Gdy w połowie 2024 roku Emerald Fennell zdecydowała, że jej trzecim projektem, za którego stanie kamerą będzie nowa wersja „Wichrowych wzgórz” pióra Emily Brontë, Netflix od razu zaproponował aż 150 milionów dolarów za prawa do dystrybucji filmu, jednak twórczyni tak dobrze przyjętych filmów, jak „Obiecująca młoda kobieta” oraz „Saltburn” zdecydowała się przyjąć prawie dwukrotnie mniejszą ofertę od konkurencyjnego studia Warner Bros. Pictures w zamian za szeroką kinową dystrybucję i głośną kampanię marketingową. Gambit opłacił się z nawiązką, bowiem światowe przychody z kin trzykrotnie przekroczyły dość skromny jak na dzisiejsze czasy budżet w kwocie 80 milionów zielonych, stając się finalnie piątym najlepiej zarabiającym filmem 2026 roku. Ta strategia Fennell, by oprzeć swoje najnowsze dzieło na charakterystycznej promocji zapewne zainspirowana została wcześniejszym doświadczeniem Margot Robbie i jej firmy producenckiej LuckyChap Entertainment przy megahicie „Barbie” z 2023 roku, która prócz głównej roli w tegorocznych „Wichrowych wzgórzach” pełni i tym razem także obowiązki poza kamerą. Obie panie nie doceniły jednak siły oddziaływania ich reklamy, która od początku wyraźnie silnie polaryzowała publiczność, oskarżającą reżyserkę o „tiktokizację” Emily Brontë przez zbyt współczesne podejście w kwestiach m.in. muzyki, castingu, czy garderoby, a przede wszystkim o erotyczne zabarwienie gotyckiego romansu.
Emerald Fennell nigdy nie ukrywała, że jej spojrzenie na klasyczną opowieść z 1847 roku miało być autorską adaptacją, a nie wierną ekranizacją książki średniej z trzech sióstr Brontë – być może to właśnie dlatego tytuł filmu na oficjalnych kinowych plakatach został wzięty w cudzysłów, wyraźnie sugerując znaczne odejście od papierowego pierwowzoru. W licznych wywiadach poprzedzających premierę tego kostiumowego widowiska brytyjska realizatorka odpierała zarzuty książkowych purystów o zamierzone kontrowersje, przekonując, że chciała jedynie oddać własną, niemal fizyczną reakcję na dzieło Emily i spróbować przełożyć na język filmu świeże wrażenia z eksplorowania klasyki angielskiej literatury po raz pierwszy w nastoletnim wieku, podkreślając, że już w oryginale nie brakowało zarówno sadyzmu, jak i masochizmu – elementów, które już w XIX wieku szokowały wiktoriańskich czytelników. Podczas panelu na Brontë Women’s Writing Festival wyznała: „W tej książce jest ogromna ilość treści BDSM, które m.in. były powodem ostrej krytyki powieści już w czasie jej debiutu. Jako reżyserka chciałam stworzyć coś, co wywoła we mnie te same emocje, jakie czułam, gdy po raz pierwszy sięgałam po tę książkę – to była odpowiedź emocjonalna, pierwotna, wręcz seksualna”. Jako fanka drukowanego wydania, Fennell przywiązała również dużą wagę do zachowania oryginalnych dialogów pisarki z West Yorkshire, uznając je za niedoścignione.

