Takiego skarbu dotąd nie widział nikt z was... [recenzja książki]
Arkadiusz Kajling | 24 dni temuŹródło: Filmosfera

Jeśli miałbym wskazać jedną ulubioną animację Disneya, tę jedyną, którą nie tylko pamiętam z dzieciństwa, ale znam teksty jej piosenek, czy biografie twórców oraz żywo interesuję się związanymi z nią publikacjami oraz wyczekuję aktorskiego remake’u to byłaby nią właśnie „Mała Syrenka”. Pamiętam swój „pierwszy raz”, gdy obejrzałem tę animację w weekendowe popołudnie u kuzynki, zapisaną jeszcze wtedy na kasecie VHS z polskim lektorem (który nie czytał wszystkich kwestii) - wywarła na mnie tak wielkie wrażenie, że postanowiłem poprosić o wspomnianą kasetę VHS na swoje siódme wtedy urodziny. Mimo, iż „Mała Syrenka” niedawno obchodziła 30-lecie powstania filmu, animacja na zawsze zapisała się na kartach historii jako ta, która zapoczątkowała renesans Disneya i pobudza wyobraźnię coraz to nowszych pokoleń aż do dziś. Nie dziwi więc fakt, że studio zdecydowało się wydać pełny scenariusz, który stanowi nie tylko piękną pamiątkę, ale jest prawdziwą jaskinią ciekawostek – perłą, którą wyławiamy z mglistych wspomnień z dzieciństwa i uczymy się jej od nowa.


Gdy zaczynałem się uczyć języka angielskiego postanowiłem wrócić właśnie do animacji, uznając, że będzie to najłatwiejszy sposób nauki, gdyż wiele słów zapisało się w mojej pamięci dzięki polskiemu lektorowi dosyć niedokładnie nałożonemu na oryginalną ścieżkę dźwiękową. Dziś jest to o wiele prostsze, gdyż teksty piosenek można znaleźć w internecie, na DVD można włączyć polskie napisy, jednak na początku lat 90. bez dostępu do globalnej sieci pozostawała nauka ze słuchu ścieżki audio kiepskiej jakości. Gdyby ktoś wtedy obdarował mnie takim albumem zapewne ozłociłbym go niczym Ariel każdy ze swoich znalezionych na dnie oceanu cudów. Album „The Little Mermaid: The Full Film Script” (pol. „Mała Syrenka: Pełny filmowy scenariusz”) jest jednym z dwóch tomów z cyklu pełnych scenariuszy wydanych przez Disneya, które zadebiutowały na rynku wydawniczym na początku kwietnia tego roku (drugim z nich jest „Król Lew”). Jednak jeśli myślicie, że książka zawiera jedynie sam scenariusz filmowy, to muszę Was wyprowadzić z błędu – już okładka wydania informuje nas o dodatkach, które znajdziemy we wnętrzu, a są to m.in. szkice koncepcyjne, ręczne grafiki oraz rysunki postaci, czy komentarze twórców. Nie jest to jednak chwyt marketingowy, czy puste słowa, ograniczające się do zaledwie paru fotek, czy kilku słów wstępu, którymi okraszono tekst animacji. To właśnie dzięki tym dodatkom możemy zanurzyć się w tej ponadczasowej historii i zakochać się w świecie „Małej Syrenki” bez pamięci.


Album rozpoczyna słowo wstępu, które nakreśla nam historię studia na kilka lat przed premierą „Małej Syrenki”, gdy na ekranach kin debiutował „Taran i magiczny kocioł” pogrążając finansowo Disneya i stawiając przyszłość studia pod znakiem zapytania. Kilkustronicowy tekst jest opatrzony przepiękną grafiką koncepcyjną, która pochodzi… z przełomu 1940 i 1941 roku. Być może wielu Was to zdziwi, ale geneza animacji, która zapoczątkowała renesans Disneya sięga późnych lat 30. ubiegłego wieku – już wtedy sam Walt Disney chciał sięgnąć po jedną z baśni Hansa Christiana Andersena, powstały nawet szkice koncepcyjne Kaya Nielsena, jednak ostatecznie pomysł trafił do szuflady na długie lata; być może przyczyna była bardzo prozaiczna – idea zakładała mroczniejszą i bliższą oryginałowi duńskiego baśniopisarza wersję, która zapewne nie spodobała się włodarzom Disneya. Dzięki albumowi możemy bliżej przyjrzeć się oryginalnym grafikom artysty, który wcześniej stworzył wiele szkiców oraz ilustracji do „Fantazji” z 1940 roku (dokładniej chodzi o segmenty „Noc na Łysej Górze” oraz „Ave Maria”). Dla Nielsena inspiracją był modny wówczas styl secesji (fr. art nouveau) z Alfonsem Muchą na czele i widzimy to właśnie na jego rysunkach do „Małej Syrenki” – abstrakcyjna ornamentacja inspirowana sztuką japońską widoczna jest na grafikach przedstawiających niezbadane morskie głębie i kryjówkę wiedźmy, natomiast płynne, faliste linie tworzą powierzchnię oceanu oraz lądową roślinność. Sztuka Kaya Nielsena stanowiła też punkt wyjścia dla animatorów w latach 80. ubiegłego wieku, więc bez wątpienia te wstępne rysunki są jednymi z najciekawszych punktów albumu.


