie fabuły, dokumenty, odcinki telewizyjnych cykli, do głośnych kinowych tytułów, które dobrze znają miłośnicy X Muzy na całym świecie. Przyniosły mu one blisko dwieście nagród i wyróżnień, ważnych odznaczeń i doktoratów prestiżowych uczelni.

Nagrody Stowarzyszenia Filmowców Polskich przyznawane są od 2007 roku. Ich powstaniu towarzyszyła obowiązująca do dziś idea, by statuetki trafiały w ręce nie tylko tych przedstawicieli filmowych zawodów, którzy stoją na pierwszej linii – reżyserów, scenarzystów, operatorów – ale także tych, którzy pozostając nieco w cieniu, mają ogromny wpływ na ostateczny kształt dzieła filmowego - dźwiękowców, montażystów, scenografów czy charakteryzatorów. Nagrody Stowarzyszenia Filmowców Polskich przyznawane są za całokształt dokonań artystycznych. Ludzie, którzy ją otrzymali, kształtowali oblicze polskiego filmu.

Pośród blisko 90 dotychczasowych laureatów Nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich znajdują się: Agnieszka Bojanowska, Witold Giersz, Zygmunt Adamski, Stanisław Jędryka, Tadeusz Chmielewski, Halina Paszkowska, Tadeusz Konwicki, Jerzy Kucia, Lidia Zonn, Jerzy Płażewski, Wiesław Zdort, Andrzej Wajda, Barbara Pec-Ślesicka, Wojciech Marczewski, Józef Hen, Marcel Łoziński, Franciszek Pieczka i Henryk Bielski.

Tegoroczna uroczystość wręczenia Nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich ze względu na regulacje epidemiczne miała kameralny charakter i odbyła się 7 grudnia 2021 roku w warszawskim kinie Kultura. Laureaci odebrali statuetki z rąk Jacka Bromskiego, prezesa Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Irena Kosecka i Andrzej Dudziński nie mogli wziąć udziału w uroczystości.

Irena Kosecka
Charakteryzatorka

Jej głównym zadaniem było podkreślanie piękna i tajemnicy zapisanej w ludzkiej twarzy. W trakcie czterech dekad kariery zawodowej kształtowała różne oblicza polskiego kina i telewizji.

Współpracowała z Andrzejem Munkiem („Zezowate szczęście”, 1960), Kazimierzem Kutzem („Sól ziemi czarnej”, 1969), Wandą Jakubowską („Biały mazur”, 1978), Januszem Majewskim („Lekcja martwego języka”, 1979) czy Jerzym Kawalerowiczem („Austeria”, 1982). Towarzyszyła Krzysztofowi Zanussiemu w jego pełnometrażowym debiucie fabularnym „Struktura kryształu” (1969) oraz Stanisławowi Barei w komedii muzycznej „Małżeństwo z rozsądku” (1966). Współtworzyła znane trylogie – „Anatolową” Jana Rybkowskiego („Kapelusz pana Anatola”, 1957; „Pan Anatol szuka miliona”, 1958; „Inspekcja pana Anatola”, 1959) oraz „Kleksową” Krzysztofa Gradowskiego („Akademia pana Kleksa”, 1983; „Podróże pana Kleksa”, 1984; „Pan Kleks w kosmosie”, 1988). Podejmowała się zarówno