duża fotografia filmu Lew
Miniatura plakatu filmu Lew

Lew

Le lion

2020 | Francja, Belgia | Komedia | 95 min

Dobry pomysł to za mało, czyli krótka historia o francuskiej komedii [recenzja DVD]

Komedia pełni swoją funkcję, gdy śmieszy – to w końcu jej zasadniczy cel. Jest jednak różnica między komedią z inteligentnym humorem, ciekawymi dialogami i wciągającą fabułą, a filmem oferującym tanią rozrywkę i żarty na niskim poziomie, które zamiast szerokiego uśmiechu na twarzy, wywołują raczej grymas zażenowania. „Lew” w reżyserii Ludovica Colbeau-Justina znajduje się gdzieś pośrodku. Dlaczego? O tym za chwilę, a teraz zacznijmy od historii przedstawionej w filmie, bowiem niebanalny pomysł na fabułę to najmocniejsza strona „Lwa”.

Léo Milan (Dany Boon), zamknięty w szpitalu psychiatrycznym, usiłuje przekonać lekarzy, że jest zdrowy i tak naprawdę jest tajnym agentem o pseudonimie Lew. Jego terapię prowadzi doktor Romain (Philippe Katerine), który nie przejmuje się zbytnio opowieściami swojego pacjenta. Sytuacja się zmienia, gdy narzeczona psychiatry, Louise (Anne Serra), zostaje porwana. Romain postanawia wówczas zaufać swojemu podopiecznemu i razem ruszają na poszukiwania Louise.

Pomysł na komedię wydaje się trafiony w dziesiątkę. Mamy tu oryginalną, nieco zwariowaną fabułę, ale przy tym dającą duże możliwości w zakresie zabawnych scen, dialogów czy nieoczekiwanych zwrotów akcji. Jednak ta ciekawość, którą początek "Lwa" niewątpliwie wzbudza w widzach, w trakcie seansu gdzieś umyka. Tak jakby w drugiej połowie filmu zabrakło paliwa, by napędzić fabułę. Jako widzowie zaczynamy przejażdżkę w Lamborghini, a kończymy w starym trabancie… Szkoda, bo z takiego pomysłu można było wyciągnąć znacznie więcej.

Ale widzów można rozśmieszać na różne sposoby. Nieraz bywało, że przeciętny film został uratowany dzięki świetnemu aktorstwu. W przypadku „Lwa” niestety tak nie jest. Weteran francuskich komedii, Dany Boon, chyba się trochę w „Lwie” zagalopował. Trudno nie odnieść wrażenia, że poszedł za bardzo w stronę wygłupów, a za mało – przekonującego aktorstwa. Z tym kierunkiem należy uważać, o czym swego czasu boleśnie przekonał się Jim Carrey. Łatwo znaleźć się w szufladce „aktor do wygłupów”, ale wyjść z niej bardzo trudno. Nie jestem więc pewna, czy Dany Boon obrał właściwy kierunek, ale pozostaje mieć nadzieję, że nie będzie pojawiał się od tej pory wyłącznie w tego rodzaju skrajnie przerysowanych rolach. Bo znając inne jego filmowe wcielenia wiem, że stać go na więcej.

Philippe Katerine niestety mnie zupełnie nie przekonał. Prawdopodobnie jego bohater miał być spokojny, opanowany i zabawny w swojej nieporadności w gangsterskim świecie. Od razu na myśl przychodzi mi „Depresja gangstera” z 1999 roku w reżyserii Harolda Ramisa, gdzie również mamy dwóch głównych bohaterów, z których jeden jest psychiatrą (Billy Crystal). Jednak na samej idei postaci porównania się kończą. Niestety, o ile Billy Crystal wciągnięty wbrew swojej woli w gangsterskie porachunki autentycznie śmieszył, o tyle Philippe Katerine  w „Lwie” tak zabawny nie jest. To duża strata dla filmu, a przy nijakości Philippe’a Katerine’a wygłupy Dany’ego Boona wydają się jeszcze bardziej przesadzone.

Mając jednak na względzie, że „Lew” to dopiero reżyserskie początki Ludovica Colbeau-Justina, trzeba też szczerze przyznać, że film ma kilka zalet. To mocno zwariowana komedia z mnóstwem nagłych zwrotów akcji i nieoczekiwanych zdarzeń, i choć można by w scenariuszu to i owo poprawić, oryginalność fabuły sprawia, że „Lwa” ogląda się całkiem przyjemnie. Ot, taka francuska lekka komedyjka na odprężający wieczór. Dobrze dobrana muzyka podkreśla wartką akcję i dobrze komponuje się z całością.

Jeśli nie jesteście entuzjastami francuskich komedii, to nie zachęcam do obejrzenia „Lwa”. Szczerze wątpię, by właśnie ten film miał was przekonać do gatunku. Jednak jeżeli humor francuskich komedii to zdecydowanie „wasza bajka”, dajcie szansę „Lwu” Ludovica Colbeau-Justina. Warto też pamiętać, że czasem film z humorem opartym na wygłupach, zabawnych minach i zwariowanej akcji to zwyczajnie to, czego w danym momencie najbardziej potrzebujemy.

Wydanie DVD oferuje nam film w wersji oryginalnej z napisami lub z lektorem. Zawiera również zwiastun „Lwa”, a dodatkowo dystrybutor zamieścił na płycie także kilka zwiastunów innych produkcji.

Recenzja powstała dzięki współpracy z Monolith Video - dystrybutorem filmu na DVD.


3,0
Ocena filmu
głosów: 1
Twoja ocena
chcę zobaczyć
0 osób chce go zobaczyć
dodaj do ulubionych
0 osób lubi ten film
obserwuj
0 osób obserwuje ten tytuł
dodaj do filmoteki
0 osób ma ten film u siebie

dodaj komentarz

Możesz pisać komentarze ze swojego konta - zalogować się?

redakcja strony

Arkadiusz Chorób