W kwestii fabularnej, już od napisów początkowych mamy świadomość, że najświeższa interpretacja „Wichrowych wzgórz” będzie się znacznie różnić od swoich poprzedników – wersja z 2026 roku w całości pomija iście gotycki wstęp z przybyciem pana Lockwooda do zapuszczonej posiadłości, gdzie ukazuje mu się zjawa; zamiast tego Emerald proponuje równie mroczne intro z publiczną egzekucją skazańca jako rozrywkę dla gawiedzi, wśród której odnajdziemy nastoletnią Cathy, czerpiącą nieskrywaną radość z męki ofiary. Kilka dni później do majątku przybywa Pan Earnshaw i oznajmia, że postanowił przyjąć pod swój dach przybłędę – chłopca, którego dziewczynka nazywa imieniem Heathcliff i początkowo traktuje jako zaledwie służącego, jednak z czasem zostaje on jej towarzyszem codziennych zabaw i w konsekwencji zakochuje się w swojej koleżance. Ich uczucie nie zostaje jednak nigdy w pełni wysłowione, ani fizycznie ucieleśnione. Gdy lata później do pobliskiej rezydencji wprowadza się zamożny kupiec Linton wraz ze swą podopieczną Izabellą, Cathy widzi w tej okoliczności szansę na ucieczkę od smutnej rzeczywistości: zarówno przygnębiającej okolicy wrzosowisk Yorkshire, pogłębiającego się alkoholizmu ojca, a przede wszystkim obojętności Heathcliffa. Kierowana ambicją i marzeniem o lepszym życiu, Cathy przyjmuje oświadczyny Edgara i wprowadza się do Drozdowego Gniazda, podczas gdy Heathcliff znika z jej życia na kilka lat.
To właśnie przeprowadzka do pastelowego raju Lintonów nadaje „Wichrowym wzgórzom” zdecydowanie współczesnego wydźwięku o fantazyjnej konwencji – od fabularnych zmian, aż po wizualny kierunek. Odpowiedzialna za filmowe kostiumy Jacqueline Durran na swoim moodboardzie miała m.in. zdjęcia aktorki Vivien Leigh z planu „Przeminęło z wiatrem”, jak i portrety bawarskiej księżniczki Sissi, czy obrazy Franza Winterhaltera – zainspirowana nimi garderoba Catherine Earnshaw sięgająca od czasów epoki elżbietańskiej, przez georgiańską, aż po obecną modę jawi się jako baśniowy sen na jawie, a wyzwanie polegało na wydobyciu ich istoty i wykorzystaniu jej w stylizacjach, które miały opowiadać historię i rozwój postaci w konkretnych scenach. Podobny cel przyświecał Suzie Davies, która stworzyła nietuzinkową scenografię – świat na ekranie miał działać na nasze zmysły i podążać za relacją bohaterów w drugim akcie, sprowadzoną tym razem do fizycznego podążania: stąd ciężkie faktury, chłodne barwy materiałów, czy wszechobecna wilgoć z licznymi odbijającymi nocne światło mokrymi powierzchniami. Zarówno brutalistyczne wnętrza rodzinnego domu Cathy, jak i sielankowe komnaty Drozdowego Gniazda łączy element flory: dzika przyroda dosłownie wdzierająca się do pomieszczeń. Stanowi ona dla widzów dość czytelną alegorię do pierwotnej siły – uosabia nieokiełznaną energię otoczenia, która naturalnie napędza cielesny romans kochanków.

Oprócz seksualnych akcentów, jednym z najbardziej kontrowersyjnych aspektów produkcji był wybór ekranowej pary – bo przecież jak to kąśliwie określili zagorzali miłośnicy prozy Emily Brontë „biały Heathcliff i blond Cathy w średnim wieku od razu przywołują na myśl „Wichrowe wzgórza”. Emerald Fennell miała jednak jasną wizję kogo chciałaby widzieć w głównych rolach – w rozmowie z BBC reżyserka wyznała, że zaproponowała Elordiemu udział w projekcie jeszcze na planie swojego poprzedniego filmu „Saltburn”, gdyż australijski gwiazdor wyglądał dokładnie tak samo, jak Heathcliff na ilustracji z wydania książki, którą czytała po raz pierwszy. Z kolei Margot Robbie mimo braku fizycznego podobieństwa do książkowego pierwowzoru bezbłędnie reprezentowała cechy charakteru jej heroiny: jest typem osoby, której wszystko może uchodzić na sucho, nierzadko też przesuwa granice, by sprawdzić jak daleko może się posunąć. Można się nie zgadzać z Fennell w kwestii castingu, ale trzeba jej oddać, że aktorzy całkiem wiarygodnie odtworzyli intensywne emocje, będące fundamentem trudnej i pełnej sprzeczności relacji Catherine i Heathcliffa – ich miłość jest gwałtowna, ale jednocześnie destrukcyjna, widzimy jak uczucia mogą prowadzić zarówno do szczęścia, jak i do bólu. Brawa należą się także dziecięcym odtwórcom Charlotte Mellington i Owenowi Cooperowi, którzy zarysowali ich złożoną więź już na wczesnym etapie historii.
