duża fotografia filmu Elvis
Miniatura plakatu filmu Elvis

Elvis

2022 | Australia, USA | Biograficzny, Dramat, Muzyczny | 159 min

Nowe szaty króla [recenzja Blu-ray]

Arkadiusz Kajling | 30-09-2022
Baz Luhrmann jest jednym z tych filmowców, którego twórczość albo się uwielbia, albo nienawidzi. Jedni zarzucają mu kicz i chaotyczne tempo narracji, dla drugich w tym dość specyficznym stylu opowiadania historii kryje się magia srebrnego ekranu, dla której odwiedza się kina. Ja należę do tej drugiej grupy, gdyż to właśnie od czasu „Moulin Rouge!” zaczęła się moja przygoda z filmowym światem. Powiedzieć, że film z Nicole Kidman mnie zachwycił, to tak, jakby nie powiedzieć nic – on mnie olśnił, oczarował i wprowadził w permanentny stan upojenia odradzającym się na nowo popularnym w latach 50. ubiegłego wieku gatunkiem filmowym, jakim jest musical. Dzieło australijskiego reżysera do dziś jest w mojej ścisłej czołówce TOP10 filmów, które posiadają tę rzadką dziś cechę przykuwania widza do ekranu już od pierwszych sekund seansu i prezentacji loga wytwórni. W tej dziedzinie Baz nie ma sobie równych i konsekwentnie kontynuował ten zabieg zarówno przy „Australii” jak i „Wielkim Gatsbym”. Logo wytwórni Warner Bros. na szczęście podzieliło również los jego poprzedników – krótkie intro z odbijającym się echem utworem „Suspicious minds” nie tylko wprowadza nas w charakterystyczny świat narracji Luhrmanna, ale sprawia, że szczęka opada nam już od pierwszych chwil projekcji „Elvisa”, zapowiadając kino stworzone z rozmachem, przepychem i splendorem, gloryfikujące niezwykłe dokonania ikony muzyki. Jak prezentuje się Król rock’n’rolla ubrany w nowe szaty Baza Luhrmanna?

Film opowiada historię życia i kariery jednej z największych ikon muzyki i popkultury – Elvisa Presleya, widzianą z perspektywy jego długoletniego menadżera Toma Parkera. Opowieść rozpoczyna się w 1997 roku, gdy nasz narrator (zwany też „Pułkownikiem”) leży na łożu śmierci i wspomina czasy świetności gwiazdora, którego sam stworzył. Pulsujące neonami Las Vegas zabiera Toma Parkera w wycieczkę w przeszłość, gdy po raz pierwszy spotkał przyszłego idola Ameryki. Elvis urodził się w 1935 roku w Tupelo, w jednej z najbiedniejszych części stanu Mississippi, a jego ucieczką od szarej rzeczywistości były komiksowe przygody Kapitana Marvela oraz muzyka. Gdy Parker słyszy po raz pierwszy Elvisa w kawałku „That’s All Right” – białego chłopaka, który śpiewa jak ciemnoskóry mieszkaniec Ameryki – od razu wie, że wokalistka skrywa wielki talent, dostrzegając przy tym też jego potencjał łączenia różnych gatunków muzycznych. Jeszcze tej samej nocy poznaje młodzieńca podczas muzycznego show i składa mu propozycję wyłącznego zarządzania jego przyszłą karierą, obiecując wyciągnięcie rodziny z biedy. Jednak już pierwsze sukcesy, wygląd i sensualny taniec piosenkarza zaczynają wzbudzać kontrowersje i dzielić odbiorców, przyciągając zainteresowanie konserwatystów, w tym senatora stanu Jima Eastlanda, który obawia się zepsucia najmłodszych słuchaczy. By uspokoić nastroje Elvis zostaje przydzielony do amerykańskiej armii. Podczas służby dowiaduje się o śmierci matki, a ukojenia szuka w ramionach nowo poznanej Priscilly Beaulieu, z którą wkrótce bierze ślub, następnie kontynuując karierę filmową i wznawiając trasy koncertowe. Jednak intensywne tempo życia zaczyna szybko odbijać się na zdrowiu oraz rodzinie Elvisa, a za sukces przyjdzie mu zapłacić najwyższą cenę…

