duża fotografia filmu Top Gun: Maverick
Miniatura plakatu filmu Top Gun: Maverick

Top Gun: Maverick

2022 | USA, Hong Kong | Akcja, Dramat

Leć Maverick, leć! [recenzja DVD]

Arkadiusz Kajling | 06-11-2022
O sequelu do „Top Guna” mówiło się od dobrej dekady – już w 2010 roku powstał pomysł na kontynuację hitowego przeboju z Tomem Cruise’m z 1986, a sam aktor i reżyser pierwszej części filmu Tony Scott (młodszy brat Ridleya Scotta) zostali wkrótce zaangażowani przez studio Paramount. Dwa lata później pojawiła się pierwsza przeszkoda – Tony Scott popełnił samobójstwo skacząc z mostu w Los Angeles, jednak wytwórni udało się znaleźć jego następcę w osobie Josepha Kosinskiego, filmowca z polskimi korzeniami. „Top Gun: Maverick” był też jedną z produkcji, której premiera została znacząco przesunięta w czasie z powodu pandemii koronawirusa – mimo, iż główne zdjęcia zakończyły się jeszcze w 2019 roku ekipa potrzebowała dodatkowego czasu na dokrętki, które przypadły na okres rozprzestrzeniania się zarazy na całym świecie, co zmusiło włodarzy wytwórni do odroczenia kinowego debiutu ostatecznie aż o dwa lata. W międzyczasie jeden z gigantów streamingowych próbował odkupić prawa do dystrybucji, jednak studio Paramount odmówiło, domyślając się, że słynny instruktor lotniczy Maverick przyciągnie przed wielkie ekrany tłumy i mieli rację – blockbuster okazał się nie tylko najlepiej zarabiającym filmem w karierze Toma Cruise’a, ale i sukcesem artystycznym, wychwalanym przez recenzentów na całym świecie jako „lepszy od swego poprzednika”. Czyżby narodziny sequela doskonałego?

„Top Gun: Maverick” rozgrywa się trzydzieści lat po wydarzeniach z oryginalnego filmu. Główny bohater komandor Pete Mitchell, zwany „Maverickiem” służy jako pilot testowy i mimo, iż mężczyzna może pochwalić się wieloma osiągnięciami, w dalszym ciągu nie otrzymał awansu na wyższy stopień oficerski, co można zrzucić na jego powtarzające się nieposłuszeństwo. Mitchell nadzoruje program „Darkstar”, który ma zostać wkrótce odgórnie zamknięty, jednak pilotowi udaje się w ostatnim teście rozpędzić samolot hipersoniczny i osiągnąć docelową prędkość. Ambicje Mavericka są zdecydowanie większe, jednak gdy próbuje on pobić swój świeżo ustalony rekord maszyna zostaje doszczętnie zniszczona. Karierę pilota ratuje jednak jego przyjaciel Tom „Iceman” Kazansky, obecnie dowódca Floty Pacyfiku Stanów Zjednoczonych, który wzywa go do wojskowej bazy lotniczej w North Island i przydziela nowe zadanie – marynarka zlokalizowała nielegalny zakład wzbogacania uranu, budowany wbrew porozumieniu z NATO. Produkowany w nich uran stanowi bezpośrednie zagrożenie dla sojuszników USA w tym regionie, więc Pentagon wydał polecenie by zebrać grupę uderzeniową i zniszczyć fabrykę umiejscowioną w schronie, póki jej budowa nie została jeszcze całkowicie ukończona. Maverick ma obmyślić strategię i plan ataku, a przy tym wyszkolić elitarną grupę absolwentów programu Top Gun, do którego sam należał trzy dekady temu. W jej składzie znajdzie się syn jego przyjaciela Nicka Bradshawa, który zginął w jednej z wcześniejszych misji... 

