Tegoroczna gala rozdania nagród amerykańskiej Akademii Filmowej przeszła już do historii i chociaż podczas 97. z kolei już najbardziej prestiżowej ceremonii w świecie kinematografii polsko-duńska produkcja „Dziewczyna z igłą” tym razem nie zwyciężyła w kategorii „Najlepszy Film Międzynarodowy” to zdecydowanie nasz kraj nad Wisłą mógł liczyć na polski akcent i wyróżnienie za sprawą tryumfu Kierana Culkina – uwielbiany aktor został doceniony za drugoplanową rolę w filmie „Prawdziwy ból”, odbierając złotego rycerzyka z rąk Roberta Downeya Jr., laureata tej nagrody za „Oppenheimera” zamieniając pierwszą w życiu nominację na słynną statuetkę. Produkcja w reżyserii Jesse Eisenberga nazywana „listem miłosnym do Polski” od prawie dwóch miesięcy jest już dostępna na platformie streamingowej Disney+, jednak po marcowej gali i niedawnym nadaniu amerykańskiemu reżyserowi polskiego obywatelstwa, drugi zaledwie pełnometrażowy film w portfolio Eisenberga przeżywa swoją drugą młodość wśród naszej publiczności – Polacy zainteresowali się nim na tyle, że z odległych miejsc TOP10 najchętniej oglądanych propozycji, inspirowany historią jego przodków „Prawdziwy ból” wskoczył znowu na pierwsze miejsce. Gwiazdor „Zombieland” już wcześniej przyznał, że nakręcona w Polsce produkcja jest dla niego szczególnie ważna, wyrażając jednocześnie chęć poprawy relacji pomiędzy Żydami, a Polakami. To właśnie zdjęcia plenerowe w kraju nad Wisłą zainspirowały Jesse’go do ubiegania się o polskie obywatelstwo, a podczas pracy poczuł silną więź z czymś historycznie większym, niż on sam – czyżby za sprawą filmowej wycieczki Kaplanów Eisenberg chciał nas przekonać, że jego ból jest większy, niż nasz?
Film opowiada historię dwóch, niegdyś zżytych ze sobą kuzynów, których poznajemy na lotnisku JFK tuż przed wspólnym wylotem do Warszawy – dziś oddaleni od siebie Benji i David są trzecim pokoleniem emigrantów w USA, którzy nigdy jeszcze nie mieli okazji poznać kraju swoich przodków i żyją w zupełnie innych rzeczywistościach: introwertyczny i poukładany David (Eisenberg) twardo stąpa po ziemi, założył rodzinę i pracuje w korporacji zajmującej się reklamą internetową, z kolei ekspresyjny i nieprzewidywalny Benji (Culkin) jest jego całkowitym przeciwieństwem pomieszkując w piwnicy swojej matki i łapiąc dorywcze prace. By uczuć pamięć zmarłej przed sześcioma miesiącami babci, za pozostawione w testamencie pieniądze postanawiają odbyć sentymentalną podróż do kraju nad Wisłą (w którym przyszłoby im w końcu dorastać gdyby nie Holokaust) w formie zorganizowanej wycieczki śladami Żydów w Polsce, odwiedzając m.in. stolicę, Lublin oraz Krasnystaw. Mimo, że w miejsca takie jak Majdanek wpisany jest ogrom cierpienia, to sama skomercjalizowana formuła zwiedzania krępuje amerykańskich millenialsów, więc szybko postanawiają odłączyć się od grupy, by zobaczyć rodzinny dom babci, która w czasie wojny przeżyła prawdziwe piekło nazistowskiego obozu zanim ostatecznie wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych. Po latach rozłąki wycieczka spod znaku „heritage travel” nieoczekiwanie zbliża do siebie emocjonalnie głównych bohaterów, którzy odkrywają nie tylko swoje korzenie, ale również liczne ograniczenia i problemy: przywożąc do Polski swój egzystencjonalny ból w podręcznym bagażu rozdrapują stare rany, których nie uśmierzą ładne widoki, czy mijający czas. Czy taka terapia pozwoli jednak choć trochę ulżyć w cierpieniu?