psychologicznych filmów wojennych („Westerplatte” Stanisława Różewicza, 1967), jak i produkcji dla dzieci i młodzieży („Wakacje z duchami” Stanisława Jędryki, 1970). Zapisała się złotymi zgłoskami w annałach telewizji (seriale: „Czarne chmury” Andrzeja Konica, 1973; „Królowa Bona” Janusza Majewskiego, 1980). A to tylko część jej dokonań w dziedzinie charakteryzacji. Irena Kosecka urodziła się 4 listopada 1928 roku w Wilnie, gdzie w młodym wieku połknęła zawodowego bakcyla. „Jako dziecko chodziłam z tatą do teatru, w którym był zatrudniony jako charakteryzator. Kiedy obserwowałam go przy pracy i widziałam pasję w jego oczach, wiedziałam, że w przyszłości również chcę pracować w tym zawodzie” – wspomina laureatka Nagrody SFP. Po przeprowadzce do Łodzi i ukończeniu Studium Charakteryzacji dla Teatru i Filmu uznała, że skoro wybrała już to „filmowe miasto”, to warto związać się z kinem oraz Wytwórnią Filmów Fabularnych. Pierwsze kroki na planie postawiła w roli asystentki charakteryzatora Jana Dobrackiego w „Warszawskiej premierze” (1950) w reżyserii Jana Rybkowskiego. „Praca przy charakteryzacji filmowej była ogromną przygodą, dawała mi satysfakcję i przyjemność” – mówi Kosecka. Artyści pracujący nad charakteryzacją pozostają niewidoczni dla widza, jednak ona cieszy się, że mogła przyłożyć się do stworzenia tylu wybitnych i pamiętnych ról. – „Nie miałam ulubionych przyrządów, gdyż wszystkie, z których korzystałam, były potrzebne do charakteryzacji filmowych postaci. Cieszę się, że mogłam pracować na materiałach wysokiej jakości i kosmetykach dobrych firm, mimo że czasy były trudne”. Z każdym rokiem podejmowała się coraz większych wyzwań, wliczając w to współpracę charakteryzatorską przy „Faraonie” (1965) Jerzego Kawalerowicza, którego wymienia dziś jako jeden ze swoich ulubionych projektów, przy których pracowała. Tuż obok trylogii „Pana Kleksa” oraz seriali „Czarne chmury” i „Królowa Bona”. „Najbardziej lubiłam pracować przy filmach, gdzie było dużo charakteryzacji polegającej na postarzaniu lub odmładzaniu postaci i tworzeniu różnego rodzaju zarostów. Byłam szczęśliwa, jeśli aktorzy dzięki mojej charakteryzacji czuli się tak, jak grani przez nich bohaterowie” – mówi Kosecka. Pracą ze specyficzną wizualną stylizacją Alojzego Kleksa w „Panu Kleksie w kosmosie” Irena Kosecka zakończyła kilkudziesięcioletnią karierę zawodową. Spędzając czas na zasłużonej emeryturze, z dużą satysfakcją wraca do swych kreacji. – „Charakteryzacja aktorów zawsze wywoływała we mnie dużo miłych emocji, i tak jest do dziś, kiedy przypominam sobie te wszystkie produkcje lub oglądam w kinie czy w telewizji filmy, przy których pracowałam”.