Aż trudno uwierzyć, że pierwszy zwiastun do „Top Gun: Maverick” został opublikowany ponad trzy lata temu na konwencie San Diego Comic Con – to tylko pokazuje jak długi czas fani oryginalnego filmu musieli czekać na finalny produkt, a przeciągająca się kampania reklamowa tylko podsycała ich zainteresowanie, ale też zasiała ziarenko niepokoju. Zwykle okazuje się, że kontynuacje znanych produkcji tworzone po latach zawodzą pokładane w nich nadzieje i oczekiwania, jednak sequel filmu z 1986 z pewnością do nich nie należy. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że „Maverick” ma za zadanie uderzyć w nostalgiczne nuty, jednak to tylko złudzenie, gdyż najnowsza produkcja z Tomem Cruise’m broni się jako nowożytny przebój box office’u wynosząc kino czysto komercyjne na wyższy poziom. I tylko pomyśleć, że zaledwie kilka lat po premierze pierwszej części 24-letni wówczas amerykański aktor odrzucił możliwość realizacji kontynuacji kiedykolwiek w przyszłości, określając ją mianem „nieodpowiedzialnej” prowojennej propagandy i zakrzywiającej obraz konfliktu zbrojnego. Było to przy okazji premiery „Urodzonego 4. lipca”, antywojennej filmowej deklaracji Olivera Stone’a, która ideologicznie stała w opozycji do filmu z 1986 roku, przez niektórych postrzegana również jako reklama dla amerykańskiej marynarki (w pewnym sensie tak było, gdyż sam scenariusz został zaakceptowany przez Pentagon, a filmowi producenci spotkali się z militarnymi przywódcami już w czerwcu 1983 roku, na długo przez spisaniem historii w wersji papierowej). Cruise ostatecznie zmienił zdanie pod warunkiem, że pojawi się historia warta podzielenia się z widzami, a wykorzystana technologia pozwoli nam głębiej doświadczyć wrażeń z kabiny pilota powietrznej maszyny. W dalszym ciągu miała to być opowieść o rywalizacji, utrzymana w duchu filmowego prekursora i związana z ewolucją głównego protagonisty.

Zanim rozpoczęły się główne zdjęcia, Tom Cruise zorganizował specjalny trening w rodzaju obozu dla rekrutów dla obsady, który trwał aż trzy miesiące – jego zadaniem było przygotowanie aktorów do odgrywania poszczególnych sekwencji z użyciem kamery np. w stanie przeciążenia (nadważkości), gdy ciało poddane zostaje siłom zewnętrznym, innym niż grawitacja. Następnie aktorzy odbyli szkolenie z akrobacji lotniczej w jednopłacie Extra 300L, kierowanym przez Chucka Colemana, znanego pilota oraz inżyniera, który pracował m.in. jako pilot testowy. Dodatkowo odtwórcy ról pilotów musieli poznać tajniki ekipy produkcyjnej z zakresu kręcenia materiałów wideo, oświetlenia, czy edycji, gdyż wg słów producenta Jerry’ego Bruckheimera będąc w kabinie pilota sami stają się reżyserami i są odpowiedzialni za poszczególne sekwencje. Sam Kosinski spędził ponad rok z członkami marynarki wojennej by szczegółowo obmyślić użycie kamer typu IMAX w kokpicie maszyn; wg reżysera publika ma poczuć prędkość, napięcie i oddziałujące siły w autentycznym środowisku, którego nie sposób oddać za pomocą samych tylko efektów specjalnych w studiu.