W przypadku „Prawdziwego bólu” ekranowa historia to jednak coś więcej, niż filmowa fabuła – Jesse Eisenberg przenosi na wielki ekran własne doświadczenia, opowiadając o rodzinnej przeszłości, nieprzepracowanych traumach i pamięci dziedziczonej przez kolejne pokolenia imigrantów. Amerykański aktor i reżyser wraca tym filmem do swoich korzeni i to dosłownie – chcąc zobaczyć skąd pochodzą jego krewni, Jesse odwiedził nasz kraj już w 2017 roku, a kilka lat później planem zdjęciowym uczynił m.in. Krasnystaw i dom, w którym faktycznie mieszkała jego babcia. I chociaż „Prawdziwy ból” może wydawać się kolejnym amerykańskim spojrzeniem na Holokaust i przeszłość Polski, to jednak Eisenberg przygląda się naszemu krajowi przez pryzmat teraźniejszości uwypuklając „urynkowienie się” turystyki zagłady oferującej poznawanie historii w komfortowy sposób – dzieci polskich emigrantów przyjeżdżają z kapitalistycznej Ameryki, podróżują pierwszą klasą w klimatyzowanych pociągach i nocują w wygodnych hotelach, wygłupiają się przed Pomnikiem Powstania Warszawskiego robiąc pamiątkowe fotki, a fakty poznają z ust brytyjskiego przewodnika, wykształconego na Oxfordzie. To właśnie internetowa reklama wycieczki do Auschwitz z lunchem wliczonym w cenę ostatecznie przekonała Eisenberga do stworzenia scenariusza – turystyka historyczna, choć zyskująca na popularności, nie wydaje się trafionym określeniem w odniesieniu do zwiedzania miejsc kaźni, a uczestnik wyprawy może odnieść wrażenie, że miejsca pamięci to taka sama „atrakcja” jak ruiny zamku, czy zabytkowa katedra. Bohater grany przez Culkina podnosi ten problem w jednej ze scen, krzycząc do towarzyszących mu członków wycieczki rozpoczynając nie tylko ciekawą dyskusję wśród uczestników, ale i zmuszając nas samych do własnych przemyśleń.
Skoro mowa o turystyce, to warto się zastanowić jak wygląda Polska oczami Eisenberga – jak sam przyznał, nasz kraj nad Wisłą widzi jako mieszankę starego i nowego, co próbuje też uchwycić w wizualnym aspekcie na taśmie filmowej: kontrast pomiędzy zabytkowymi budynkami, które stoją w tym samym miejscu od setek lat obok nowoczesnych, szklanych biurowców zbudowanych w ciągu zaledwie kilku lat nawiązuje do samych bohaterów, młodych ludzi w trzecim pokoleniu, którzy przyjechali na własne oczy zobaczyć swoją historię. Wyprawa kuzynów Kaplan wiernie odtwarza trasę, którą sam Eisenberg odbył z żoną ponad dekadę wcześniej oferując personalne spojrzenie reżysera nie tylko na słynne zabytki, czy pomniki, ale i ukryte zwykle przed naszymi oczami miejsca – w ten sposób widzowie z całego świata mają okazję poznać miejsca kluczowe dla naszej historii, z przystankami w Warszawie i Lublinie odsłaniającymi nie tylko piękno architektury, ale jednocześnie wywołującymi głębokie refleksje nad wydarzeniami, które ukształtowały naszą narodową tożsamość. Rodzina Jesse’go szczególnie związana jest z Krasnymstawem – w malowniczo położonym nad rzeką Wieprz mieście przyszła na świat prababcia Eisenberga ze strony matki, która przed wybuchem II wojny światowej wyemigrowała do USA. W podziękowaniu za promocję regionu władze Krasnegostawu prócz nadania reżyserowi w październiku 2024 roku Honorowego Obywatelstwa miasta chcą dodatkowo przygotować dla ekipy „Prawdziwego bólu” prawdziwą niespodziankę i stworzyć mural, który w nieszablonowy sposób upamiętniłby pobyt ekipy filmowej – malowidło ma powstać w okolicach ulicy Kościelnej, którą przechodzą bohaterowie w poszukiwaniu kamienicy nestorki rodu.