Jerzy Armata - Dziennikarz filmowy, animator kultury filmowej

Miłośnik i znawca polskiego filmu animowanego. Publicysta blisko związany z Krakowskim Festiwalem Filmowym oraz Tarnowską Nagrodą Filmową. Inicjator wielu wydarzeń popularyzujących film. Wykładowca akademicki. Zaangażowany w działalność SFP.

Jerzy Armata urodził się 10 marca 1953 roku w Brzeźnicy k. Dębicy. Od prawie 50 lat mieszka w Krakowie. „Od dzieciństwa marzyłem, by zostać producentem. Na podyplomowe studia producenckie należało wtedy zdawać najlepiej po ekonomii lub prawie. Wybrałem prawo, które ukończyłem na UJ w roku 1976. Studiując, zacząłem pisać o filmach, działać w DKF-ach” – opowiada Armata. Na produkcję nie zdawał. Niespodziewanie powołano go bowiem do wojska, do piechoty zmechanizowanej („z moim nazwiskiem lepiej pasowałbym do artylerii” – żartuje), a potem miał dobrą pracę w Okręgowym Przedsiębiorstwie Rozpowszechniania Filmów w Krakowie. Wymarzone studia – 30 lat później – ukończył jego syn. Armatę interesuje zwłaszcza polski film animowany. Poświęcił mu kilka książek, m.in. „Z Armatą na Wilka. Animowany blues Mariusza Wilczyńskiego” (2011), napisaną wspólnie z Anną Wróblewską monografię „Polski film dla dzieci i młodzieży” (2014, obie pozycje otrzymały Nagrodę PISF; tę drugą nagrodził też ZAiKS), czy szkice w pracach zbiorowych, takich jak „Przygody filmu ze sztuką” (1986), „Polski film animowany” (2008).W dorobku ma kilkanaście książek, swoje teksty zamieścił w ponad 30 publikacjach zbiorowych. Polskiej animacji poświęconych było wiele z prawie 300 programów telewizyjnych Armaty w TVP Kraków oraz TVP Polonia, jego autorski, liczący 43 odcinki serial TVP pt. „Anima”, roczna akademia w Muzeum Narodowym w Warszawie, liczne wystawy, których był kuratorem, czy przygotowany przezeń dla MFF w Cannes box DVD. Armata – nominowany do Nagrody PISF w kategorii „Krytyka filmowa” – jest autorem bez mała 8 tys. artykułów, głównie o tematyce filmowej, a także muzycznej i literackiej. Ponad 20 lat kierował działem kultury w krakowskim oddziale „Gazety Wyborczej”. W latach 2012-2016 był redaktorem naczelnym „Magazynu Filmowego” – periodyku SFP. „Najbardziej lubię dzielić się z czytelnikami swoim zachwytem” – wyznaje. Od 45 lat związany jest z Krakowskim Festiwalem Filmowym. Pełnił na nim różne funkcje, od wielu lat zasiada w Radzie Programowej. Był dyrektorem programowym Przeglądu Filmów o Sztuce w Zakopanem oraz Tarnowskiej Nagrody Filmowej uhonorowanej Nagrodą PISF (jego Tarnowską Akademię Filmową nominowano do Nagrody PISF w kategorii „Edukacja młodego widza”). Współpracuje z wieloma krajowymi festiwalami filmowymi, często będąc – również na festiwalach zagranicznych – jurorem. Wykłada na Nowym Filmoznawstwie w SWPS w Warszawie oraz w ramach Akademii Polskiego Filmu. Wieloletni ekspert PISF i Regionalnych Funduszy Filmowych. W SFP jest obecnie wiceprzewodniczącym Koła Piśmiennictwa oraz członkiem Zarządów: Sekcji Filmu Animowanego, Koła Realizatorów Filmu dla Dzieci i Młodzieży i Oddziału Krakowskiego. Należy także do Koła Seniora. 32 lata temu, na I Biennale Filmu Animowanego „Fazy’89” w Bielsku-Białej, odebrał z rąk Mirosława Kijowicza, ówczesnego wiceprezesa SFP, Nagrodę Stowarzyszenia Filmowców Polskich za publikacje poświęcone polskiemu filmowi animowanemu. Temu rodzajowi produkcji kinematograficznej pozostał wierny do dziś, często poświęcając energię twórczą także fabule i dokumentowi, oraz muzyce, która – obok filmu – jest jego drugą pasją.