Solidnej dawki oliwy do ognia dolał także angaż odpowiadającej na bieżące muzyczne trendy Charli xcx, przedzierającej się do mainstreamu – już w pierwszym teaserze filmu mogliśmy usłyszeć hit brytyjskiej piosenkarki „Everything Is Romantic”, pochodzący z jej święcącej sukcesy płyty „Brat” z 2024 roku i choć najnowsza muzyka w filmowych trailerach nie jest żadną nowością, to już ostatnia plansza zajawki wyraźnie informowała o jej premierowych utworach. Ostatecznie z oficjalnego soundtracku Charli usłyszymy zaledwie kilka piosenek, które pojawiają się jednak w nieco zmienionej wersji – „House” otrzymał podkład podbity orkiestrą, klimatycznie wprowadzający nas w surowy klimat produkcji, „Chains Of Love” pojawia się w delikatniejszej aranżacji w montażu składającego się ze scen nowego życia Cathy w Drozdowym Gnieździe (tekstowo nawiązujący do jej obecnej egzystencji w złotej klatce), a „Always Everywhere” użyto jako tło do napisów końcowych, lirycznie nawiązując do ekranowych wydarzeń. W filmie usłyszymy też bardziej tradycyjny score w wykonaniu Anthony’ego Willisa, który wybrzmiewa najsilniej w emocjonalnej finałowej sekwencji „Be With Me Always”, lokalnego folkloru nadaje zaś utwór Olivii Chaney „Dark Eyed Sailor” – ta stara pieśń o kobiecie opłakującej zaginionego na morzu kochanka adekwatnie sprawdza się w dwóch istotnych dla Cathy momentach: ślubu z Edgarem i powrotu Heathcliffa.

WYDANIE BLU-RAY
Nowa wersja „Wichrowych wzgórz” ląduje na nośnikach fizycznych po trzech miesiącach od pobytu w kinach na wszystkich możliwych nośnikach: 4K UHD, Blu-ray oraz DVD. Obraz na błękitnym dysku został zapisany w szerokoekranowym aspekcie 1.85:1, a więc wypełni cały ekran telewizora – materiał zarejestrowany w formacie 8-perf VistaVision cechuje lepsza jakość i mniejsze ziarno dzięki znacznie mniejszej powierzchni negatywu, niż standardowe 4-perf, co widać szczególnie w scenach outdoorowych uchwyconych w prawdziwych lokacjach. Chociaż fabuła została osadzona w czasach przedindustrialnych, to kadry są wyraźne pomimo ponurej aury, pozwalając naturalnemu światłu przebijać się do ciemnych pomieszczeń domów i rzucać klimatyczne cienie. Na szczególną uwagę zasługuje dobór żywych odcieni garderoby bohaterów (szczególnie Catherine, Isabelli oraz Edgara), których nasycone kolory przykuwają oko do szczegółów i tekstury kostiumów. Oryginalna ścieżka dźwiękowa została zapisana w formacie Dolby Atmos TrueHD, natomiast polska lokalizacja jest dostępna jedynie w postaci napisów – ważną rolę w warstwie audio odgrywają odgłosy pogody i muzyka, które angażują wszystkie głośniki i zadziwiająco dobrze współgrają z wizualnym klimatem obrazu, wbrew współczesnej stylistyce. Dialogi są zawsze czyste i wyraźne pomimo efektów dźwiękowych.
