duża fotografia filmu King's Man: Pierwsza misja
Miniatura plakatu filmu King's Man: Pierwsza misja

King's Man: Pierwsza misja

The King's Man

2021 | USA, Wielka Brytania | Akcja, Przygodowy, Komedia

Prequel skrojony na miarę [recenzja DVD]

Arkadiusz Kajling | 06-08-2022
Gdy film „Kingsman: Tajne służby” zadebiutował w kinach w 2014 roku okazał się sporym zaskoczeniem i sukcesem na wielu frontach: szpiegowska produkcja zarobiła na świecie aż 414 milionów dolarów (z czego 760 tysięcy przypadło na Polskę), spotkała się z przychylnymi recenzjami krytyków oraz pozytywnymi wrażeniami stałych bywalców kin, rozpoczynając tym samym karierę Tarona Egertona i windując młodego aktora na szczyt popularności. Nie dziwi więc fakt, że trzy lata później doczekaliśmy się sequela „Kingsman: Złoty krąg”, który powtórzył sukces swojego poprzednika. Tym samym została zapoczątkowana nowa franczyza wytwórni 20th Century Studios, oparta na kanwach powieści graficznej Marka Millara z planowanymi przez reżysera Matthew Vaughna kolejnymi odsłonami serii: trzecim w kolejności filmie z następującymi po sobie wydarzeniami oraz prequelem całej historii, który po dwóch latach ciągłego przekładania premiery zadebiutował w końcu na dużym ekranie w grudniu 2021 roku (w Polsce na początku stycznia 2022 roku), odkrywając przed nami fascynujące korzenie powstania tej tajnej organizacji szpiegowskiej. 

Film rozpoczyna się w 1902 roku, w Afryce Południowej. Orlando, książę Oksfordu, w związku ze swoją pracą dla Czerwonego Krzyża odwiedza obóz dla internowanych podczas II wojny burskiej razem ze swoja żoną Emily i synkiem Conradem. Podczas ataku na obóz Emily zostaje śmiertelnie ranna – odchodząc wymaga na mężu obietnicę, by ich syn nigdy więcej nie zobaczył wojny. Mija dwanaście lat, w ciągu których Orlando zdołał utworzyć siatkę szpiegowską, której celem jest ochrona Wielkiej Brytanii i Imperium Brytyjskiego przed nadciągającą wojną. Organizacja składa się ze służących zatrudnionych przez najpotężniejszych dygnitarzy świata, a sam książę Oksfordu zwerbował do niej własnych podwładnych – Sholę i Polly. Gdy Conrad chce zaciągnąć się do wojska, ojciec zabrania mu tego pamiętając ciągle obietnicę, którą złożył umierającej żonie – w tym celu przekonuje ministra wojny Lorda Kitcheneram, by mu w tym pomógł. W tym samym czasie Orlando odkrywa spisek, który ma na celu skłócenie trzech mocarstw: Cesarstwa Niemieckiego, Imperium Rosyjskiego i Imperium Brytyjskiego, a także siedzibę wrogiej organizacji umiejscowioną na odosobnionym klifie. Wśród agentów znajduje się m.in. holenderska tancerka i jednocześnie kobieta-szpieg Mata Hari, czy rosyjski mistyk Rasputin - zaufany doradca cara Rosji, Mikołaja…

Wyraźnie widać, że autorzy scenariusza Karl Gajdusek i Matthew Vaughn chcieli „upchnąć” jak najwięcej postaci historycznych w swoim najnowszym dziele - film przenosi nas wstecz o cały wiek, więc filmowcy postarali się o jak największy zespół znanych ludzi ówczesnej sceny nie tylko politycznej, ale i rozrywkowej, jak i światowej – mamy więc Vladimira Lenina (August Diehl), Adolfa Hitlera (David Cross), Woodrowa Wilsona (Ian Kelly), a nawet Rasputina (Rhys Ifans), czy Matę Hari (Valerie Pachner), którzy dodają swoistego smaku opowieści rozgrywającej się na ekranie, podobnie jak w przypadku „Bękartów wojny” Quentina Tarantino. Film fabularny to nie dokumentalny projekt i nie musi ściśle trzymać się kart historii – ma dostarczyć nam rozrywki, a nie uczyć biografii i wydarzeń z przeszłości. Zainteresowani poszczególnymi tematami i konkretnymi osobami z pewnością i tak zasięgną wiedzy u źródeł, co dodatkowo zaliczyłbym jako pozytyw „Pierwszej misji”. 