Do swojej roli z początków kariery wraca Tom Cruise i jest to powrót w wielkiej chwale – mimo upływu aż trzydziestu sześciu lat amerykański aktor jest nadal w świetnej formie, jego ekranowy bohater Maverick zachował swój ujmujący uśmiech i czar, w dalszym ciągu jest też gotowy na romans. Partnerująca mu Jennifer Connelly, znana m.in. z Oscarowej roli w „Pięknym umyśle”, czy kontrowersyjnym „Requiem dla snu” Aronofsky’ego podbija serca męskiej części widowni - mimo upływu lat Amerykanka może poszczycić się nieprzemijającą urodą, a jej gra jest dalej świeża i dopracowana, dzięki czemu filmowy flirt wypada naturalnie i przekonująco. Największe wrażenie zrobił jednak na mnie Miles Teller – gdy oryginalny „Top Gun” wchodził na ekrany kin, młodego aktora nie było jeszcze na świecie. Swój pełnometrażowy debiut Teller zaprezentował światu za sprawą „Między słowami” z 2010 roku (w głównej roli wystąpiła Nicole Kidman, która zafascynowała się sztuką teatralną z Cynthią Nixon do tego stopnia, że praktycznie od razu wykupiła prawa do jej ekranizacji, a za swoją kreację obsypana została szeregiem nominacji do najważniejszych nagród branżowych). Amerykanin wcielił się w Jasona, który przez nieuwagę powoduje śmiertelny wypadek drogowy i mimo krótkiego ekranowego epizodu widać było w aktorze drzemiący potencjał. Dziś po dekadzie doświadczenia (w tym świetnie przyjętym i zagranym „Whiplashu” Damiena Chazelle’a) Miles jest jednym z obiecujących aktorów swojego pokolenia, a dowodzi temu jego najnowsza rola kapitana Bradleya Bradshawa. Jego „Rooster” – bo taki nosi przydomek – to najdojrzalsza kreacja w karierze aktora, która tli się światłem przyszłej gwiazdy filmowej pośród doborowej obsady. W pozostałych rolach zobaczymy takie znane nazwiska jak Ed Harris, John Hamm, czy Val Kilmer – ten ostatni powraca, mimo swojej złej kondycji zdrowotnej (aktor od kilku lat walczy z rakiem gardła). Jak wspomina sam reżyser „to bardzo wyjątkowe uczucie zobaczyć nie tylko Vala i Toma, ale także Icemana i Mavericka razem na ekranie. Chris McQuarrie [scenarzysta] nadał tej scenie ostateczny szlif i przekonał mnie, że ta scena się uda. I miał rację, jest naprawdę piękna.”

Tom Cruise to nie jedyna osoba związana z oryginalnym „Top Gunem”, która powraca w kontynuacji, bowiem stworzenia oryginalnej ścieżki dźwiękowej podjął się ponownie Harold Faltermeyer. Do niemieckiego kompozytora wkrótce dołączył jego rodak, legenda muzyki filmowej Hans Zimmer, który stworzył nowy temat muzyczny – mogliśmy go usłyszeć już w jednym ze zwiastunów na kilka miesięcy przed premierą filmu. Wydane komercyjnie soundtracku to mieszanka muzyki instrumentalnej oraz piosenek – jedną z nich jest „Danger Zone”, która pojawiła się w pierwszym „Top Gunie”, czy „Great Balls of Fire” wykonaną na potrzeby nowego filmu przez aktora Milesa Tellera. Powraca również znajomy motyw „Top Gun Anthem”, który także uderza w bardziej nostalgiczne nuty - usłyszeć możemy go już w otwierającym obraz tracku „Main Titles (You’ve Been Called Back To Top Gun)”. Mimo, iż oficjalna edycja albumu zawiera zaledwie kilka instrumentalnych kompozycji to wybrane tematy sprytnie połączono w dłuższe ścieżki, doskonale oddając atmosferę i narastające emocje - zarówno w wolniejszych (You’re Where You Belong/ Give ‘Em Hell”), czy wypełnionych akcją („Dagger One Is Hit / Time To Let Go”) czuć rozmach i epickość produkcji, które wywołują uczucie gęsiej skórki. W filmie usłyszymy też dwie oryginalne piosenki – jedną z nich stworzył zespół OneRepublic („I Ain’t Worried”), natomiast Lady Gaga, wykonuje utwór „Hold My Hand”, który służy jako temat przewodni i zamyka film. Piosenkarka pracowała nad swoją kompozycją przez lata i jak sama mówi „nie zdawała sobie sprawy z jej wielorakich warstw” podczas komponowania.