Andrzej Dudziński - Artysta malarz, grafik i filmowiec

Zajmuje się ilustracją prasową, rysunkiem, karykaturą, plakatem filmowym i teatralnym, scenografią, fotografią i filmem. Nic, co wizualne, nie jest Andrzejowi Dudzińskiemu obce.

Urodził się 14 grudnia 1945 roku w Sopocie. Z rysunkiem na dobre związał się dopiero na studiach. „Marzeniem dzieciństwa była wyprawa szalupą dookoła świata, ale rysunek towarzyszył mi zawsze. To była dość łatwa forma komunikacji” – wspomina laureat Nagrody SFP. – „Świadomy wybór dokonał się w chwili, kiedy z architektury na Politechnice Gdańskiej (gdzie studiował w latach 1966-68 – przyp. D.K.) przeniosłem się na Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie. Mój ojciec architekt nie mógł mi tego wybaczyć, ale ja wiedziałem, że to zmienia moje życie”. W międzyczasie ożenił się ze swoją pierwszą miłością, Magdą Dygat, z którą do dziś stanowią zgraną parę. Studiując na ASP, Dudziński zaczął publikować pierwsze czarno-białe rysunki w miesięczniku „Polska”, kształtując charakterystyczny styl precyzyjnie rysowanych kształtów umieszczanych pośród chaosu form, który sam określił „dziką geometrią”. „»Polska« to było pismo bogato ilustrowane i ze względu na międzynarodowego odbiorcę w nieustannej potrzebie »dowcipów bez podpisu«. Muszę przyznać, że wydało mi się to dość łatwym chlebem. A ponieważ satyra była mi jak widać sądzona, zaczął się dość intensywny okres rysunku prasowego” – mówi Dudziński, który publikował też w tygodnikach „Szpilki” i „Kultura”. Fascynacja grafiką i malarstwem przyszła później, wraz z kolejnymi okresami twórczości, które przeplatały się z zagranicznymi wyjazdami Dudzińskich. W latach 1970-72 przebywali w Londynie, nasiąkając atmosferą tamtejszej bohemy. W tym czasie artysta stworzył na łamach „Szpilek” jedną ze swych słynniejszych postaci – kontestującego rzeczywistość Ptaka Dudiego, w którego usta wkładał satyryczne obserwacje o PRL-u. Gdy zdecydowali się z żoną wrócić do Polski, poszerzył swe portfolio o plakaty teatralne i filmowe oraz rozpoczął współpracę z „Polityką”, „Przekrojem”, „Gazetą Wyborczą” czy „Literaturą”. W 1977 roku, na skutek wyjazdu na międzynarodową konferencję grafików w Aspen, małżonkowie przenieśli się do USA. W kolejnych latach Dudziński publikował w „The New York Times”, „The Boston Globe”, „The Rolling Stone”, „Time” czy „Playboyu”. Jego amerykańskie prace częściowo wyzbyte były satyrycznej aluzji, nakierowane raczej na artystyczną metaforę. Ton poważniejszy, tematyka międzynarodowa. – „Jest taka strona »New York Timesa« z tekstami Czesława Miłosza, Tadeusza Konwickiego i moim rysunkiem orła wylatującego z klatki, z jedną łapą przykutą łańcuchem”. W USA Dudziński zafascynował się także fotografią. Do Polski coraz częściej przyjeżdżał po transformacji. „Trendy są niebezpieczne dla młodych artystów. Zawsze starałem się im zanadto nie ulegać – można zapomnieć, co jest nabyte, a co własne” – tłumaczy Dudziński, który od lat wytycza własne ścieżki. Napisał kilka książek, wykładał w Parsons School of Design w Nowym Jorku i Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Związał się też z grafiką komputerową. – „Czuję się swojsko, tworząc światy przy użyciu ołówków, pasteli i pędzli, ale równie dobrze poruszam się w przestrzeni cyfrowej. Są tam zupełnie inne możliwości”. Dudziński obronił doktorat na ASP w Warszawie. Temat jego pracy to zacieranie granic między malarstwem klasycznym i cyfrowym. Poświęcone jego twórczości wystawy organizowano na całym świecie, od Londynu po Tokio, od Paryża po Waszyngton. W 2014 roku został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Związał się także mocniej ze sztuką filmową. Na potrzeby opowiadającego o nim dokumentu Małgorzaty Łupiny „Dudi” (2006) stworzył sekwencję animowaną. Zrealizował też wraz z żoną hybrydowy dokument „Mój ojciec Staś” (2014) o Stanisławie Dygacie. – „Myślę, że mam jeszcze kilka pomysłów na nietypowe produkcje wymykające się łatwej klasyfikacji”.

Jerzy Karpiński - Reżyser i montażysta filmów dokumentalnych

Oddany działacz środowiskowy, który łączy zamiłowanie do filmowych eksperymentów z pasją rejestratora otaczającej rzeczywistości.