Dwie poprzednie odsłony zdążyły przyzwyczaić widzów do Colina Firtha i Taron Egertona, którzy bez wątpienia byli wizytówką obu części – w prequelu centralnym bohaterem jest postać grana przez Ralpha Fiennesa. Brytyjski aktor to klasa sama w sobie, a jego rola jest pełna powagi i majestatu, trochę przypominająca niektóre kreacje w bogatym dorobku artysty (nie będę ukrywać, że Fiennes trzymający na wodzy emocje i siedzący dostojnie w fotelu w swojej posiadłości w stylu palladiańskim przywodzi na myśl księcia Devonshire z „Księżnej” z 2008 roku). Jednak ten prominentny angielski aktor to tylko czubek znakomitej brytyjskiej obsady, którą zwerbowano do „Pierwszej misji”. Drugą niezwykle ważną postacią jest Conrad, sportretowany w filmie przez Harrisa Dickinsona. Młody aktor dał się poznać szerszej widowni dopiero w „Czarownicy 2” po występach w kilku mniejszych i niezależnych produkcjach (chociażby „Matthias i Maxime” uznanego kanadyjskiego reżysera Xaviera Dolana), w których grał jedynie drugoplanowe role. Dopiero „King’s Man” pozwala ciut bardziej rozwinąć skrzydła Harrisowi i w końcu postawić jego osobę w centrum uwagi. Czy film będzie dla niego przepustką do świata Hollywoodu, tak jak dla Tarona? W filmografii Brytyjczyka na swoją premierę czeka już kilka produkcji, ale czas pokaże, czy Dickinsonowi uda się wykorzystać swoje pięć minut. Za kreację Rasputina odpowiedzialny jest Rhys Ifans, który przeszedł małą transformację. Filmowa rola faworyta cara Mikołaja może wydawać się na wskroś przerysowana, jednak daję głowę, że oczy Alice’a Coppera będą prześladować niejednego widza w koszmarach. W tej zdecydowanie męskiej obsadzie wyróżnia się Gemma Arterton, która w dorobku ma już wiele filmów, w tym blockbusterów spod znaku kina akcji – warto wspomnieć tu występy w „Księciu Persji” Disneya i  „007 Quanton of Solace”, czyli filmie o przygodach Jamesa Bonda. Sama aktorka w bardzo pozytywnych słowach wypowiada się o swojej postaci – „Polly to kobieta silna i zdecydowana, wydaje się być najmądrzejszą osobą w pomieszczeniu, ale też cechuje ją wysokie poczucie humoru.” Gemma zaznacza, że grana przez nią postać nie należy do arystokracji, jest osobą praktyczną, wywodzącą się z klasy robotniczej - z tego też powodu Arterton razem z reżyserem zdecydowali, że postać niani będzie mówić z akcentem Yorkshire, by dodać jej więcej autentyzmu.

O filmie „Kingsman: Tajne służby” dowiedziałem się w dosyć nietypowy sposób, a to za sprawą… bloga modowego Mr. Vintage. Jego autor Michał Kędziora chwalił wyrafinowany styl bohaterów tej „najlepiej ubranej produkcji ostatnich lat” - popularność obrazu zainspirowała nawet twórców do wypuszczenia własnej marki „Kingsman” z garderobą nawołującą do filmowych kostiumów (przypomina mi to sytuację z zaledwie roku wcześniej, gdy w 2013 roku Brooks Brothers wypuściło linię inspirowaną garniturami Jaya Gatsby’ego z filmu „Wielki Gatsby” Baza Luhrmanna). „Pierwsza misja” rozgrywa się w późnej epoce edwardiańskiej (choć dla wielu zakończyła się ona jeszcze przed zatonięciem „Titanica”), zwiastującej kres ery dżentelmenów i świata arystokracji – jest to chyba moja ulubiona epoka w dziejach Wielkiej Brytanii, którą świetnie wykreowano w książkach E.M. Forstera i ich filmowych adaptacjach duetu James Ivory-Ismail Merchant („Pokój z widokiem”, „Powrót do Howards End”) – Michele Clapton odpowiedzialna za kostiumy postawiła na prostotę i elegancję, nie wychodząc poza ramy historii, ale też i inwencji, przez co nie przebiła przebojowością projektów Arianne Phillips, które miały niepowtarzalny charakter oraz wskrzeszały ducha epoki. 

Za muzykę do najnowszej części „Kingsmanów” odpowiadają Matthew Margeson oraz Dominic Lewis – pierwszy z nich wspólnie z Henry’m Jackmanem współtworzył ilustrację do poprzednich dwóch odsłon obrazu, więc powrót Amerykanina oznaczał pewną ciągłość dla projektu. Już trzy pierwsze tracki „The King’s Man”, „The Promise” oraz „Savile Row” zwiastują nam epickie widowisko, a brzmią tym okazalej, jeśli odtworzymy je bez obrazu – rozpoczynające się niespiesznie i angażujące całą orkiestrę są wręcz idealnym wstępem do całego albumu. Paradoksalnie najsłabiej na soundtracku wypadają utwory towarzyszące scenom akcji, które w filmie sprawują się jednak wyśmienicie – być może ma to związek z naprzemienną zmianą tempa, jednak i w tym gronie znajdą się perełki, takie jak „We Three Kings”, czy dostarczający chyba najwięcej zabawy „Dance On Your Graves”, wykorzystujący uwerturę „Rok 1812” Piotra Czajkowskiego i elementy rosyjskiego utworu folkowego „Kalinka”. Podoba mi się taka żonglerka elementami kultury i historii - twórcy są tutaj królami rozrywki, którzy nie ukrywają, iż prezentowane przedstawienie ma dostarczyć nam przede wszystkim czystej rozrywki. Puszczają oko do swej publiczności i w mig odgadują jej oczekiwania, dzięki czemu my możemy czerpać nieskrywaną przyjemność z seansu.

