Miniatura plakatu filmu Skrzydlate świnie

Skrzydlate świnie

2010 | Polska | Komedia | 99 min

Ultrasi z sektora rodzinnego

Gdy kilka dni temu obejrzałem „Skrzydlate świnie” nasunęła mi się myśl, że film ten trafił do kin o pół roku za wcześnie. W trwającej właśnie rządowo-medialnej nagonce na polskie środowisko kibicowskie, temat poruszony przez Annę Kazejak byłby lepszym wabikiem dla przeciętnego widza, co z kolei przełożyłoby się na pokaźniejszy wynik finansowy produkcji. Inna sprawa, czy „Skrzydlate świnie” na niego zasługują, bowiem filmem są zaledwie przeciętnym.


 Dla grupy przyjaciół z Grodziska Wielkopolskiego piłka nożna jest całym życiem. Za swój ukochany klub – Czarnych Grodzisk – bez wahania skoczyliby w ogień. Gdy pewnego dnia ich przywódca, Oskar (odpowiedzialny na meczach za prowadzenie dopingu), przyjmuje propozycję pracy u rywala zza miedzy, wśród kibiców dochodzi do rozłamu. Zdradzający własne ideały Oskar będzie musiał zmierzyć się nie tylko z bratem i dawnymi przyjaciółmi, ale przede wszystkim ze swoim sumieniem i rolą ojca, do której zupełnie nie dojrzał.


Tematyka sportowa jest niezwykle rzadko podejmowana przez polskich filmowców. W mojej pamięci zapisały się jedynie dwa fabularne tytuły – kultowy „Piłkarski poker” oraz „Boisko bezdomnych”. Dołączające teraz do nich „Skrzydlate świnie” w największym uproszczeniu można scharakteryzować jako film o kibicach, z czym jednak nie zgadza się reżyserka. W jej opinii należy bowiem na ów obraz spojrzeć z szerszej perspektywy, a wówczas dostrzeże się w nim uniwersalne kwestie przyjaźni, honoru, trudnych wyborów czy dojrzałości życiowej. Wszystko to nakreślone jest wszak na tle mikrospołeczności futbolowych fanatyków, a stanowisko Anny Kazejak zaskakuje mnie tym bardziej, jeśli zważy się na fakt, na kim skupiał się zwiastun „Skrzydlatych świń” (kibice) oraz gdzie m.in. obraz był promowany (stadiony piłkarskie). Koncentrując się jednak na samym filmie, wypada zgodzić się z panią reżyser, że takiej propozycji w polskim kinie dotąd nie było (oczywiście biorąc pod uwagę produkcje typowo komercyjne). Dla zwykłego zjadacza chleba tłum na stadionie zlewa się w jedną masę, zaś w filmie Kazejak już na samym początku wyjaśnione jest, jakie rodzaje kibiców znajdują się na trybunach, czyli pikniki (sektor rodzinny, cisza i spokój), ultrasi (zasiadają w tzw. „młynie”, przygotowują oprawy meczowe, prowadzą fanatyczny doping) oraz hoolsi (odpowiedzialni za zadymy). Bohaterowie „Skrzydlatych świń” należą do drugiej z wymienionych grup, choć zachowania typowo chuligańskie także nie są im obce. Anna Kazejak pokazuje ich podczas „akcji” oraz w życiu prywatnym, w którym – w przeciwieństwie do stadionowych trybun – są jednostkami zagubionymi, nieporadnymi, by nie rzec przegranymi. Ta socjologiczna obserwacja nie jest jednak oderwana od świata futbolu, który „duchem” obecny jest w zasadzie od początku do końca filmu. Dlatego tym bardziej dziwią mnie słowa reżyserki, jakoby jej obraz nie był skierowany do kibiców. Do kogo zatem? Na pewno nie do miłośników komedii, gdyż humoru w „Skrzydlatych świniach” nie ma wiele. Także nie do wielbicieli dramatów, ponieważ przypięcie niniejszej produkcji takiej łatki byłoby kpiną z całego gatunku. Moim zdaniem jest to właśnie film dla fanów piłki nożnej, choć raczej pikników niż ultrasów, o hoolsach nie wspominając. Kazejak przedstawia środowisko kibicowskie w sposób zbyt uproszczony, po łebkach, naginając realia do potrzeb swojego „politycznie poprawnego” dzieł(k)a. Widoczne są braki w jej wiedzy na poruszany temat, można wręcz odnieść wrażenie, że reżyserka (i zarazem współautorka scenariusza) coś gdzieś zasłyszała, coś także poczytała i na tej tylko podstawie zdecydowała się stworzyć film. Choć uchybienia te mogą mieć zgoła inne uzasadnienie, jeśli wziąć pod uwagę fakt, kto jest dystrybutorem „Skrzydlatych świń”, a zarazem którego klubu piłkarskiego jest to właściciel, oraz przeciwko komu przez kilkanaście miesięcy toczył swoistą krucjatę… Być może jest to tylko przypadek, choć łącząc ze sobą te fakty, dość cukierkowy obraz kiboli w filmie Anny Kazejak ani trochę mnie nie zdziwił.