Jerzy Karpiński urodził się 14 września 1945 roku w Barcikowie. Z filmem na poważnie związał się, studiując na Politechnice Warszawskiej, gdzie działał aktywnie w Centralnym Klubie Studentów Politechniki Warszawskiej „Stodoła”. „Zainteresowałem się klubem i działającymi w nim twórczymi grupami, m.in. Realizatorskim Klubem Filmowym” – mówi laureat Nagrody SFP. – „Wkrótce zostałem szefem tej sekcji i zacząłem organizować produkcje w profesjonalnej technologii 16mm. Organizowaliśmy też coroczny kurs filmowy, który zaliczyło wielu znanych twórców”. Wśród nich byli np. Robert Gliński, Krzysztof Lang czy Grzegorz Siedlecki. – „Kursy kończyły się realizacją etiudy z obróbką w laboratorium WFD. Przekonałem władze uczelni do udzielenia nam dofinansowania, uzasadniając, że studenci w przyszłości będą mogli stosować film w swoich zawodach”. Karpiński nie tylko pomagał innym młodym filmowcom, ale również kręcił własne produkcje – zarówno obrazy naukowe, jak i ambitne projekty okołofilmowe. Jego debiutancka etiuda „Wojna z Eskimosami” zdobyła w 1972 roku Grand Prix na Studenckim Festiwalu Filmowym, jednak za faktyczny debiut uważa pełnometrażowy „Korowód” o klubie „Stodoła”. „Kończył się sekwencją poloneza i zatrzymanych postaci z całego filmu, przechodzących w stopklatki, które paliły się na ekranie” – wspomina Karpiński. – „Jednocześnie, w sposób dla widza niezauważalny, podpalany był zbudowany na proscenium z papieru ekran, na którym odbywała się projekcja. Robiło to na ludziach piorunujące wrażenie, ale nie spodobało się cenzurze. Nawet w recenzjach wykreślono informacje o płonącym ekranie”. Choć Karpiński uzyskał dyplom magistra inżyniera w 1972 roku, był związany z Politechniką przez kolejne lata, oficjalnie wiążąc się z branżą filmową w 1983, gdy ukończył Podyplomowe Studium Wiedzy o Teatrze, Filmie i Telewizji na Uniwersytecie Łódzkim. W międzyczasie tworzył rozmaite projekty, m.in. w Pracowni Filmowej Politechniki Warszawskiej, którą założył w 1979 roku. Od 1982 organizował, na zaproszenie Jerzego Grzegorzewskiego i Waldemara Dąbrowskiego, Pracownię Filmową w Centrum Sztuki Studio. „Chciałem zdawać do szkoły filmowej, ale już na wstępnej rozmowie prof. Wanda Jakubowska, po zapoznaniu się z moim dorobkiem, stwierdziła, że szkoda czasu i pieniędzy” – tłumaczy Karpiński. – „Niedługo potem (w 1985 roku – przyp. D.K.) dostałem od Ministra Kultury zawodową kategorię reżysera filmów dokumentalnych i oświatowych”. W Centrum Sztuki Studio zajął się rejestracją spektakli Jerzego Grzegorzewskiego, Krzysztofa Warlikowskiego, Józefa Szajny i innych. Dokumentował także występy artystów tworzących w Galerii Studio, Zachęcie i Centrum Sztuki Współczesnej. Efektem były zarówno filmy użytkowe, rejestracje spektakli teatralnych, wystaw malarstwa, przedstawień operowych, jak i pełnometrażowe dokumenty o sztuce. – „Często były to tylko notacje, ale cenne ze względów dokumentacyjnych. Zadowolenie malarzy z moich prac widać na ścianach mojego mieszkania. Obrazy wiszą w kilku rzędach, są nawet w łazience. Żartuję, że mieszkam w galerii domowej”. Kolejne dekady spędził na pracy twórczej oraz realizowaniu takich projektów, jak film „Polska, Polen, Poland…”, który był wyświetlany w Pawilonie Polskim na Światowej Wystawie EXPO w 1998 roku w Lizbonie. Pracował na zlecenie dla Kanału ARTE, Telewizji Polskiej czy Teatru Wielkiego. Najbardziej pasjonował go jednak zawsze montaż filmów dokumentalnych. „Montuję najczęściej sam, kontrolnie zapraszając reżysera raz na kilka dni” – wyznaje artysta. – „Mam gigantyczne archiwum w Instytucie Teatralnym i mimo że jestem na emeryturze, mam zamiar zmontować film z tych unikalnych materiałów”. Jerzy Karpiński otrzymał wiele nagród i wyróżnień, w tym m.in. Nagrodę Ministra Kultury i Sztuki (1974), Odznakę Zasłużony Działacz Kultury (1977) oraz Złoty Krzyż Zasługi (2000).

Rafał Marszałek - Historyk filmu, krytyk filmowy

Doktor nauk humanistycznych, wykładowca akademicki. Autor licznych książek i tekstów o tematyce filmowej, wielokrotnie nagradzany za działalność krytyczną. Scenarzysta filmów dokumentalnych i nowelista. Dyplomata. Mistrz szachowy.