Szybkie, czy wręcz chaotyczne czasem tempo to swego rodzaju wizytówka Baza Luhrmanna i każdy, kto widział choć jeden z jego trzech ostatnich filmów z pewnością to przyzna. W przypadku najnowszego dzieła świetnie zazębia się ono z energicznym bohaterem i jego żywiołową muzyką – bogate życie Elvisa okazało się najwyraźniej zbyt okazałe, by zmieścić je w dwuipółgodzinnym filmie i niektóre z wątków zostały dosyć okrojone, jak chociażby pobyt muzyka w wojsku. Mimo, iż twórcy zarzekali się, że będą się trzymać ściśle faktów z życia artysty, to wiele scen zostało zmienionych ze względu na atrakcyjność fabuły – występ w smokingu z psem to nie pomysł „Pułkownika” jak sugeruje obraz, Elvis nigdy nie został wyprowadzony przez policję podczas swojego koncertu w Memphis i nie wstąpił do wojska, by ostudzić kontrowersje związane z jego występami, ani też nie zwolnił swojego menadżera ze sceny. Te nieścisłości wynagradza nam natomiast warstwa wizualna filmu, która jest godną oprawą barwnego życia muzyka – ekipa produkcyjna zdołała dokonać małego cudu i przeistoczyć różne lokacje Queensland w północno-wschodniej Australii w typowe, amerykańskie miasteczka.

To już pewnego rodzaju tradycja, że wszystkie filmy Luhrmanna powstają w jego ojczyźnie, a nad kolejnymi obrazami Australijczyk współpracuje z długoletnimi partnerami, w tym z jego żoną Catherine Martin. To dwudziestopięcioletnie małżeństwo jest świetnym przykładem na to, że można razem tworzyć zgrany team również poza życiem prywatnym. Martin jest już laureatką czterech Oscarów (dwie nagrody Akademii za kostiumy i scenografię do „Moulin Rouge!” i dwie kolejne w tych samych kategoriach za „Wielkiego Gatsby’ego”) oraz pięciu nagród BAFTA (w tym za „Romeo i Julię” i „Roztańczonego buntownika”), a każdy jej wkład we wszystkie dzieła męża owocował przynajmniej nominacjami do najważniejszych nagród, co tylko potwierdza jej błyskotliwość i oryginalność. Najnowszy projekt wymagał od Martin m.in. zrekonstruowania kultowych estradowych strojów gwiazdora i dopasowania ich nie tylko do sylwetki Austina Butlera, ale i konkretnej sceny (czarny skórzany kostium z koncertu z ’68 roku zawierał różne wariacje spodni w zależności od ruchów aktora; Martin dodatkowo stworzyła ich nieco dłuższą wersję, by zakrywały w całości skarpetki widoczne na oryginalnym nagraniu). Wykorzystano również ulubiony zestaw kolorów samego Elvisa, a więc różowy i czarny, a ikoniczny garnitur został uszyty w taki sposób, by oddawać każdy, nawet najdelikatniejszy ruch ciała, co doskonale widzimy podczas żywiołowej sceny koncertu.

Wielką gwiazdą filmu jest Austin Butler, który w castingu pobił takie znane nazwiska jak Ansel Elgort, Miles Teller, Aaron Taylor-Johnson, czy Harry Styles – Luhrmannowi zaimponowało nagranie młodego aktora z piosenką „Unchained Melody”, a dodatkową rekomendację otrzymał od samego Denzela Washingtona. Jeszcze trzy lata wcześniej nazwisko Austina kojarzyło się z młodzieżowymi produkcjami dla nastolatków, dziś jest ono wszędzie, a z każdej strony płyną pochwały odnośnie jego filmowej interpretacji króla rock’n’rolla. Butler poświęcił wiele czasu, by opanować charakterystyczny sposób mówienia i poruszania się Elvisa, a efekty jego ciężkiej pracy możemy sprawdzić porównując poszczególne wykonania utworów na żywo z filmem, m.in. „Suspicious Minds”, czy „If I Can Dream”. Aktor opanował manierę Presleya do perfekcji dzięki pomocy choreografki Polly Bennett i wskazówkom aktora Ramiego Maleka – zdobywcy nagrody Amerykańskiej Akadamii za sportretowanie Freddy’ego Mercury’ego w „Bohemian Rhapsody”. Czy to wieszczy również Oscara dla amerykańskiego aktora? Zobaczymy. Mimo, iż to nie pierwsza próba zrekonstruowania wizerunku artysty, to dopiero przy najnowszej odsłonie z 2022 roku mamy wrażenie, że przez aktora przemawia duch zmarłego tragicznie piosenkarza, który opanował ciało odtwórcy roli. Roli, która odbiła się szerokim echem w filmowym świecie i na długo zostanie zapamiętana. 

