Koniec pewnej epoki [recenzja OST]
Arkadiusz Kajling | 2026-01-13Źródło: Filmosfera

Wrześniowa premiera trzeciego kinowego filmu ze świata „Downton Abbey” nie bez powodu była przez miłośników kultowego serialu wyczekiwana nie tylko z ogromną ekscytacją, ale i równie wielkim smutkiem – gdy w marcu zeszłego roku zadebiutował pierwszy teaserowy plakat do nadchodzącej brytyjskiej produkcji w reżyserii Simona Curtisa, dział marketingu zadbał o dosadny podtytuł, byśmy już od początku wiedzieli, że tym razem nasze filmowe spotkanie na wielkim ekranie z rodziną Crawleyów będzie tym ostatnim (a przynajmniej w teorii). Z niektórymi członkami tej arystokratycznej familii zdążyliśmy się już pożegnać w przeszłości – jeszcze w czasie trwania serialu plan opuścili Jessica Brown Findley oraz Dan Stevens zmuszając scenarzystów do całkowitego wypisania z fabuły ich postaci, natomiast Matthew Goode z powodu napiętego grafiku nakręcił jedynie końcowe sceny do pierwszego filmu kinowego, a w jego kontynuacji odeszła bohaterka grana przez Maggie Smith, ceniona za kąśliwy humor i będąca znakiem rozpoznawczym całej serii. To właśnie wówczas przed czterema laty do arystokratycznej posiadłości (którą w prawdziwym świecie odgrywał zamek Highclere) zawitały nowe porządki – i chociaż niektórzy kręcili na nie nosem, ten symbol brytyjskiego konserwatyzmu jakim było Downton Abbey dotknął wiatr wielkich zmian, które teraz znajdują wielki finał z właściwą sobie elegancją i klasą, także pod względem muzyki.
Te nieuchronne zmiany obyczajowe sygnalizujące spadek znaczenia arystokracji w okresie międzywojennym zostały już bardzo mocno zaznaczone w poprzednim filmie „Nowa epoka” i warto przypomnieć, w którym miejscu rozstaliśmy się z bohaterami. Mimo, iż w świecie rodziny Crawleyów minął zaledwie rok, w ich życiu zdążyło wydarzyć się wiele dobrych rzeczy ze ślubem Toma i Lucy na czele. Niedługo potem Violet Crawley obwieszcza całej rodzinie, iż odziedziczyła willę na francuskiej riwierze i chce ją przekazać swej prawnuczce Sybbie. Nowina wywołuje szereg pytań odnośnie tajemniczej przeszłości nestorki rodu i rodzina udaje się na południe Francji w celu rozwiązania zagadki. Nie wszyscy mają jednak okazję zaznać uroków zamorskiej podróży: najstarsza z córek Lady Mary Talbot zostaje w Downton, gdyż do rodzinnego majątku ma zjechać ekipa filmowa – zamek pilnie potrzebuje remontu, a pieniądze od hollywoodzkich producentów będą w stanie pokryć wysokie koszty naprawy i renowacji rezydencji. Teraz nadchodzą burzliwe lata 30. XX wieku, a Crawleyowie i ich służba stają w obliczu nowych wyzwań: Lady Mary wikła się w publiczny skandal, a problemy finansowe grożą familii utratą uprzywilejowanej pozycji. Cały dom musi zmierzyć się teraz z widmem społecznej kompromitacji i nauczyć się akceptować nadchodzące zmiany, pozwalając jednocześnie by następne pokolenie poprowadziło Downton Abbey w przyszłość.