Co kilka stron serwowane są nam ciekawostki dotyczące produkcji – dowiadujemy się m.in. tego, że jedna z sióstr Ariel o imieniu Alana została nazwana na cześć kompozytora Alana Menkena, czy anegdotki o premierze filmu, podczas której Jodi Benson dowiedziała się, że w finalnej wersji filmu nie zostały użyte jej najlepsze wokale. Twórcy złożyli też hołd dla wykonanego z brązu posągu Małej Syrenki dłuta Edvarda Eriksena, znajdującego się w porcie w Kopenhadze – w końcowej scenie po ostatecznej walce z Urszulą gdy Eryk leży wyczerpany na plaży, Ariel przygląda mu się siedząc na kamieniu w charakterystycznej dla słynnego pomniku pozie. Odnośnie samego zakończenia poświęcono w albumie końcowe sceny – dowiadujemy się z nich, że obecny w filmie punkt kulminacyjny gdy Urszula przybiera gigantyczne rozmiary to tak naprawdę alternatywna wersja, mająca nadać animacji spektakularności. Całość została rozrysowana na storyboardy i przedstawiona na kilku stronach. Wiele stron poświęcono też projektom postaci, najciekawszym przykładem jest wiedźma morska Urszula – twórcy długo nie mogli się zdecydować jakim ma być stworzeniem, następnie musieli stworzyć interesujący projekt wizualny (w tym przypadku zawsze wersja „przy kości” była najciekawsza) oraz nadać jej charakteru. Ostatecznie zdecydowano się na inspirację postacią Normy Desmond, granej w filmie „Bulwar zachodzącego słońca” z 1950 roku przez Glorię Swanson. Osobne, bardziej zwięzłe teksty dotyczą miejsc akcji, którymi są królestwo Atlantica, grota Ariel, czy zamek Eryka, prezentując przy tym wczesne projekty, które zostały w mniejszym lub większym stopniu wykorzystane przy ostatecznych wersjach widocznych w filmie.


Cały album sprawdza się najlepiej jako solidnych rozmiarów songbook – można oczywiście włączyć sobie poszczególne piosenki na YouTubie z ich tekstem na ekranie, jednak odtworzenie całej ścieżki dźwiękowej (bez reklam) na sprzęcie muzycznym z papierowym wydaniem w ręku to zupełnie inne doznanie, znane mi z czasów dzieciństwa (wtedy jednak towarzyszyły mi książeczki dołączane do płyt CD). Podczas gdy śledzimy teksty utworów wypisane wyszukaną czcionką, które zestawiono z bajecznymi ilustracjami i wsłuchujemy się w otaczającą nas muzykę, w naszej głowie zaczynają powstawać kolejne wizje i wyobrażenia – jest to doświadczenie, które poniekąd opisano przy „Fantazji”, z tym wyjątkiem, że ten 3. pełnometrażowy animowany klasyk w kanonie Disneya miał sugerować naszej wyobraźni obrazy za pomocą muzyki. W przypadku „Małej Syrenki” mamy już do dyspozycji surowe grafiki oraz wstępne ilustracje, które często nie zostały w pełni rozwinięte. To one stanowią punkt wyjścia dla inwencji naszego umysłu, pozwalając nam zagłębić się w tej historii jak jeszcze nigdy dotąd i zafascynować podwodnym światem, niczym Ariel ziemskim lądem.


