Miniatura plakatu filmu Berlin Calling

Berlin Calling

2008 | Niemcy | Komedia, Dramat, Muzyczny | 109 min

Zmarnowana szansa na ekstatyczne przeżycie

Sylwia Nowak | 07-07-2009

Clubbing, jako zjawisko społeczne zaistniał już w drugiej połowie lat 80. XX wieku w USA. W Europie na początku kolebką owej subkultury była Wielka Brytania, zwłaszcza dwa miasta: Londyn i Manchester. Następnie dzięki temu, że clubbing oparł swoją bytność na wszechobecności i wszechdostępności, odrzucając wszelkie ideologie, poznał go cały świat. Jego status ewoluował od miana subkultury, przez kulturę alternatywną, do kultury popularnej, dzięki czemu po 25 latach istnienia clubbing ma się nadal dobrze. Kultura clubbingu oparta głównie na przeżyciu, w chwili obecnej kojarzona jest przede wszystkim z Berlinem, gdzie tworzą jej główni przedstawiciele oraz gdzie organizowane są sztandarowe imprezy techno. Nie dziwi więc to, że niemiecki reżyser, Hannes Stöhr zdecydował się nakręcić film właśnie o tej tematyce.


„Berlin Calling” ukazuje nam krótki fragment z życia Ickarusa (Paul Kalkbrenner). Główny bohater jest dj’em, który właśnie pracuje nad nową płytą. Szaleńczy tryb życia (w dzień ciągłe podróże, w nocy granie na imprezach), kłopoty z wydawcą, który nie jest przekonany co do tego czy nowy materiał muzyczny Ickarusa jest wart wydania i uzależnienie od wszelkiej postaci narkotyków, sprawia, że bohater trafia do szpitala psychiatrycznego, gdzie w trakcie leczenia, planuje jednocześnie nadal ulepszać swoją muzykę.


Hannes Stöhr w podwójnej roli, reżysera i scenarzysty, próbuje w swoim obrazie  poruszyć kilka wątków, przez co jest on mało wyrazisty i nieklimatyczny. Zatem „Berlin Calling” jednocześnie próbuje być filmem o samej kulturze clubbingu, o artyście i jego procesie twórczy oraz o zwykłym szaleństwie. I tutaj pojawia się problem, ponieważ każdy z tych tematów nie jest w filmie wykorzystany do końca. Wszystko jest bardzo powierzchowne. Niestety nie udało się reżyserowi oddać całkowitego klimatu jakim charakteryzuje się clubbing. Jest to przecież kultura, która uzurpuje sobie funkcje rytualne, wręcz religijne. W „24 Hour Party People” Michaela Winterbottoma, filmie, który opowiada o manchesterskiej muzycznej scenie lat 80., pada wręcz teza, że „DJ jest nowym medium, nadszedł czas beatyfikacji rytmu, czas tańca. Biały człowiek tańczy”. W „Berlin Calling” zabrakło tego ekstatycznego przeżycia, może przez to, że jak na film o clubbingu zdjęcia są nad wyraz spokojne i ułożone, a może po prostu wina leży w słabo poprowadzonej narracji filmowej?  Jeśli chodzi o motyw szaleństwa w „Berlin Calling” to mamy tutaj bardzo wyraziste nawiązanie do filmu Miloša Formana z roku 1975, czyli „Lotu nad kukułczym gniazdem”. Ickarus podobnie do McMurphy’ego (Jack Nicholson) trafia to szpitala psychiatrycznego. Lekarka lecząca dj’a, doktor Petra Paul, odrobinę przypomina siostrę Ratched (Louise Fletcher), zaś na oddziale podobnie jak w filmie czeskiego mistrza jeden z pacjentów jest niemy. Nie może też zabraknąć imprezy szpitalnej, którą organizuje Ickarus, jakby na kształt tej z roku 1975. Czerpanie z twórczości Formana jest w „Berlin Calling” nieuzasadnione i niezrozumiałe. Jeśli Stöhr myślał, że wystarczy nawiązać do jednego z klasyków kina, aby film stał się atrakcyjniejszy czy bardziej wartościowy, to się mylił.


Najzabawniejsze, a może najsmutniejsze, że „Berlin Calling” mogło być naprawdę dobrym filmem. Wystarczyło postawić, gdzie indziej akcenty. Jak wspomniałam jest to także film o artyście i o bolesnym procesie tworzenia. Tutaj właśnie Stöhr miał asa w rękawie, którego nie wykorzystał. Paul Kalkbrenner, bo o nim tu mowa, debiutuje w „Berlin Calling” jako aktor i jako kompozytor filmowy. I w obydwóch przypadkach jest to debiut udany. Bardzo udany. Kalkbrenner jest znanym i bardzo cenionym artystą sceny techno. Gdyby kamera podążała po prostu za twórcą i próbowała uchwycić nieuchwytny moment tworzenia, film byłby o wiele ciekawszy. A tak mamy kilka takich fragmentów, widzimy fascynacje muzyką miasta - muzyką industrialną (scena, gdy Ickarus nagrywa dźwięki metra), ale giną one w natłoku niepotrzebnych obrazów i wątków, którymi próbuje zarzucić nas reżyser.


Reasumując „Berlin Calling” nie spełnił moich oczekiwań. Jeśli miałabym polecić filmy, które nie tylko tematycznie, ale także poprzez formę (co uważam za warunek konieczny w filmach o tematyce subkulturowej) próbują nakreślić obraz clubbingu to osoby zainteresowane tą tematyką powinny obejrzeć „Human Traffic” Justina Kerrigana (1999), wcześniej wspomniany „24 Hour Party People” Michaela Winterbottoma (2002) czy krótkometrażowy „Coming Down” Matta Winna (1997). „Berlin Calling” nie jest udaną próbą charakterystyki clubbingu. Powiedziałabym, że jest bardzo złym filmem, ale od zapomnienia ratuje go muzyka (z wiodącym utworem „Sky and Sand”) i zaskakująco dobre aktorstwo Kalkbrennera. Może dlatego, że to on należy do ekstatycznej kultury clubbingu i czuje ją podświadomie, czego niemożna powiedzieć o reżyserze filmu.

Reżyseria
Dystrybutor
Premiera
08-08-2008 (Festiwal Filmowy w Locarno)
19-06-2009 (Polska)
02-10-2008 (Świat)
3,0
Ocena filmu
głosów: 1
Twoja ocena
chcę zobaczyć
0 osób chce go zobaczyć
dodaj do ulubionych
0 osób lubi ten film
obserwuj
0 osób obserwuje ten tytuł
dodaj do filmoteki
0 osób ma ten film u siebie

dodaj komentarz

Możesz pisać komentarze ze swojego konta - zalogować się?

redakcja strony

Mariusz Kłos
arcio
vaultdweller
swomma
Mikez