W „Prawdziwym bólu” Jesse nie tylko stoi za kamerą, ale i wciela się w pierwszoplanową rolę grając neurotycznego Davida – postać o cechach nerda, która nosi ślady wielu poprzednich filmowych inkarnacji typowych dla Eisenberga, jednak to partnerujący mu Kieran Culkin i jego skonfliktowana wewnętrznie osobowość skupia na sobie całą naszą uwagę, przekonując o właściwej decyzji Amerykańskiej Akademii. Nagrodzony Oscarem aktor nie kryje, że mimo spełnienia się przed kamerami to właśnie rodzina jest dla niego najważniejsza – od lat jest szczęśliwie zakochany, a jego żoną została Jazz Charlton z którą doczekał się upragnionych dzieci. Jego kariera rozwijała się nieco powoli, jednak w 2018 roku został obsadzony w roli ekscentrycznego Romana Roya w serialu „Sukcesja”, który nie tylko odniósł międzynarodowy sukces, ale i przyniósł mu statuetkę Emmy – nic więc dziwnego, że również Jesse Eisenberg postanowił powierzyć mu rolę oryginalnego i nieszablonowego Benjamina Kaplana w „Prawdziwym bólu”. Kieran Culkin wiele przeszedł, by być na szczycie – artysta mierzył się z problemami rodzinnymi, rozwodem rodziców, a także odejściem siostry i dziś nie kryje, że mimo sukcesu, do sławy podchodzi z rozwagą i ogromną rozważnością. Chociaż z filmową branżą jest związany od najmłodszych lat, to jednak jego starszy brat Macaulay po międzynarodowym sukcesie „Kevina samego w domu” został okrzyknięty dziecięcą gwiazdą i zepchnął Kierana w cień, jednak nie na długo. Młodszy z braci Culkinów zachwyca emocjonalnym występem, prezentując pełny wachlarz często skrajnych uczuć – poważne tematy przeplata niezręcznym humorem, by pomóc sobie (i widzom) w przepracowaniu traum i zaakceptowaniu teraźniejszości, której nie da się zmienić.
W najnowszym filmie Jesse’go Eisenberga nie usłyszmy typowego instrumentalnego score’u stworzonego na potrzeby obrazu, ani nawet piosenek – amerykański filmowiec mimo, iż nie jest wielkim fanem muzyki klasycznej postanowił postawić na twórczość polskiego kompozytora i pianisty Fryderyka Chopina, tak tłumacząc swój wybór: „Gdy pisałem ten film skupiałem się na zabawnej i pełnej napięcia relacji dwóch gości, którzy próbują przywrócić dawną więź i stają się przy sobie jak dzieci. Jednocześnie nie chciałem, żeby ton filmu był dziecinny: miał mieć dojrzałą i tradycyjną atmosferę i być komentarzem do tych postaci, którzy wpadają w dawne schematy konfrontując się z traumą historii. Pisząc, słuchałem tych utworów, a one mnie inspirowały do tego, jaka powinna być scena – słuchałem ich, gdy pisałem w bibliotece, gdy kładłem dzieci spać i gdy ogarniałem się rano”. Wiele z utworów naszego rodaka (głównie nokturny i walce) Eisenberg odtwarzał już na planie operatorowi kamery, po to aby obiektyw mógł poruszać się w ich rytmie, choć przez chwilę pojawił się też moment zwątpienia: „Gdy montowaliśmy film, producenci mieli obaw, czy dotrze on do młodszych widzów i chcieli, abym dodał jakąś muzykę pop. Zawsze mówiłem, że to przecież było w scenariuszu i na to się zgadzaliśmy, więc po co to teraz zmieniać? Zaryzykujmy – przecież to nie przytłacza”. Ostatecznie w finalnej wersji odnajdziemy jedną piosenkę zaznaczoną przy dwóch okazjach – „My Conversation” Silasa Shorta, czyli cover piosenki „The Uniques” w stylu reggae pojawia się w sekwencji pod prysznicem oraz na napisach końcowych. To także była sugestia jednego z producentów, który chciał, by film poruszający trudną i bolesną tematykę zakończył się w lżejszej i dającej nadzieję atmosferze.