WYDANIE KSIĄŻKOWE


Album „The Little Mermaid: The Full Film Script” został wydany przez Canterbury Classics - renomowane wydawnictwo ma w swojej ofercie m.in. kilkanaście klasyków światowej literatury, wydanych w nowych okładkach i skórzanej oprawie (wśród nich „Wojna i pokój” Lwa Tołstoja, „Alicja w Krainie Czarów” Lewisa Carrolla, czy „Iliadę i Odyseję” Homera). Recenzowany album został wydany w twardej oprawie z kontrastowym grzbietem w dotyku przypominającym materiał oraz połyskującymi w świetle złotymi literami wytłoczonymi na okładce, wszystkie strony natomiast wydrukowano na papierze kredowym. Całość wygląda bardzo ekskluzywnie i elegancko, a wręcz można by się pokusić o inne słowo – reprezentacyjnie. I nie ma w tym przesady, bowiem książka może z powodzeniem robić za tzw. „coffee table book”, będąc punktem wyjścia do rozmów na temat nie tylko samej animacji, ale i jej stylu wizualnego, czy kultowej dziś muzyki. Już nawet pobieżne przekartkowanie pozycji jest w stanie uświadomić nieobeznanemu czytelnikowi, że pozycja to coś więcej, niż  tylko „goły” scenariusz filmowy – to intrygująco zaprojektowana i złożona książka, zawierająca też kompletne teksty piosenek i okraszona komentarzami twórców oraz grafikami koncepcyjnymi, które nawet fanów animacji zatrzymają na dłużej przy każdej stronie. Język publikacji to angielski, jednak główną oś pozycji stanowi wspomniany pełny scenariusz ze szkicami oraz rysunkami, więc nawet dla osób nieznających dobrze języka będzie to ciekawe wydawnictwo w kontekście stylu wizualnego i z powodzeniem znajdzie swoje miejsce wśród innych artbooków, do których będziemy wracać spragnieni kolejnych wzrokowych wrażeń, a z czasem głodni ciekawostek i produkcyjnych anegdot.


OPIS WYDAWCY: „Mała Syrenka” czaruje widzów nieprzerwanie od swojego kinowego debiutu w 1989 roku. Dzięki najnowszej publikacji jest okazja, by zanurkować do serca opowieści i odkryć pełny scenariusz, kompletne teksty piosenek i historię powstawania filmu. Fani disneyowskiej animacji będą zachwyceni setką archiwalnych fotografii, oryginalnych rysunków i historycznych zdjęć pochodzących z Walt Disney Archives oraz z Walt Disney Animation Research Library, wzbogaconych o komentarze Rona Clementsa i Johna Muskera – reżyserów i scenarzystów „Małej Syrenki”. To wydanie specjalne ukazuje klasyk Disneya w szerszej perspektywie i daje szansę czytelnikom na docenienie w większym stopniu animacji, muzyków i aktorów, którzy przestawili losy Ariel widzom na całym świecie.


„Mała Syrenka” to kultowy już dziś film, który nie tylko uratował studio Disneya przed bankructwem, ale zwiastował odrodzenie animowanego musicalu i zapoczątkował jedną z najbardziej rozpoznawalnych epok w historii kinematografii. Dzisiejsi trzydziesto- oraz czterdziestolatkowie ze łzą w oku wspominają swoje dzieciństwo za każdym razem gdy słyszą znajome dźwięki piosenek, które zostawiły swój nieśmiertelny ślad w zakamarkach pamięci. W jednej chwili potrafią one cofnąć nas o kilkanaście, a czasem kilkadziesiąt lat wstecz do czasów, gdy wszystko wydawało się prostsze, a najmniejsze rzeczy potrafiły wywołać w nas wręcz euforię. Pełny filmowy scenariusz do „Małej Syrenki” jest w pewnością taką nostalgiczną wycieczką, którą będziemy chcieli odbywać co jakiś czas, a towarzysząca nam dziecięca radość z pewnością zarazi niejednego dojrzałego dziś kinomana. 


Dla fanów disneyowskiej animacji, którzy nie maja żadnego artbooka związanego z „Małą Syrenką” będzie to z pewnością cenny nabytek w ich kolekcjonerskich zbiorach, który powitają z entuzjazmem nie mniejszym, niż Ariel przyjmująca kolejny skarb w swojej grocie.


Recenzowaną książkę zakupicie w księgarni libristo.pl