Nazwisko, które miało przyciągnąć uwagę widzów to oczywiście Tom Hanks, odgrywający rolę „Pułkownika” Toma Parkera. Hanks gra postać w swojej karierze, której jeszcze nie widzieliśmy, ukrytą częściowo pod makijażem i kostiumem, wymagającym aż pięciogodzinnego przygotowania na krześle charakteryzatora każdego dnia. Jak twierdzi sam aktor, było to dla niego niczym zbroja, za którą się skrył, a sama postać bohatera Elvisa wymagała takiego „czarnego charakteru” jak Parker. Jednak w tym wypadku bohatera negatywnego gra ulubieniec Ameryki, którego działania łatwiej jest nam usprawiedliwić. W przeciwieństwie do Butlera, który miał za zadanie zinterpretować znaną wszystkim wersję Elvisa, Hanks miał ten luksus stworzenia postaci „Pułkownika” od podstaw - osoby, której tak naprawdę nikt nie poznał, odpowiedzialnej za narodziny i ukształtowanie ikony popkultury wszechczasów.

Niezwykle ważną częścią każdej produkcji Baza Luhrmanna jest ścieżka dźwiękowa, która często wysuwa się na pierwszy plan za sprawą inteligentnego i nowatorskiego łączenia różnych muzycznych światów. „Moulin Rouge!” łamało utrwalone przez dekady sztywne zasady musicalu, przedstawiając współczesną muzykę w wystylizowanej interpretacji, jakiej nie było dane nam jeszcze oglądać w kinie. I mimo, iż „Wielki Gatsby” musicalem nie był, to jego soundtrack do dziś wybrzmiewa mi w pamięci za sprawą błyskotliwego połączenia hip-hopu z muzyką ery jazzu przy wykorzystaniu znanych światowych wykonawców, jak Lana del Rey, czy Florence + The Machine. Dlatego nikogo nie powinien dziwić fakt, że album do „Elvisa” wypełniony jest coverami znanych przebojów króla rock’n’rolla, począwszy od przebojowego wykonania „If I Can Dream” Maneskina, aż po sentymentalne „Can’t Help Falling In Love” gwiazdy country Kacey Musgraves. Nowe tracki skomponowane na potrzeby filmu to „Vegas” w wykonaniu Doja Cat, który jest hołdem dla „Hound Dog” Big Mamy Thornton – utworu, którego słynną wersję wykona kilka lat później sam Presley, czy „The King And I” rapera Eminema. 

Ciekawym zabiegiem jest mariaż „Viva Las Vegas” z instrumentalną wersją „Toxic” Britney Spears – nie chodzi tylko o aspekt muzyczny (końcowy efekt jest nadzwyczaj udany), ale o połączenie piosenek dwóch artystów, którzy przez lata żyli w złotych klatkach, będąc przy tym wykorzystywanymi przez najbliższe osoby zarządzające ich karierami. Trudno o bardziej dosadny przekaz dla młodszego pokolenia widzów, które bardzo aktywnie śledziło w sieci rozwój wypadków dotyczących życia amerykańskiej księżniczki popu. Warto też dodać ciekawostkę, że to Austin Butler wykonuje wszystkie utwory Elvisa w jego młodości, natomiast prawdziwe wykonania piosenek Presleya wykorzystane zostały dopiero w dalszej części filmu, gdy bohater jest znacznie starszy – pozwoliło to nie tylko odczuć zmianę barwy głosu na przestrzeni lat życia artysty, ale i docenić umiejętności wokalne młodego aktora, który wciela się w legendę muzyki każdą częścią siebie. Kreacja warta nie tyle nominacji do Oscara, co samej nagrody.

WYDANIE BLU-RAY
 
Obraz na płycie został zapisany w formacie 2.40:1, a jego transfer śmiało można określić dwoma słowami – „spectacular spectacular”! Cytat z „Moulin Rouge!” pasuje tu jak najbardziej, ale nie oszukujmy się – tak jest w przypadku każdej domowej edycji filmu australijskiego twórcy. Luhrmann dba o to, by przyzwyczajeni do kinowego rozmachu bywalcy kin mogli powtórzyć seans w domowym zaciszu, doświadczając podobnych doznań, które towarzyszyły im w dniu premiery. Ostry niczym żyleta obraz robi piorunujące wrażenie, szczególnie w muzycznych sekwencjach – „Elvis” to nie film akcji, ale dynamiczne tempo narzucone przez reżysera w połączeniu z żywiołowymi scenami tańca, sprawiają, że czujemy się jakbyśmy byli na prawdziwym koncercie i mimowolnie udziela nam się ekscytacja rozgorączkowanej publiczności. Kolory są dosyć mocno nasycone i świetnie to widać w ekspresyjnych scenach, gdzie postacie i scenografia nie tracą na swej szczegółowości. 