Rafał Marszałek urodził się 30 listopada 1940 roku w Warszawie. Ukończył polonistykę na UW (1962).Tytuł doktora nauk humanistycznych uzyskał w Instytucie Sztuki PAN (1972). „Już podczas studiów uczęszczałem jako wolny słuchacz do Instytutu, na Studium Wiedzy o Filmie, które prowadził prof. Aleksander Jackiewicz i które pobudziło mnie do pisania o filmie” – mówi Rafał Marszałek. W Instytucie kierował potem Pracownią oraz Zakładem Historii i Teorii Filmu (1973-1990). Po 1989 roku przeszedł do służby dyplomatycznej – był m.in. dyrektorem Instytutu Polskiego w Moskwie (1990-1995). Karierę zawodową rozpoczął od krytyki filmowej, za którą otrzymał czterokrotnie Nagrodę im. Karola Irzykowskiego (1967, 1972, 1975, 1980), Złote Grono SFP na LLF w Łagowie (ex aequo z Krzysztofem Mętrakiem i Andrzejem Wernerem) „za „obronę autentycznych wartości sztuki filmowej” (1981) oraz Nagrodę PISF w kategorii „Krytyka filmowa” (2012, ex aequo z Michałem Oleszczykiem). Jako krytyk filmowy Rafał Marszałek debiutował w 1963 roku w „Dialogu” szkicem „Nowa Fala, czyli na manowcach filmu współczesnego”. „Tytuł był młodzieńczo przekorny, bo w istocie podziwiałem wczesne filmy francuskiej Nowej Fali, zwłaszcza utwory Godarda” – mówi autor. Teksty o tematyce filmowej publikował we „Współczesności” (1964-1971), „Literaturze” (1972-1977), „Kinie”, „Filmie”, „Ekranie”, „Kulturze Filmowej”, „Filmie na Świecie”. Mało znany jest fakt, że od 1963 roku – m.in. na łamach „Nowych Książek”, „Twórczości”, „Miesięcznika Literackiego” i „Tygodnika Kulturalnego” – Marszałek publikował też recenzje książkowe oraz uprawiał eseistykę literacką. Najbardziej znane książki w dorobku Rafała Marszałka to: „Nowy film angielski” (1968), „Pamflet na kino codzienne” (1974), „Polska wojna w obcym filmie” (1976), „Filmowa pop-historia” (1984), „Kino rzeczy znalezionych” (2006, nagroda im. Bolesława Michałka, przyznawana przez miesięcznik „Kino” dla najlepszej książki filmowej roku). W 2020 debiutował tomem prozy „Niedoczas”. Dr Marszałek był również redaktorem naukowym i współautorem „Historii filmu polskiego” t. V (1985) i VI (1994), o czym mówi tak: „Redagowanie tych tomów wzmocniło moje zainteresowanie rodzimym kinem, w którym szczególnie ceniłem polską szkołę filmową, a później odnajdywałem się w klimacie kina moralnego niepokoju”. Kolejny przejaw działalności pisarskiej Rafała Marszałka to współautorstwo scenariuszy trzech filmów dokumentalnych, związanych tematycznie z kinem polskim: „Śląsk Kazimierza Kutza” (1997) Janusza Kijowskiego, „Lekcja polskiego kina” (2002) i „Kręć! Jak kochasz, to kręć!” (2010) – oba w reżyserii Andrzeja Wajdy. Dr Marszałek przez wiele lat wykładał wiedzę o filmie w wywodzącej się z warszawskiego DKF-u „Kwant” Akademii Filmowej oraz na wyższych uczelniach (KUL, Wydział Historyczny UW, Wyższa Szkoła Dziennikarska im. Melchiora Wańkowicza w Warszawie, Collegium Civitas). Jest znanym szachistą. Reprezentował Polskę w tej dyscyplinie (1973) i uzyskał tytuł mistrza Międzynarodowej Federacji Szachowej FIDE (1979).

Tomasz Tarasin - Autor zdjęć filmowych

Operator ponad stu filmów fabularnych i dokumentalnych – kinowych i telewizyjnych, w tym seriali. Współpracował ze znanymi reżyserami, m.in. Andrzejem Barańskim, Antonim Krauzem czy Zbigniewem Kuźmińskim. Należy do SFP oraz PSC.