WYDANIE DVD

Po trzech kwartałach nieobecności na rynku wydań fizycznych od Paramount, katalog studia zostaje przejęty przez Galapagos, a pierwszym filmem debiutującym w Polsce na fizycznych krążkach jest „Top Gun: Maverick”. Obraz na płycie został zapisany w formacie 2.39:1 i zdaje egzamin na każdym polu. Sceny spektakularnych akcji ogląda się z czystą przyjemnością, zarówno te w przestworzach, jak i w kokpicie maszyn, a filmowe lokacje wyglądają prawdziwie i realistycznie. Film utrzymany jest w większej części w ciepłych barwach pomarańczy i żółci, przypominających świetlne promienie zachodzącego słońca. Bardziej energiczne sekwencje kontrastują z wolniejszymi ujęciami, w których mamy masę zbliżeń na twarze aktorów, które wypadają naturalnie. Zarówno oryginalną ścieżkę dźwiękową, jak i polskiego lektora otrzymujemy w formacie Dolby Digital 5.1., obie są świetnie zbalansowane i głębokie, próżno szukać tu sztuczności; ryk silników wywołuje ciarki na skórze, ale i dźwięki morskiej toni przyjemnie cieszą i relaksują nasze uszy, dialogi są wyraźne, a ścieżka muzyczna tworzy perfekcyjne dla nich tło. 

Na płycie oprócz filmu znajdziemy materiały dodatkowe, które odsłaniają kulisy powstawania hitowej produkcji. Pierwszy z nich to „Gotowy do startu” (9:15), który skupia się na filmowaniu scen w powietrzu, rygorystycznym szkoleniu aktorów w prawdziwych myśliwcach F-18 oraz osobnym treningu Toma Cruise’a. „Akrobacje powietrzne” (7:56) z kolei poświęcony jest wyzwaniom związanym z kręceniem scen w kokpitach samolotów naddźwiękowych z użyciem wielu kamer jednocześnie. „Pasja latania” (4:48) to jak sama nazwa wskazuje list miłosny i laurka dedykowana pasji Toma Cruise’a, jaką jest lotnictwo. 

Mimo trzydziestu sześciu lat dzielących obie części “Top Guna” najnowsza odsłona przygód sławnego pilota udowadnia, że kino komercyjne wcale nie musi być mdłe i powtarzalne, a kontynuacja przeboju sprzed lat ma rację bytu, jeśli zostanie solidnie zrealizowana, wskrzeszając ducha oryginału. “Top Gun: Maverick” w rzeczywistości oddaje hołd filmowi z 1986 roku, jednocześnie będąc atrakcyjnym wizualnie dla współczesnej widowni. To też ważny sygnał dla wielkich wytwórni, że widzowie wygłodzeni dwoma latami pandemii pragną kinowych wrażeń i wracają do multipleksów, by doświadczać filmowych emocji na dużym ekranie. Stare lotnicze przysłowie mówi, że “są starzy lotnicy i są odważni lotnicy, ale nie ma odważnych, starych lotników.” Cóż, to przebrzmiałe powiedzenie ma najwyraźniej swoją datę ważności, która wygasła wraz z powrotem Mavericka.

Recenzja powstała dzięki współpracy z Galapagos Films - dystrybutorem filmu na DVD.

Reżyseria
Dystrybutor
United International Pictures Sp. z o.o.
Premiera
27-05-2022 (Polska)
25-05-2022 (Świat)
Inne tytuły
Top Gun 2
4,5
Ocena filmu
głosów: 2
Twoja ocena
chcę zobaczyć
0 osób chce go zobaczyć
dodaj do ulubionych
0 osób lubi ten film
obserwuj
0 osób obserwuje ten tytuł
dodaj do filmoteki
0 osób ma ten film u siebie

dodaj komentarz

Możesz pisać komentarze ze swojego konta - zalogować się?

redakcja strony

Radosław Sztaba
Arkadiusz Chorób