Oryginalna ścieżka dźwiękowa została zapisana w formacie Dolby Atmos TrueHD, natomiast polski lektor dostępny jest w formacie Dolby Digital 5.1. Jako fan Luhrmanna zawsze wybieram angielską ścieżkę dialogową chociażby ze względu na to, by bardziej docenić montaż dźwięku w poszczególnych scenach – najnowsza propozycja jest kolejną w kolekcji „cegiełką”, która zdaje test w tej materii, a przykładem niech będzie już początkowy montaż z Las Vegas z retrospekcją Pułkownika, czy scena koncertu z utworem „Suspicious Minds”, gdy muzyka zwalnia i odbija się echem w ważnym dla Toma Parkera momencie dopinania lukratywnego dla niego kontraktu. Wisienką na torcie jest oryginalne audio z „Unchained Melody”, czyli piosenka wykonana na żywo na kilka tygodni przed śmiercią artysty, która pojawia się w finałowym momencie filmu.

Oprócz filmu na wydaniu Blu-ray znajdziemy dodatki specjalne, które trwają ponad 45 minut i poszerzają nam wiedzę o świecie wykreowanym przez twórców na potrzeby kina. Najdłuższy z nich to „Więcej, niż życie: Historia Elvisa” (22:22), który jest standardowym making-of’em w pigułce – filmowcy zaangażowani w tworzenie obrazu, m.in. reżyser, producent oraz odtwórcy głównych ról opowiadają o swoich inspiracjach i wyzwaniach związanych z przenoszeniem i tłumaczeniem życia legendy muzyki na język filmu, jednocześnie unikając sztywnych ram znanych nam już schematów ekranowych biografii. Następnym w kolejce jest krótki materiał „Muzyka i artyści” (7:33), w którym Baz Luhrmann, Austin Butler oraz producenci muzyczni Elliot Wheeler i Patrick McCormick próbują zagłębić się w charakterystyczny styl króla rock’n’rolla i przedstawić wpływ jaki wywarł on na utalentowanych muzyków, którzy współpracowali przy filmie. „Odpowiedni dla Króla: Stylizacje w filmie” (8:02) to dodatek, w którym pierwsze skrzypce gra odpowiedzialna za garderobę Elvisa kostiumografka Catherine Martin, przedstawiając nam kilka ze swoich wizji, które stały za poszczególnymi projektami i artystycznymi wyborami. Przedostatni materiał „Viva Australia: Odtworzenie kultowych lokalizacji” (7:26) poświęcony jest tworzeniu poszczególnych filmowych lokacji, w tym słynnej rezydencji „Graceland”,  dzięki czemu możemy bliżej przyjrzeć się detalom scenografii, których nie wychwycimy podczas seansu. Na sam koniec dostajemy „Teledysk „Trouble” (2:15), choć muszę przyznać, że osobiście wolałbym zobaczyć tu nową, kameralną wersję „Can’t Help Falling In Love” w wykonaniu Kacey Musgraves, której aksamitny głos jest niczym balsam dla naszej duszy.

„Elvis” Baza Luhrmanna to nie pierwsza filmowa próba sportretowania życia i twórczości ikony muzyki i króla rock’n’rolla, jednak niezaprzeczalnie jedyna ekranizacja, która posiada tak specyficzny klimat, ton narracji, czy montaż. Australijski reżyser ubiera w charakterystyczny dla siebie ekstrawagancki kostium splendoru legendę Ameryki, ale nowe szaty Presleya z pewnością nie przypadną każdemu do gustu. Wizja Luhrmanna to jednak, jak mówi sam reżyser, pewna interpretacja, a nie imitacja utrwalonego przez media i kulturę wizerunku artysty. Odarta z wystawnych strojów sylwetka króla nie jest również naga, bo skrywa pod nimi prawdziwe odkrycie w osobie Austina Butlera, wschodzącej gwiazdy Hollywood, którego talent – zarówno aktorski, taneczny, jak i wokalny - jest nie do zakwestionowania. Można śmiało stwierdzić, że tak jak Tom Parker stworzył Elvisa-Boga, tak Baz Luhrmann odkrył Austina-nowego idola publiczności.

Recenzja powstała dzięki współpracy z Galapagos Films - dystrybutorem filmu na Blu-ray.

Reżyseria
Dystrybutor
Warner Bros. Entertainment Polska
Premiera
24-06-2022 (Polska)
22-06-2022 (Świat)
4,5
Ocena filmu
głosów: 2
Twoja ocena
chcę zobaczyć
0 osób chce go zobaczyć
dodaj do ulubionych
0 osób lubi ten film
obserwuj
0 osób obserwuje ten tytuł
dodaj do filmoteki
0 osób ma ten film u siebie

dodaj komentarz

Możesz pisać komentarze ze swojego konta - zalogować się?

redakcja strony

Arkadiusz Chorób