Przy ostatnim spotkaniu ze światem „Downton Abbey” warto przyjrzeć się bliżej sylwetce szkockiego kompozytora, który przed serialem osadzonym w postedwardiańskiej epoce był muzykiem relatywnie nieznanym. John Lunn urodził się 13. maja 1956 roku w rodzinie o muzycznych korzeniach – jego ojciec był saksofonistą w zespole jazzowym, a ten metalowy instrument o charakterystycznym dźwięku będzie w przyszłości w produkcjach kinowych o rodzinie Crawleyów nie tylko wprowadzać naszych bohaterów w nową epokę, ale i ukazywać ewolucję postaci, szczególnie kobiecych i budzącej się w nich większej niezależności. John sam zresztą należał w pierwszej połowie lat 80. ubiegłego wieku do grupy „Man Jumping” odpowiadając za kontrabas i keyboard. Pod koniec dekady związał się ze stacją telewizyjną BBC Scotland, dla której stworzył wiele soundtracków do ich produkcji, w tym „Hamish Macbeth” (1995-1997), „Lorna Doone” (2000), „Madame Bovary” (2000), „Hotel Babylon” (2006), czy „Little Dorrit” (2006). Przełomem w jego karierze okazał się serial „Downton Abbey”, który emitowany był w latach 2010-2015 i doczekał się aż trzech filmów kinowych. W pierwszych sezonach Lunn używał rożków angielskich, by oddać klimat angielskiej wsi z tamtego czasu, a nawet słuchał folkowych utworów (jak „Dashing Away With The Smooting Iron”), by jak najlepiej uchwycić ducha konkretnych scen, jak i wiejski krajobraz Yorkshire.
Od samego początku nieodłącznym elementem cyklu była krótka fortepianowa suita. Ten słynny trzydziestosekundowy temat muzyczny na zawsze zapisał się w pamięci miłośników kultowego serialu – to w końcu on rozpoczynał każdy odcinek, był więc stałym składnikiem wszystkich epizodów przez pięć lat i jasne było, że soundtracki do kinowych filmów musiały zostać oparte na sprawdzonych i utrwalonych w pamięci fanów już istniejących tematach. Wielkoekranowe ilustracje muzyczne nabrały jednak zupełnie nowego rozmachu za sprawą składu orkiestry – szkocki kompozytor nagrywając soundtrack do serialu mógł liczyć na 35-osobową orkiestrę symfoniczną, w przypadku filmów liczba muzyków wzrosła do 75 osób! I rzeczywiście w muzyce na poprzednich dwóch albumach wyczuć można było rozmach oraz epickość, a znane motywy w oryginalnych i nierzadko zaskakujących aranżacjach nabrały dla słuchaczy całkiem nowego blasku. Szczególnie silnie zostało to zaznaczone na cedeku do „A New Era”, w którym posiadłość Crawleyów stała się planem zdjęciowym dla filmu z Fabryki Snów – tym hollywoodzkim glamourem doprawionym nutką jazzu przesiąknięte były utwory „Kinema”, „All Aboard”, czy „Then You’re In Luck” odpowiedzialne za atmosferę starego Hollywoodu, a do złudzenia przypominający partyturę „Marzyciela” Jana A.P. Kaczmarka track „The Gambler” był tłem muzycznym niemego filmu, który powstawał w domostwie.

Ten jazzowy klimat towarzyszy nam także w „The Grand Finale” już od samego początku i pierwszego numeru „A Night In Piccadilly / I’ll See You Again”, który czerpie garściami z twórczości Noela Cowarda, wybitnego angielskiego dramaturga, kompozytora, piosenkarza, aktora i reżysera w jednym, w środowisku znanego jako „the Master”. Na podobny zabieg zdecydował się Robert Altman w swoim ostatnim obrazie pt. „Gosford Park” z 2001 roku do scenariusza Juliana Fellowsa, z którego wykiełkował pomysł na odcinkowy serial osadzony w postedwardiańskiej Anglii – legendarny amerykański filmowiec zaliczany obecnie za jednego z najważniejszych przedstawicieli kina autorskiego na świecie wykorzystał w filmie muzykę walijskiego aktora Ivora Novello, którego liczne dzieła szybko przyniosły mu sławę w dawnej Wielkiej Brytanii, a na CD piosenki Novello bezbłędnie wykonywał Jeremy Northam, który wcielił się też w artystę w filmie. „The Grand Finale” powraca do tego pomysłu sprzed ćwierć wieku – w otwierającej sekwencji widzimy familię Crawleyów, która udaje się na londyńską premierę sztuki, w której występuje inny znany angielski dramaturg Noel Coward. W tej roli wystąpił Arty Froushan znany z Broadwayu i West Endu, który zaśpiewał w duecie razem z Dominikiem Westem jeden z hitów autora: „Poor Little Rich Girl”. Poza tym usłyszymy też instrumentalne wersje piosenek w „The Stately Homes of England” i „Dance, Little Lady”.
Swingująca stylistyka co prawda przenika do takich kompozycji, jak „The London Season”, czy „A Question of Property”, jednak wśród tej jazzowej zabawy nie zabrakło miejsca dla typowego dla „Downton Abbey” brzmienia – jeszcze na potrzeby serialu John Lunn wyrobił główną bazę tematyczną zaprezentowaną na przestrzeni dwóch pierwszych sezonów cyklu, a w kolejnych bardzo chętnie sięgał po te sprawdzone motywy. W przypadku filmów (a tym bardziej jego finałowej części, która ma być powrotem do znanego i lubianego nam miejsca) chyba nikt z fandomu nie oczekiwał jakiejś muzycznej rewolucji, choć znajdziemy tu kilka ciekawostek, jak „Mr Sambrook” – temat wprowadzający zupełnie nowego bohatera, który jest antagonistą ostatniego rozdziału historii. Nowy blask otrzymuje słynny temat przewodni podzielony na potężniejszy w brzmieniu „Home At Last” oraz delikatniejszy i melancholijny „The County Show”, który potrafi wzruszyć wiernych fanów serii, przywołując wspomnienia. I chociaż na trackliście znajdziemy też nutkę humoru, za którą odpowiada pan Molesley w „Private Lives”, to nie da się ukryć, że trzy końcowe tematy „The Crown Is Passed”, „Amen To That” oraz „End Titles” przyjmują już bardziej elegijną w tonie formę – w końcu żegnamy wszystkich bohaterów, którzy przewinęli się na przestrzeni lat zarówno na tym małym, jak i wielkim ekranie, a znane melodie w nowych aranżacjach czynią to rozstanie ciut znośnym.