Tomasz Tarasin urodził się 8 marca 1940 roku w Olkuszu. Jego stryjecznym bratem był artysta malarz Jan Tarasin. „Jednak większy wpływ na wybór mojej drogi życiowej miała moja matka, która zaraziła mnie miłością do kina” – mówi pan Tomasz. Pasją ucznia Technikum Fototechnicznego w Katowicach stała się fotografia. Stąd dzielił go już tylko krok od egzaminów na Wydział Operatorski PWSTiF w Łodzi, który ukończył w 1966 roku. Pracę zawodową rozpoczął w ośrodkach łódzkim i katowickim Telewizji Polskiej. „Byłem operatorem filmowym i realizatorem światła, pracowałem przy reportażach, programach sportowych, spektaklach teatralnych itp. Zrobiłem zdjęcia do wielu dokumentów TV, m.in., z kilkoma innymi operatorami, do głośnej „Opowieści o człowieku, który wykonał 552% normy” Wojciecha Wiszniewskiego” – mówi Tarasin. Przejście do fabuły umożliwił mu Kazimierz Kutz. W jego Zespole Filmowym „Silesia” obrazem „W domu” (1975, TV) debiutowali jako fabularzyści reżyser Andrzej Barański i autor zdjęć Tomasz Tarasin. Pierwszy film kinowy ze zdjęciami Tarasina to „Podróż do Arabii” (1979) Antoniego Krauzego – jednego z trzech reżyserów, obok Andrzeja Barszczyńskiego i Zbigniewa Kuźmińskiego, z którymi pracował najczęściej. „Mieli odmienne charaktery i metody inscenizacji, ale współpracę z nimi wspominam dobrze, gdyż miałem swobodę w doborze środków operatorskich” – mówi Tarasin. Z Antonim Krauzem zrealizował także „Party przy świecach” (1980) oraz „Akwarium” (1995, film kinowy i serial TV) – adaptację szpiegowskiej książki Wiktora Suworowa. Z Barszczyńskim – m.in. komedię „Murmurando” (1981, TV, prem. 1984) czy filmy przygodowe z naturą w tle – „Dzikun” (1987) i „Tajemnica puszczy” (1990). Ten drugi nagrodzono Poznańskimi Koziołkami na MFF Młodego Widza „Ale Kino!” w Poznaniu (1992) za „wybitne walory artystyczne zdjęć, wspomagające budowanie nastroju filmu”. Z siedmiu wspólnych realizacji Kuźmińskiego i Tarasina najważniejszy jest film i serial TV „Nad Niemnem” (1986) – ekranizacja powieści Elizy Orzeszkowej. „Pastelowymi barwami starałem się oddać piękno natury współgrające z jej opisami w pierwowzorze literackim. Filtrem zmiękczającym na obiektywie podkreśliłem melancholijność świata opisanego przez autorkę i nostalgiczność samego filmu” – mówi Tarasin. Za zdjęcia w „Nad Niemnem” otrzymał nagrody Przewodniczącego Komitetu Kinematografii (1987) oraz Przewodniczącego Komitetu ds. Radia i Telewizji (1988). Seriale TV zajmują w dorobku twórczym pana Tomasza znaczące miejsce. Ze starszych wymieńmy „Ostrze na ostrze” (1983) oraz „Rycerzy i rabusi” (1984) Tadeusza Junaka. Z nowszych – „Czułość i kłamstwa” (1999-2000) czy „Plebanię” (2000-2011). Istotną pozycją jest też kino dla dzieci i młodzieży. Obok „Tajemnicy puszczy” czy „Dzikuna” są to filmy Wojciecha Fiwka, Andrzeja Maleszki, Kazimierza Tarnasa czy ostatni fabularny obraz ze zdjęciami Tomasza Tarasina: „Tryumf pana Kleksa” (2001) Krzysztofa Gradowskiego. Obecnie Tomasz Tarasin zajmuje się rekonstrukcjami cyfrowymi polskich filmów.

Krzysztof Zanussi - Reżyser, scenarzysta i producent filmowy

Intelektualista polskiego kina, współtwórca jego nurtu – moralnego niepokoju. Ceniony na świecie, zapraszany do prestiżowych organizacji i gremiów filmowych. Laureat wielu nagród i zaszczytnych odznaczeń. Profesor sztuk filmowych w specjalności reżyserii filmowej.