Na wydaniu Blu-ray znajdziemy też standardowy zestaw materiałów dodatkowych, które trwają ok. 25 minut i zaglądają za kulisy tworzenia najnowszej wielkoekranowej adaptacji książki. Pierwszym z nich jest „Komentarz reżyserski Emerald Fennell”, w którym to sama twórczyni obrazu z licznymi detalami opowiada o swoim dziele, poruszając dość szerokie spektrum tematów – od ścieżki dźwiękowej, przez prawdziwe lokacje, aż po własne filmowe inspiracje (wielu z nich nie odnajdziemy w dalszych dodatkach). Drugim i zarazem ostatnim bonusem jest sekcja „Materiały zza kulis”, która jest podzielona na trzy rozdziały: „Ściegi pożądania” (6:51) to bliższe spojrzenie na garderobę, okraszone wywiadami z kostiumografką Jaqueline Durran i odtwórcami głównych ról, „Spuścizna miłości i szaleństwa” (5:32) skupia się na książkowym oryginale Brontë, a „Tworzenie gorączkowego snu” (12:09) to wyprawa po planie produkcji i unikalnej scenografii. Menu główne jest dostępne w języku angielskim.
PODSUMOWANIE
W całym swoim krótkim, bo obejmującym zaledwie trzy dekady życiu, Emily Brontë prócz tomiku wierszy spłodziła zaledwie jedną powieść i to ukrywając się pod pseudonimem – jej książka „Wichrowe wzgórza” od czasu wydania w listopadzie 1847 roku działała nie tylko na wyobraźnię czytelników, ale i inspirowała twórczość takich znanych pisarzy takich jak Sylvia Plath, Anne Rice, czy Margaret Atwood. Potencjał tego gotyckiego romansu zauważyli także twórcy filmowi – na przestrzeni lat powstało ponad trzydzieści adaptacji telewizyjnych, jak i kinowych, nie powinien zatem dziwić fakt, że jej najnowsza wielkoekranowa inkarnacja od Emerald Fennell postanowiła iść tym razem nieco odmiennym torem, zarówno pod względem fabularnym, jak i estetycznym. Już przy premierze swojego poprzedniego dzieła „Saltburn” reżyserka tak mówiła o swoim stylu oraz wizji: „Niekoniecznie chcę tworzyć kino subtelne – uwielbiam docierać do mrocznych stron swoich bohaterów i konfrontować z nimi widzów. Uważam, że wszyscy jesteśmy w pewnym stopniu potworami, dlatego lubię wplatać w swoje historie odrobinę greckiej tragedii, aby uwydatnić je psychologicznie oraz fizycznie”. Nowa wersja „Wichrowych wzgórz” wyraźnie odcina się od poprzednich adaptacji, oferując nam dopracowane kadry realnych angielskich wrzosowisk, które stają się klimatycznym tłem dla intensywnych emocji swoich bohaterów, tym razem jednak z naciskiem na jej cielesny aspekt. Fennell świetnie się czuje łącząc atmosferę dawnej epoki ze współczesnymi trendami – i choć czasami obrana estetyka wyraźnie bierze górę nad psychologią postaci, to zabieg ten przyniósł zamierzony efekt: polaryzując publiczność w czasie debiutu i zasilając kasy światowych kin solidnym zastrzykiem gotówki. Ta świadoma tiktokizacja Emily Brontë pomimo krytycznych opinii być może przyniesie jeszcze wymierną korzyść na dłuższą metę – bo dzięki wizualnie dopieszczonym detalom „Wichrowe wzgórza” anno domini 2026 zachęciły użytkowników wielu platform społecznościowych do tworzenia własnych filmików i editów, rozbudzając jednocześnie zainteresowanie klasyką angielskiej literatury o ponad stupięćdziesięcioletniej tradycji wśród współczesnego pokolenia.
Recenzja powstała dzięki współpracy z Galapagos – dystrybutorem filmu na Blu-ray.
Zdj. Galapagos