WYDANIE CD
Soundtrack z muzyką oryginalną do „Downton Abbey: The Grand Finale” został wydany przez brytyjską firmę Decca Records i jest dystrybuowany w naszym kraju nad Wisłą przez Universal Music Polska w czteropanelowym opakowaniu typu „digisleeve” w ciut większym, kwadratowym formacie – płyta CD z muzyką została umieszona w lewej kieszeni kartonika, natomiast booklet znajdziemy po jego prawej stronie. Polska premiera wydania jest niemałą niespodzianką, ponieważ score do poprzedniej części „A New Era” nie został u nas wydany w ogóle na dyskach fizycznych, choć był on dostępny w wielu europejskich państwach. Edycja na CD zawiera szesnastostronicową książeczkę z inną wersją okładki (projekt z teaserowego plakatu), w której znajdziemy trzynaście fotek z filmu oraz informacje produkcyjne odnośnie nagrania ścieżki dźwiękowej i piosenek. Główna okładka CD wykorzystuje projekt z pełnego posteru kinowego, wizualnie nawiązując do plakatów znanych z kolejnych sezonów serialu z całą obsadą na tle ikonicznego brytyjskiego zamku Highclere Castle. Fakt istnienia wydania fizycznego na pewno docenią miłośnicy muzyki filmowej i audiofile, gdyż płyta kompaktowa CD-Audio to standard bezstratnego cyfrowego zapisu dźwięku – dlatego też ten nośnik trwa w niezmienionej już od czterdziestu lat formie do dziś, ciesząc uszy bardziej wymagających słuchaczy. Miłośnicy czarnych krążków powinni być także ukontentowani, gdyż soundtrack dostępny jest w Polsce również w wersji winylowej.
PODSUMOWANIE
Po piętnastu latach od przekroczenia majestatycznych progów Downton Abbey nadszedł czas, by definitywnie rozstać się ze światem arystokracji dumnie reprezentowanym przez rodzinę Crawleyów, o czym zdaje się przypominać nam nie tylko podtytuł trzeciej filmowej odsłony, ale i aukcja kultowych przedmiotów z serii – pod młotek poszły dziesiątki rekwizytów (ściana z dzwonem w holu służby), kostiumów (morelowa suknia ślubna Lady Mary) oraz elementów scenografii (auto Sunbeam Saloon z 1925 roku). Producent wykonawczy serii Gareth Neame wyznał, że aukcja zorganizowana przez Bonhams była odpowiednim sposobem na uczczenie dziedzictwa serialu, a jednocześnie wielkim wsparciem organizacji Together For Short Lives, która zapewnia opiekę dzieciom żyjącym z chorobami terminalnymi. Nie da się ukryć, że jedną z najbardziej rozpoznawalnych i nierozerwalnych części cyklu jest również jego ścieżka dźwiękowa, skomponowana przez Johna Lunna, który zainspirowany twórczością cenionych brytyjskich muzyków, jak Ralph Vaughan Williams, czy Edward Elgar od samego początku był odpowiedzialny za pejzaż dźwiękowy stanowiący idealną oprawę nie tylko dla angielskiej wsi, ale i jako tło perypetii członków familii hrabiego Granthama oraz jego wiernej służby. „The Grand Finale” to zarówno głęboki ukłon szkockiego kompozytora w stronę kultowej już muzyki, jak i serdeczne przyjęcie oraz przywitanie nowych melodii rozpoczynającej się epoki jazzu, w której czuć nadchodzące zmiany obyczajowe. Serialowi „Downton Abbey” udało się coś, o czym większość serii może jedynie marzyć – godnie rozstać się z miłośnikami cyklu, nie pozostawiając poczucia niesmaku, zażenowania, czy zmęczenia materiału. Tak jak serial zakończył się dekadę temu we właściwym momencie, tak filmowa trylogia robi to ponownie przy dźwiękach nostalgicznego soundtracku – nie jest to jednak ciche angielskie wyjście, a widowiskowe pożegnanie z pompą i przepychem, którego nigdy nie zapomnimy, zamykające jednocześnie pewien okres w dziejach historii współczesnej do którego już nie powrócimy.
Recenzja powstała dzięki współpracy ze sklepem cd-dvd-vinyl.

Zdj. Universal Music