Podczas kampanii reklamowej bodaj największe wątpliwości budziło obsadzenie w głównej roli Pawła Małaszyńskiego. Piotr z „Magdy M.” jako przywódca kiboli? Osobiście cieszę się z takiego właśnie wyboru, bowiem doceniam wysiłki aktora, który już od dłuższego czasu próbuje opuścić szufladkę, w jakiej się znalazł. Moim zdaniem wizerunek Małaszyńskiego stworzony przez media jest dla niego krzywdzący, ponieważ lider rockowej kapeli Cochise nie jest znowuż takim słodkim chłopcem, za jakiego uchodzi. A to, że grać potrafi przyzwoicie, pokazał w „Skrzydlatych świniach”, przez co życzę mu – zachowując odpowiednie proporcje – drogi, jaką przeszedł np. Leonardo DiCaprio.
Kontynuując wątek aktorski wypada wspomnieć o Piotrze Roguckim, szerzej znanego z popularnego zespołu Coma. W jego przypadku była to transakcja wzajemna – artysta obsadzony został w jednej z głównych ról, a ścieżka dźwiękowa wzbogacona została utworami Comy (moim zdaniem niepotrzebnie, bowiem znacznie ciekawiej prezentuje się ilustracyjna muzyka autorstwa Łukasza Targosza). Rogucki-aktor spisuje się jak najbardziej poprawnie, wszak to absolwent łódzkiej filmówki. Do tego jego aparycja idealnie pasuje do postaci, którą kreował.
Na koniec wzmianka o epizodycznej roli Andrzeja Grabowskiego. Według mnie to najjaśniejszy i najprawdziwszy punkt całego filmu, idealnie oddający specyfikę polskich stadionów.


Jakim obrazem są zatem „Skrzydlate świnie”? Jako fan piłki nożnej i aktywny kibic znalazłem w produkcji Anny Kazejak trochę dla siebie, dzięki czemu oglądało mi się ją w miarę dobrze. Przyznam jednak, że nastawiony byłem właśnie na kino rozrywkowe, które temat kibiców podejmie dość luźno, pobieżnie, zachowując pozory. Film wielkich emocji nie dostarczył, do czego przyczyniły się opisane wyżej zarzuty, jak i słabe zakończenie, w którym po zbyt krótkim punkcie kulminacyjnym następuje nagły i infantylny finał. Obejrzeć można, tak jak i sobie darować – w obu przypadkach niewiele jest do stracenia.

Reżyseria
Dystrybutor
Premiera
05-11-2010 (Polska)
25-05-2010 (Świat)
3,6
Ocena filmu
głosów: 7
Twoja ocena
chcę zobaczyć
0 osób chce go zobaczyć
dodaj do ulubionych
0 osób lubi ten film
obserwuj
0 osób obserwuje ten tytuł
dodaj do filmoteki
0 osób ma ten film u siebie

dodaj komentarz

Możesz pisać komentarze ze swojego konta - zalogować się?

redakcja strony

Mariusz Kłos
Radosław Sztaba