WYDANIE BLU-RAY
Obraz na błękitnym dysku został zapisany w formacie 1.85:1, dzięki czemu wypełnia on cały ekran telewizora – to kolejny solidny transfer od Disneya uchwycony za pomocą kamer Arri Alexa Mini, charakteryzujący się naturalną i „zdrową” paletą użytych ciepłych barw szczególnie w scenach plenerowych i wysoką szczegółowością detali praktycznych rekwizytów, elementów architektury, czy garderoby aktorów. Oryginalna ścieżka dźwiękowa została zapisana w formacie DTS-HD Master Audio i zwraca uwagę swoją subtelnością w sekwencjach outdoorowych, pozwalając na więcej hałasu jedynie w bardziej zaludnionych miejscach, jak lotnisko. To w końcu film, który opiera się głównie na dialogach – te są czyste i wyraźne, podobnie jak muzyka Chopina, która choć pojawia się w wielu scenach na zaledwie chwilę, to nadaje im tak potrzebny liryczny wydźwięk podkreślając wagę tematu. Edycja fizyczna nie zawiera wersji lektorskiej, więc jedyną lokalizacją są polskie napisy.
Na wydaniu Blu-ray prócz samego filmu znajdziemy także jeden materiał bonusowy pt. „Piękne przeznaczenie: Tworzenie filmu Prawdziwy ból” (19:46), czyli solidne zakulisowe spojrzenie na realizację produkcji w Polsce z wywiadami z Jesse Eisenbergiem, Kieranem Culkinem i Jennifer Grey, w którym aktorzy omawiają m.in. tematy rodziny i bliskości, czy humorystyczny wydźwięk, a reżyser dzieli się głównymi inspiracjami, które zaowocowały jego personalnym podejściem do filmu. Menu główne jest dostępne w języku polskim.
PODSUMOWANIE
Jesse Eisenberg od samego początku nie krył, że „Prawdziwy ból” będzie silnie związany z jego rodzinnym doświadczeniem i wstępem do nowego rozdziału w życiu: w chwili otrzymania aktu nadania polskiego obywatelstwa nie krył wzruszenia, komentując tak ważną zmianę: „To jest największy zaszczyt i coś, na co czekałem dwie dekady. Gdy kręciliśmy film w Polsce i spacerowałem ulicami, zorientowałem się, że coraz swobodniej czuję się w kraju, w którym moi bliscy żyli dłużej, niż ja w Nowym Jorku. Niestety, historia moich przodków zakończyła się tragicznie i w związku z tą tragedią moja rodzina nie czuła związku z Polską – to smuciło mnie, ale też dało poczucie, że ja naprawdę chcę nawiązać więź z Polską tak mocno, jak to tylko możliwe. Mam nadzieję, że ten zaszczyt jest dla mnie pierwszym krokiem, by połączyć się z tym pięknym krajem”. W swoim drugim pełnometrażowym filmie z głęboko zakorzenionymi w polskiej tematyce wątkami Eisenberg udaje się śladami swoich przodków w podroż obarczoną ciężarem nieprzepracowanych traum i tłumionych uczuć z perspektywy wnuków emigrantów przybywających z podporządkowanego konsumpcji zachodniego społeczeństwa, gotowego zmienić każde doświadczenie w atrakcję. Te podejście znakomicie oddaje partnerujący Jesse’mu i nagrodzony Oscarem za swoją porywającą kreację Kieran Culkin skutecznie przekonując nas, że rozmowa o emocjach nie jest niemęska. Zdjęcia autorstwa Michała Dymka przy akompaniamencie muzyki Fryderyka Chopina, która ma również swoje miejsce w historii zmuszają niejako również nas samych do życiowej autorefleksji – być może czas potrafi leczyć rany, ale blizny pozostają już na zawsze, by nieustannie przypominać o przeszłym cierpieniu i bólu w najmniej oczekiwanym momencie.
Recenzja powstała dzięki współpracy z Galapagos – dystrybutorem filmu na Blu-ray.