Jest ważną postacią w polskiej kulturze. I nie tylko polskiej. To obywatel świata wsiadający do samolotu tak, jak inni wsiadają do taksówki, w rozmowie biegle przerzucający się z francuskiego na włoski i z angielskiego na rosyjski. Członek wielu europejskich komisji, były prezydent Europejskiej Federacji Realizatorów Audiowizualnych i Stowarzyszenia Eurovisioni, konsultant Papieskiej Rady ds. Kultury w Watykanie. Intelektualista starej daty, śledzący dyskursy filozoficzno-historiozoficzne. Producent, który po Stanisławie Różewiczu przejął studio „Tor”, gdzie powstały m.in. filmy Krzysztofa Kieślowskiego i Wojciecha Marczewskiego, ale też znaczące debiuty. Postać medialna, do której wciąż zwracają się dziennikarze. Wykładowca, doktor honoris causa kilkunastu uniwersytetów. Człowiek, który angażuje się w akcje charytatywne, spotyka się z koronowanymi głowami, politykami, naukowcami, uczniami z syberyjskiej czy małopolskiej podstawówki, studentami, członkiniami Kół Gospodyń Wiejskich. Bo mówi, że to daje mu „wgląd w świat”, a kontakt z drugim człowiekiem jest największą wartością. Inteligent szukający spokoju w podwarszawskim domu w Laskach, gdzie mieszka z żoną Elżbietą Grocholską i gdzie drzwi są zawsze otwarte dla przyjaciół. Autor i bohater kilku książek. Ale przede wszystkim artysta, który ma wspaniałą kartę w historii polskiego kina i od czasu swej debiutanckiej „Struktury kryształu” opowiada o kondycji polskiego inteligenta. Urodził się 17 czerwca 1939 roku. Dorastał w Polsce Ludowej, może dlatego chciał zostać fizykiem. Ale wciągnęło go kino. I już w szkole filmowej zachwycił etiudą „Śmierć prowincjała” – jako dwudziestosześcioletni chłopak dotknął tam kwestii wadzenia się z Bogiem, sensu życia i wiary, tajemnicy śmierci. Potem, w zespole „Tor” Różewicza, powstały: „Struktura kryształu”, „Za ścianą”, „Iluminacja”. Zanussi stworzył na ekranie portret inteligenta ze wszystkimi jego wątpliwościami, pytaniami, dylematami natury moralnej i egzystencjalnej. Bohatera, który szukał życiowych drogowskazów i wartości podstawowych, niósł w sobie poszanowanie dla życia duchowego. W nakręconych już w latach 70. „Życiu rodzinnym” i „Barwach ochronnych” reżyser zmierzył się z kinem bardziej narracyjnym, mainstreamowym. Mówił o tradycji, kulturze, ludzkich ambicjach i korupcji, tworząc jednocześnie metaforę polskiego społeczeństwa. W „Spirali” i „Constansie” wrócił do pytań o istotę szczęścia, odchodzenie, wierność swoim wartościom. Jego wymagające filmy wniosły do polskiego krajobrazu kulturalnego powiew świeżości. Zanussi, razem z twórcami z Wajdowskiego zespołu „X”, współtworzył też kino moralnego niepokoju. W czasie stanu wojennego Krzysztof Zanussi realizował filmy na Zachodzie, a polsko-niemiecko-amerykańska koprodukcja „Rok spokojnego słońca” – opowieść o niespełnionej miłości Polki i Amerykanina w powojennym krajobrazie, wśród ludzi niosących w sobie traumy przeszłości i niepewność jutra – przyniosła mu Złotego Lwa festiwalu w Wenecji. Po transformacji ustrojowej reżyser powrócił do projektów krajowych. Jego telewizyjny serial „Opowieści weekendowe” i filmy: „Dotknięcie ręki”, autobiograficzny „Cwał”, „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową”, „Suplement”, a także „Persona non grata” czy „Rewizyta” – nadal dotykały spraw inteligenckich. O korporacyjnych układach opowiadał w „Obcym ciele”, a w ostatnim swoim filmie „Eter” zreinterpretował mit Fausta. Ważne zawsze były w obrazach Zanussiego motywy religijne. W 1981 roku doprowadziły reżysera na plan filmu o Janie Pawle II – „Z dalekiego kraju”, a w latach 90. eksplodowały w obrazach „Brat naszego Boga” oraz „Życie za życie. Maksymilian Kolbe”. Ostatnie lata nie są dla mistrza polskiego kina łaskawe. W 2019 roku zamknięto studia filmowe, m.in. „Tor”, którym kierował przez blisko 40 lat. Nie udało mu się zebrać pieniędzy na realizację opowieści o królowej Jadwidze. Ale nie poddaje się. W czasie pandemii kręcił film „Liczba doskonała”, którego bohaterami są dwaj mężczyźni. Pierwszy, matematyk, wierzy, że – jak mówi twórca – „Nie trzeba mieć więcej. Że wystarczy nam mniej. To daje poczucie wolności i bardziej godnego życia”. Drugi robi podsumowanie życia. Jest człowiekiem, który – znów słowami autora: „Osiągnął wszystko, a nie ma nic. Jest świadkiem pustki, którą w sobie wyhodował. Pustki wynikającej z przekonania, że życie można przeżyć lekko, łatwo i przyjemnie”. W nowym świecie Krzysztof Zanussi wciąż pielęgnuje swoją „inteligenckość”. Ma nadzieję, że z pandemii, która sparaliżowała świat, wyjdziemy mądrzejsi. Że to doświadczenie pokaże, o co chodzi w idealistycznych ruchach obrony środowiska naturalnego, że będziemy musieli pomyśleć, na czym naprawdę nam w życiu zależy. Mówi, że w miarę upływu lat, ma coraz silniejsze przekonanie, że „Nie wiem” jest ważniejsze od „Wiem”. Ale wciąż zadaje pytania. I jeszcze coś. Gdy pytam go dzisiaj, czego mu życzyć w nowym roku, Krzysztof Zanussi odpowiada słowami Goethego: „Chwilo trwaj”. I dodaje: „Cieszy mnie słońce, który wychodzi zza chmur, powiew wiatru... Na stare lata trzeba doceniać każdy dzień”.