WYDANIE DVD

Obraz na płycie zapisano w formacie 2.39:1 i sprawuje się on wprost wyśmienicie – nie uświadczymy żadnego artefaktu, czy najmniejszych błędów, transfer jest czysty i wyraźny, a to ważne przy tak spektakularnych filmach akcji. Kolory są soczyste i naturalnie nasycone nie tylko w pomieszczeniach, ale i w plenerze (wyjątkiem są tutaj sceny prologu, które zawierają cieplejsze barwy). Mam wrażenie, że w tej części „Kingsmanów” położono większy nacisk, a także dopracowano detale scenografii, kostiumów, czy charakteryzacji aktorów, niż przy poprzednich filmach. Szczegóły te jeszcze wyraźniej dostrzegamy w domowym zaciszu, jak chociażby mroczny makijaż Rasputina, pod którym Rhys Ifans jest wręcz nie do poznania. Na uwagę zasługują sceny walk podczas wojny, stworzone w oparciu o CGI, które wyglądają wiarygodnie i nie dostrzeżemy w nich sztuczności. Ścieżka dźwiękowa odgrywa tu nie mniejszą rolę, dając popis możliwości w kliku większych scenach – ja najbardziej zapamiętałem początkową akcję w obozie z głośnymi wystrzałami z broni świetnie rozłożonymi na poszczególne kanały. Zarówno oryginalna ścieżka dźwiękowa jak i polska wersja lektorska zostały zapisane w formacie Dolby Digital 5.1. Dialogi są czyste i wyraźne, również w scenach akcji, najkorzystniej wypadają oczywiście w wersji angielskiej, szczególnie podczas scen walk, którym towarzyszą wybuchy i eksplozje (w polskiej wersji lektorskiej efekty dźwiękowe są ciut wyciszone, więc bardziej skupiamy się na głosie lektora, a nie bohaterów, czy otoczenia). Nic nie można zarzucić także muzyce filmowej – zarówno oryginalny score, jak i klasyczne utwory brzmią bardzo bogato, czasem wręcz dynamicznie, budując napięcie i klimat do ostatnich chwil projekcji. Wydanie nie zawiera żadnych materiałów dodatkowych, a statyczne menu płyty dostępne jest w naszym rodzimym języku. 

“King’s Man: Pierwsza misja” to długo wyczekiwany prequel popularnej serii o tajnej organizacji Kingsman, czyli niezależnej, elitarnej i zamkniętej grupie świetnie wyszkolonych agentów specjalnych, działających na całym świecie. Mimo, iż przez wielu kinomanów franczyza nazywana jest pastiszem kina szpiegowskiego, pierwsze dwie części odniosły niezaprzeczalnie niebywały sukces, aż prosząc się o popularne dziś “origin story”. I rzeczywiście najnowszy film rzuca nieco światła na kulisy narodzin agencji, która działa pod przykrywką londyńskiej pracowni krawieckiej, wprowadzając zupełnie nowych bohaterów na tle prawdziwych wydarzeń historycznych. Dobrze wiedzieć, że filmowcy w dalszym ciągu po tylu latach wciąż mrugają do widzów - przekonują nas, że mimo iż czasy się zmieniają to dobrze skrojony garnitur w dalszym ciągu pełni rolę zbroi współczesnego dżentelmena, którą warto mieć dziś w swojej szafie. Tak na wszelki wypadek.

Recenzja powstała dzięki współpracy z Galapagos Films - dystrybutorem filmu na DVD.



Reżyseria
Dystrybutor
Disney
Premiera
05-01-2022 (Polska)
22-12-2021 (Świat)
Inne tytuły
Kingsman: The Great Game, The Statesman
4,0
Ocena filmu
głosów: 1
Twoja ocena
chcę zobaczyć
1 osób chce go zobaczyć
dodaj do ulubionych
0 osób lubi ten film
obserwuj
0 osób obserwuje ten tytuł
dodaj do filmoteki
0 osób ma ten film u siebie

dodaj komentarz

Możesz pisać komentarze ze swojego konta - zalogować się?

redakcja strony

Radosław Sztaba
Arkadiusz Chorób